Ogrody natury...
Zakładki:
01. LEKTURA PRZY MUZYCE TYiJA
A rośliny są żywymi, oddychającymi i porozumiewającymi się istotami, wyposażonymi w osobowość i atrybuty duszy.darmowy hosting obrazków
AMARYLKOWATE (AMARYLLIDACEAE)
CHOROBY I SZKODNIKI
HIGIENA
KONTAKT
MAŁA ARCHITEKTURA
NA SKRÓTY
PRZYPISY
ROZMNAŻANIE ROŚLIN
darmowy hosting obrazków
UWAGA: TRUJĄ!...
WŁASNY PROJEKT OGRODU
WYBRAŃCY ! GWIAZDA PRAWDZIWA
Z wyjątkiem Afrodyty, nie istnieje na tym świecie nic piękniejszego niż kwiat i nic bardziej niezbędnego niż roślina.darmowy hosting obrazków
KWIATEK DLA FINETKI 2 (Custom) blogi ! TAWUŁKA NA BLOGA AKSAMITKA NA BLOGA 3 konkurs ! KASZTANOWIEC NA BLOGA

http://www.cyklamen.blox.pl

Higiena

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Jeszcze 30 lat temu kora była niepotrzebnym nikomu odpadem przy obróbce drewna. Wokół tartaków i zakładów papierniczych zalegały jej ogromne hałdy. Nad jej wykorzystaniem zaczęli zastanawiać się leśnicy i ogrodnicy. Wkrótce w ślad za nimi podążyli ciepłownicy. Dzisiaj kora jest poszukiwanym surowcem...

Na przekroju ściętego pnia drzewa ciemna kora wyraźnie odcina się barwą od jasnego drewna. Botanicy dzielą ją na dwie podstawowe warstwy. Wewnętrzna jest żywą tkanką łyka i miękiszu korowego, zewnętrzna zaś tkanką martwą, nazywaną korkiem. Łyko jest jakby instalacją hydrauliczną drzewa. Tędy bowiem woda i składniki mineralne pompowane są od korzeni do wszystkich wyżej położonych części, także liści. Korek natomiast osłania pień, gałęzie i korzenie przed uszkodzeniami mechanicznymi, wnikaniem chorobotwórczych grzybów i bakterii, a przede wszystkim przed wahaniami temperatury i parowaniem wody. To dzięki niemu drzewa mogą przetrwać ostre zimowe mrozy i wysuszające letnie upały. Grubość kory zależy od gatunku drzewa; dla przykładu: buki mają bardzo cienką korę, zaś modrzewie grubą, nawet dziesięciocentymetrową.

W ogrodnictwie najczęściej wykorzystuje się korę sosnową i świerkową. Głównymi jej dostawcami są zakłady celulozowe. Dostarczane tam pnie drzew najpierw się okorowuje, czyli oddziela korę od drewna. Dawniej robiono to ręcznie, a zajęcie to było bardzo pracochłonne, zwłaszcza gdy drzewo ścinano zimą, wówczas bowiem kora bardzo mocno przylega do drewna. Dzisiaj stosuje się głównie korowanie mechaniczne, za pomocą maszyn zwanych korowarkami.


Aby zmniejszyć zawartość tanin do ilości tolerowanych przez rośliny, korę trzeba kompostować co najmniej przez 2-3 miesiące. W zimie okres ten powinien być nieco dłuższy. W korze ułożonej w pryzmy, oprócz wypłukiwania się związków chemicznych, zachodzą również procesy rozkładu substancji organicznych. Biorą w nich udział drobnoustroje, głównie bakterie zużywające azot, którego w korze jest bardzo mało. Żeby kompostowanie kory przebiegało bez żadnych zakłóceń, do pryzmy dodaje się nawozów azotowych (najczęściej mocznika) w ilości 1,5-2 kg/m³. W początkowym okresie kompostowania temperatura wewnątrz pryzmy gwałtownie wzrasta. W zimie nawet przy dwudziestostopniowym mrozie wynosi 30-40°C, w lecie jeszcze więcej. Zwykle po dwóch miesiącach nieco spada, a to oznacza, że proces mineralizacji jest już dostatecznie zaawansowany i niebawem można przeznaczyć korę do sprzedaży. Pamiętajmy jednak, że proces biologicznego rozkładu kory nie został zakończony i będzie postępował nadal. Rośliny, wokół których leży korowa ściółka, mogą odczuwać niedobór azotu, zużywanego w dużych ilościach przez bakterie. Braki te możemy łatwo uzupełnić, stosując nawozy mineralne o zwiększonej zawartości azotu. Ściółka z kory drzew iglastych pomaga utrzymać kwaśny odczyn gleby i jest przydatna szczególnie w uprawie roślin kwasolubnych (iglaków, wrzosów, różaneczników i azalii, borówki amerykańskiej), jeżeli natomiast chcemy odkwasić glebę, warto zastosować ściółkę z kory bukowej, która jest bogata w wapń. Przy ściółkowaniu roślin wrażliwych na zakwaszenie korą z drzew iglastych odkwaszamy ją poprzez dodatek wapna.

W ogrodzie stosujemy korę najczęściej w celu:
Ściółkowania. Korę rozsypujemy wokół drzew, krzewów i bylin na rabatach warstwą grubości co najmniej 5 cm (najlepiej około 10 cm). Taka ściółka spełnia wiele ważnych funkcji: zapobiega przesuszaniu się podłoża, rozprzestrzenianiu chwastów i zmniejsza wahania temperatury gleby. Jest też dekoracyjna: wygląda świeżo przez kilka miesięcy.
Użyźniania gleby. Dodatek kory poprawia strukturę gleby, a także stanowi źródło próchnicy. Pamiętajmy jednak, że kora jest uboga w składniki mineralne: azot, fosfor i potas. Dlatego glebę musimy dodatkowo wzbogacać nawozami mineralnymi.
Przykrywania roślin na zimę. Korą możemy przysypać np. przycięte na zimę byliny czy rośliny zadołowane w donicach. Wiąże się z tym jednak pewne ryzyko. W czasie ostrej zimy kora, pomimo że jest dobrym izolatorem, może głęboko przemarznąć. Wiosną natomiast bardzo powoli rozmarza. Zakotwiczone w zamarzniętym podłożu korzenie nie mogą dostarczyć wody rozpoczynającym wegetację roślinom. Występuje wówczas zjawisko tzw. suszy fizjologicznej, mogące doprowadzić do zamierania pędów lub nawet całych roślin. (Zjawisko to najczęściej dotyczy roślin zimozielonych, np. różaneczników, które na mróz są odporne, lecz w czasie jego trwania nie mogą uzupełniać z zamarzniętej ziemi niedoboru wody, traconej z liści także zimą wskutek wysuszających wiatrów i słońca. Jeśli wiosną stwierdzamy, że nasz różanecznik "przemarzł", najczęściej powodem jego zmarnienia jest właśnie susza fizjologiczna.) Aby temu zapobiec, wiosną musimy korę jak najwcześniej rozmrozić, polewając ją obficie wodą.

W sklepach ogrodniczych sprzedaje się korę zapakowaną w worki o pojemności 40-50 litrów. Kosztuje przeważnie 5-8,- zł za worek. Dostawcy gwarantują, że została wstępnie przekompostowana i nie zawiera substancji toksycznych dla roślin. Na ogół jest dobrze rozdrobniona, tym niemniej zdarzają się duże kawałki lub ścinki drewna. W wielu krajach korę sortuje się na trzy podstawowe frakcje: drobną, średnią i grubą. U nas, niestety, w sprzedaży jest przeważnie tylko jeden gatunek.

Prawdziwe zalety kory (np. niemal stuprocentowe zagłuszenie chwastów) poznamy po połączeniu jej z ciemną agrowłókniną. Ten cienki, czarny materiał dzięki swej strukturze przepuszcza wodę i pozwala jej dotrzeć do korzeni. Przepuszcza też niezbędne dla rozwoju korzeni powietrze. Aby umożliwić wyrastanie pożądanych roślin spod włókniny, należy przeciąć ją na krzyż w miejscu posadzenia rośliny. Warstwa kory, którą wysypujemy na agrowłókninę może być cieńsza. Korową ściółkę zakładamy wczesną wiosną, jednak - co bardzo ważne - dopiero po rozmarznięciu gleby. Założona na zamarznięte podłoże skutecznie zaizoluje je przed dostępem promieni słonecznych i sprawi, że będzie ono rozmarzać znacznie dłużej, co może być szkodliwe dla roślin.

Jeśli chcemy się przekonać, czy kora lub jakiekolwiek inne podłoże nie zawiera substancji szkodliwych dla roślin, zróbmy prosty test. Posadźmy tam kilka siewek sałaty i obserwujmy je przez kilka dni. Jeżeli nie wykażą żadnych niepokojących objawów, znaczy to, że podłoże powinno być bezpieczne dla innych roślin. Sałata jest bowiem niezwykle wrażliwa nawet na minimalne ilości toksyn.

09:11, ksanthos_trelos , Higiena
Link Komentarze (2) »
niedziela, 26 lipca 2009

Do rozmnażania wegetatywnego używa się części danej rośliny: pędów, liści, korzeni, kłączy, bulw lub cebul. Ten sposób pod wieloma względami jest korzystniejszy od rozmnażania generatywnego, a najważniejsze z nich to:
uzyskujemy nowe egzemplarze zawsze i pod każdym względem identyczne z matecznym;
niepomiernie skracamy okres oczekiwania na zdolność do ich kwitnienia - jest to niezmiernie istotne w uprawie drzew i krzewów owocowych.

Można wymienić trzy metody rozmnażania wegetetywnego, które z powodzeniem możemy zastosować w domu czy ogrodzie.
Pierwszy polega na wykorzystaniu sposobów spotykanych w naturze, a więc rozmnażaniu przez odrosty, kłącza, cebule, bulwy i rozłogi. Zalicza się do tego i podział, chociaż w tym wypadku niezbędny jest udział człowieka, gdyż ten sposób rozmnażania samorzutnie nie występuje w przyrodzie. 
Rośliny mają zdolność do odtwarzania tkanek i całych organów, co zwie się restytucją i jest to sposób drugi. Możemy zatem rozmnażać je przez sadzonki pędowe lub liściowe, odkłady i kopczykowanie, będące zresztą odmianą odkładu. Do tej grupy można też zaliczyć rozmnażanie metodą in vitro, aczkolwiek sami jej w warunkach domowych przeprowadzić nie jesteśmy w stanie.
Trzecią metodą jest szczepienie i okulizacja, przy których wykorzystuje się fakt, że zaszczepione i zaokulizowane tkanki dość łatwo się zrastają.


Części podziemne (podział, odrosty, kłącza, cebule, bulwy i rozłogi)

Najprostsze, chociaż mało wydajne, jest rozmnażanie przez podział i odrosty korzeniowe. Polega ono bądź na oddzielaniu odrośli wyrastających wokół rośliny matecznej z jej organów podziemnych, bądź na rozdzielaniu starszych, silnie rozrośniętych egzemplarzy. Pokrewne jest mu uzyskiwanie nowych organizmów z bulw, cebul oraz kawałków kłączy i rozłogów.

Dzielenie to najprostszy sposób bezpłciowego rozmnażania wielu roślin. Spośród doniczkowych należą do nich m.in. aspidistra, szparag ozdobny, cibora, soleirolia, sansewieria, bilbergia i niektóre paprocie. Również w ten sposób można rozmnażać maranty, lecz ich korzenie są tak delikatne, że nim dojdziemy do wprawy, z pewnością nie obejdzie się bez strat. Z kolei w przypadku choćby szparaga ozdobnego (asparagusa) sprawa jest bardzo prosta: wystarczy ostrym nożem kuchennym przeciąć bryłę korzeniową na pół, a jeśli jest wyjątkowo duża, to na kilka części. W ogrodzie natomiast przez podział rozmnażamy większość bylin.



Roślinę przeznaczoną do podziału wykopujemy lub wyjmujemy z doniczki i ostrożnie rozdzielamy bryłę korzeniową. Jeśli dzielimy bulwy, to każda część musi mieć co najmniej jedno oczko (pączek). Bulwy lub kłącza przecinamy ostrym nożem, starając się, by cięcia były równe i gładkie. Miejsca cięć zasypujemy węglem drzewnym lub sproszkowaną siarką, by zapobiec ich gniciu. W przypadku podziału kęp roślinnych należy zwracać uwagę na to, by każda nowa część rośliny miała dość korzeni i co najmniej jeden silny pęd z kilkoma liśćmi. Podzielone i rozsadzone w odpowiedniej rozstawie w ogrodzie lub w oddzielnych doniczkach rośliny musimy podlewać z wyczuciem. Podlewanie jest konieczne, lecz przetrzebiony system korzeniowy nie jest w stanie pobierać dużo wody, toteż łatwo doprowadzić do zalania i zgnicia rośliny. Najlepszym terminem do dzielenia roślin doniczkowych jest wiosna: wówczas zabieg można połączyć z ich przesadzaniem oraz lato. W przypadku bylin teoretycznie jest to cały sezon wegetacyjny, jednakże poszczególne gatunki mogą mieć pod tym względem różne wymagania. Można przyjąc trzy główne terminy:
wczesna wiosna: pobudzona do szybkiego i silnego wiosennego rozwoju roślina szybciej się przyjmuje;
jesień: podzielona bylina powinna zdążyć do zimy dobrze się ukorzenić;
okres po kwitnieniu rośliny.

Odrostami nazywamy młode rośliny wyrosłe z pędów bocznych rośliny matecznej i posiadające już własny system korzeniowy. Takie rośliny wystarczy tylko oddzielić od egzemplarza matecznego i posadzić osobno w odpowiednim miejscu, a będą rosły nadal. Niektóre byliny obumierają po kwitnieniu (owocowaniu), ale właśnie odrosty zapewniają gatunkowi przetrwanie. Najbardziej znanymi przykładami tego sposobu rozmnażania się są spośród roślin doniczkowych wszelkie bromeliowate (ananasowate), a w ogrodzie rojniki.

Ta część dotycząca rozmnażania roślin traktuje głównie o rozmnażaniu za pomocą części podziemnych lub z ich udziałem. Pojęcie to jest niepełne w przypadku rozłogów, które - owszem - mogą być podziemne, ale także i nadziemne. Te drugie ślicznie nam prezentują np. zielistki i skalnice rozłogowe. Młode rośliny wyrastające z pąków wegetetywnych nadają tym gatunkom szczególny wdzięk. Warto wstrzymać się w tym wypadku z odejmowaniem młodych roślinek do momentu, aż wykształcą korzonki. Po posadzeniu w podłożu przeznaczonym dla młodych roślin lub w mieszance torfu i piasku pojemnik przykrywamy plastiowym kołpakiem lub folią, by zmniejszyć parowanie, bowiem początkowo część korzeniowa jest jeszcze zbyt mała w stosunku do masy liściowej. Rozłogi znamy doskonale także z ogrodów, gdzie w ten sposób rozmnażają się m.in. truskawki. Natomiast doskonałym przykładem rośliny z podziemnymi rozłogami jest ziemniak.


Niektóre rośliny cebulowe, jak np. hipeastrum, amarylis, walotta, szczawiki, lilie czy bulwocebule mieczyków, wytwarzają w okresie wegetacji cebulki przybyszowe, które znakomicie nadają się do rozmnażania. U niektórych gatunków lilii cebulki mogą się tworzyć także nad ziemią, w kątach liści. Cebulki przybyszowe oddzielamy podczas przesadzania roślin doniczkowych lub ogrodowych, w przypadku mieczyków podczas jesiennego wykopywania lub przed posadzeniem wiosną. W przypadku amarylkowatych: hipeastrum czy narcyzów, jeśli młoda cebulka nie oddziela się łatwo od matecznej, to pozostawiamy ją na niej na jeszcze jeden sezon. Posadzony w ogrodzie cebulkowy drobiazg starannie pielęgnujemy: odchwaszczamy, kilkakrotnie zasilamy mieszanką nawozów, w razie potrzeby podlewamy. Rośliny zdolne do kwitnienia przy tej metodzie rozmnażania zyskujemy jednak najczęściej dopiero po kilku latach, gdy cebula czy bulwocebula osiągnie odpowiednie rozmiary.

15:10, ksanthos_trelos , Higiena
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 lipca 2009

Tak się złożyło, że osobiście nigdy nie stosowałem upraw całkowicie biodynamicznych, jednakże jestem jak najbardziej za równowagą biologiczną. Dotyczy to także naszych ogrodów i zwierząt w nich żyjących. Pozostawiamy jesienią warstwę chrustu, badyli i suchych liści, by jeże znalazły dogodne schronienie na zimę, dokarmiamy podczas mrozów sikorki i inny ptasi drobiazg. Ewidentne szkodniki odstraszamy i/lub zwalczamy. Goszczą jednak w naszych ogródkach także takie zwierząta, których nie da się jednoznacznie określić jako szkodników. Zasługi mrówek czy kreta w tępieniu wielu owadów, w tym ogromnej ilości szkodników, są oczywiste i niezaprzeczalne, a jednak i te stworzenia staramy się na ogół co najmniej przepędzić, a bywa, że i uśmiercić...

Czy jest to konieczne? Uśmiercanie kreta to często nieświadoma zgoda na plagę podziemnych szkodników na działce oraz przestępstwo: krety są w naszym kraju objęte ochroną. Żyją pod ziemią, lecz oddychają jak każde inne stworzenie tlenem i od czasu do czasu muszą wykopać sobie nadziemny wentylator czy wypchnąć na powierzchnię hałdę zużytęj na budowę korytarzy ziemi. O tych skądinąd sympatycznych zwierzakach innym jednak razem...

Mrówki mieszkają właściwie w każdym ogrodzie. I jakoś również nie bardzo je lubimy. Drażnią nas ich bezceremonialne wędrówki po trasie i wizyty w domu. Chętnie pozbylibyśmy się ich, mimo iż nie są szkodnikami, a już na pewno nie zjadają uprawianych przez nas roślin. Wprost przeciwnie: odgrywają pożyteczną, chociaż mało dostrzeganą rolę w środowisku.

Dotychczas poznano blisko 10 tysięcy gatunków mrówek; niespełna setka z nich występuje w Polsce. Niektóre gatunki szczególnie upodobały sobie miejsca sztucznie ukształtowane przez człowieka: parki czy ogrody. Mrówki to jedna z rodzin należących do rzędu błonkówek, a więc owadów latających, które są obdarzone dwoma parami przezroczystych skrzydeł. Jednak przeważająca część mrówek, czyli robotnice, zatraciła skrzydła w toku ewolucji. Mają je tylko osobniki płodne: samce i samice (królowe), które pojawiają się w okresie godowym podczas nadziemnej rójki. Mrówki wielu gatunków są uzbrojone w żądło: narząd obrony i ataku, służący do wstrzykiwania jadu. Te, które żądła nie posiadają, strzelają jadem wprost z końca odwłoka. Innego rodzaju bronią mrówek są mocne żuwaczki. Służą one również do wykonywania różnych czynności, np. przenoszenia, cięcia i rozdrabniania pokarmu.

Wszystkie mrówki tworzą tzw. kolonie kastowe, w których społeczność dzieli się na grupy pełniące różne funkcje. Największe znaczenie w każdej kolonii ma królowa. U licznych gatunków w pojedynczym gnieździe (rodzinie) może występować od kilku do nawet kilkudziesięciu królowych. Młoda królowa tuż po rójce zwykle zdana jest tylko na samą siebie i w tym okresie właśnie ten fakt rozwojowi przyszłej kolonii zagraża najbardziej. Zapłodnionej a osamotnionej samicy zagrażają liczne niebezpieczeństwa, zanim nie zleci na ziemię, gdzie sama musi jeszcze wykopać odpowiednią jamkę, w której złoży pierwsze jaja i samodzielnie odchowa pierwszą grupkę robotnic. W późniejszym okresie rozwoju kolonii jedynym zadaniem królowej jest składanie jaj. Stanowi zwykle wtedy ona rozrośnięty do monstrualnych rozmiarów odwłok, składający nieprzerwanie co pół minuty jedno jajo i jest całkowicie uzależniona pod każdym względem od opiekujących się nią robotnic. Z kolei one są niedorozwiniętymi płciowo samicami. Kolonie krajowych mrówek, w zależności od gatunku, liczą od kilkudziesięciu do setek tysięcy robotnic. Ich grupy spełniają różne obowiązki: sprawują opiekę nad królową i jej potomstwem, bronią gniazda (jedna lub dwie zróżnicowane pod względem budowy kasty tzw. żołnierzy), rozbudowują je oraz zdobywają pożywienie. Gdy liczebność kolonii wzrośnie, w gniazdach rozwija się też wiele samców (powstających z jaj niezapłodnionych, który to proces reguluje królowa) i płodnych samic. Po osiągnięciu dojrzałości opuszczają one gniazdo i odbywają lot godowy. Po kopulacji samce giną, a samice odrzucają skrzydła (często samodzielnie je sobie wyrywając) i zakładają nowe gniazda. U niektórych gatunków część zapłodnionych samic wraca do gniazda rodzinnego, zwiększając poprzez to liczbę królowych w kolonii. Cały cykl zaczyna się od początku. Samice kopulują tylko raz w życiu, często z wieloma samcami. Zgromadzony zapas nasienia starcza na całe życie królowej: kilka do kilkudziesięciu lat. Natomiast poszczególne grupy robotnic żyją zazwyczaj tylko kilka miesięcy lub nawet krócej, wszak zazwyczaj wiele z nich ginie podczas wykonywania swych obowiązków: obrony mrowiska czy zdobywania pokarmu; życie na powierzchni ziemi jest bardzo niebezpieczne: wszędzie czyhają myśliwi i wrogowie, w tym także... mrówki z innych kolonii.

W naszych ogrodach czy parkach najczęściej występują hurtnice, a spośród nich najliczniejsza hurtnica czarna (Lasius niger). W każdym gnieździe żyje tylko jedna królowa. Robotnice dorastają do 3,5-5 mm długości i nie mają żądeł. Gniazda najczęściej budują w ziemi, często z kopcem podobnym do kretowiska. Żyją pod kamieniami, płytami chodnikowymi, w próchniejących pniakach, a nawet ścianach budynków. Zdarza się, że w poszukiwaniu słodyczy wchodzą do mieszkań znajdujących się na parterze. Młode królowe tej mrówki niekiedy zakładają gniazda w skrzynkach balkonowych.
Hurtnica żółta (
L. flavus) podobna jest do swej czarnej kuzynki, lecz trudniej ją zauważyć, bo prowadzi podziemny tryb życia. Gniazduje w miejscach dobrze nasłonecznionych i nie narażonych na przekopywanie: na trawnikach lub pod kamieniami. Jeśli trawę często się kosi, gniazda są całkowicie niewidoczne. Tylko po deszczu ich obecność mogą zdradzać małe kupki ziemi.
Stałymi mieszkańcami ogrodów są także wścieklice, zwłaszcza wścieklica zwyczajna (
Myrmika rubra). W jej jednym gnieździe może żyć kilka królowych. Robotnice osiągają 4-6 mm długości i mają żądła, które skrzętnie wykorzystują, jeśli ktoś naruszy ich gniazdo: stąd ich nazwa. Gniazda zakładają w ziemi, pod kamieniami i mchem czy w próchniejących pniakach. Nad gniazdami często budują niewielkie kopczyki. Jeśli ich gniazdo zostanie uszkodzone, zwykle przeprowadzają się w inne miejsce.

Jak wspomniałem: mrówek zazwyczaj nie lubimy. Zdaję sobie wobec tego sprawę, że nie uda mi się namówić Państwa do hodowli mrówek w domu w roli domowych zwierzątek. ;) Jednakże taka hodowla jest całkowicie możliwa. Z pewnością nie jest tak popularna jak choćby akwarystyka, lecz i z pewnością o wiele bardziej fascynująca, bowiem pozwala gołym okiem zaobserwować wszelkie zachowania mrówek wraz z ich skomplikowanym życiem rodzinno-podziemnym, a tego w warunkach naturalnych zaobserwować nie jesteśmy w stanie. W przypadku mrówek tropikalnych, choćby popularnych grzybiarek, zwykle nie mamy możliwości zaobserwować nawet ich nadziemnego bytowania i pracy. O formikariach jednak może napiszę w innym czasie i miejscu...

Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że mrówki mają niemały wpływ na strukturę gleby. Gatunki żyjące w ogrodach budują gniazda w ziemi i najwyżej tylko część mrowiska wystaje ponad jej powierzchnię w postaci kopca. Mrowisko stanowi rozległy system komór i korytarzy sięgających 30-40 cm w głąb. Powiększając je i przebudowując mrówki nieustannie rozdrabniają i przemieszczają cząstki gleby. Na powierzchni 1 m² mogą w ciągu roku przenieść z głębszych warstw kilka kilogramów ziemi. Można powiedzieć, że zastępują małe narzędzia ogrodnicze, przyczyniając się do napowietrzania gleby i zwiększania jej przepuszczalności, a także do przenoszenia cennych cząstek próchnicy w głębsze warstwy gleby, gdzie zwykle jej nie ma, w pobliże korzeni naszych ulubionych roślin. Siła fizyczna mrowiska tylko w niewielkim stopniu odżywia się pokarmem zwierzęcym. Jest on jednak niezbędny rozwijającym się larwom oraz królowym do rozrodu. Dlatego mrówki polują na drobne bezkręgowce, głównie inne owady - w tym także szkodniki roślin. Przyczyniają się zatem do ograniczania ich liczebności. Nie gardzą też padliną. Swoją zdobycz zanoszą do gniazd, a rozdrobnione części pokarmu i odchody częściowo gromadzą w specjalnych komorach pod ziemią, gdzie następuje ich rozkład. W ten sposób poprawiają także żyzność podłoża. Zbadano, że gleba w pobliżu mrowisk ma większą zawartość związków organicznych, a także mineralnych: azotu, potasu i fosforu.

Robotnice żywią się spadzią: słodką i pożywną wydaliną mszyc. Odwiedzają w tym celu kolonie mszyc bytujących na roślinach. W zamian za spadź mrówki bronią i ochraniają swoje trzody przed biedronkami czy złotookami, ich naturalnymi wrogami. Układ mszyce-mrówki jest w tym wypadku klasycznym przykładem
symbiozy, czyli zgodnego współżycia różnych gatunków. Często nawet mrówki budują wokół łodyg rośliny osłony z ziemi lub resztek roślinnych, zabezpieczające mszyce przed deszczem i wiatrem. Moglibyśmy mieć im to za złe, ponieważ dbają w ten sposób o niewątpliwe szkodniki, ale przecież nie dopuszczają do roślin jeszcze niebezpieczniejszych owadów. Usuwają na przykład złoża jaj i gąsienice motyli. Samo odbieranie spadzi od mszyc jest także korzystne, wydzielina ta bowiem utrudnia roślinom oddychanie i sprzyja rozwojowi grzybów. Jeśli natomiast mszyce rozmnożą się w nadmiarze, mrówki po prostu je zjadają.

Gdyby obecność mrówek szkodziła roślinom, chyba sama natura "nie wynalazłaby" też w toku ewolucji elajosomu, czyli ciałka mrówczego, w które zaopatrzone są nasiona wielu z nich, a mającego właśnie ściągnąć mrówki w pobliże rośliny i wykorzystać je do rozsiewania jej nasion.

Na szczęście, dla nich samych, a także dla nas, mrówki są wszędobylskie i całkowicie wytępić z ogrodu się ich nie da.


00:38, ksanthos_trelos , Higiena
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 lipca 2009

Ogólnie mrówki należą do pożytecznych stworzeń. Spulchniają i użyżniają glebę, niszczą wiele owadzich szkodników. Ze szkód jakie mogą wyrządzić roślinom trzeba wymienić spowodowane budową gniazda i drążeniem ziemi przesuszenie drobnych korzonków, szczególnie gdy założą mrowisko w skrzynce czy pojemniku. Może się też zdarzyć, że budując kopczyk nad mrowiskiem, zasypują ziemią drobne rośliny skalne. Najlepiej wtedy przenieść rośliny w inne miejsce, nie szkodząc tym samym i mrówkom: zatem i wilk syty, i owca cała. I właściwie na tym kończą się grzechy mrówek. W wyjątkowych wypadkach może się zdarzyć wygryzanie korytarzy w bulwach czy cebulach (nie dla zdobycia pokarmu), lecz na ogół łatwiej jest ominąć te części roślin i poprowadzić korytarz wokół nich niż zużyć sporo energii, by poprowadzić tunel akurat poprzez nie oraz oszpecanie (nadgryzanie) kwiatów i pąków, by dostać się do nektaru.

Jeśli jeszcze nie przekonałem Państwa, że mrówki lepiej polubić niż je zwalczać oraz że w ich działalności zyskujemy dla naszych ogrodowych podopiecznych więcej zysków niż strat, to proponuję najpierw zastosować którąś z metod odstraszających lub zastosowania "formikocydów" sporządzonych naturalną, domową metodą. By je zniechęcić do pobytu wśród ukochanych roślin, można w pobliżu posadzić wrotycz, pomidor, lawendę, majeranek, tymianek, czy miętę polną, których zapachu nie znoszą. Wypróbować możemy również sprawdzone rady babć: wylejmy wokół gniazda fusy z kawy lub posypmy gniazdo cynamonem czy też proszkiem do pieczenia. 

Jeśli zamierzamy zwalczać, to tylko wtedy, gdy czynią wyraźne spustoszenie wśród ulubionych roślin. Zastosować możemy gnojówkę z pokrzyw, czy też wspomnianego już wrotyczu lub, zwłaszcza, piołunu. Decydując się na wykonanie gnojówki powinniśmy 1 kilogram ziela zalać 10 litrami wody, w naczyniu kamionkowym, plastikowym, byle nie metalowym. Fermentującą gnojówkę należy co 1-3 dni przemieszać. Nieprzyjemny zapach wydzielający się z naczynia można osłabić dodatkiem mączki bazaltowej lub dolomitowej. Ta tlenowa fermentacja powinna trwać około 2-4 tygodni, w zależności od temperatury, w jakiej zachodzi; zwykle nie trwa dłużej niż miesiąc. Gnojówka będzie gotowa do użycia w momencie, gdy stanie się klarowna i przestanie się pienić. Stosujemy ją tylko do podlewania miejsc mrówczych wędrówek i, przy okazji, roślin. Z tymianku i majeranku możemy przygotować wyciąg. 1 kilogram świeżych, kwitnących roślin zalewamy 10 lirami wody, po 24 godzinach wyciąg nadaje się do użycia. Zastosujmy go podobnie jak gnojówkę: na ścieżki mrówek i ich gniazda. Wtedy się wyprowadzą.

Wielu ogrodników stosuje również radykalną i brutalną kąpiel we wrzątku, bądź też dostępne na rynku preparaty. Gniazdo potraktować możemy, więc insektycydem kontaktowym Mrówkiller, Mrówkofon, Mrówkosep, Mrówkogran, Mrówkogran turbo, AgrEvo czy Raid. Wykorzystać możemy również Diazinon 10GR, Faratox, Faratox B, Lafarex K zawierające metopren, preparat hormonalny, hamujący rozwój larw i poczwarek oraz powodujący bezpłodność larw nimi karmionych (pomijając fakt, że robotnicze mrówki i tak z natury są bezpłode; ale ograniczymy rozwój osobników płodnych: przyszłych królowych oraz samców). Trutkę uzyskać możemy również sami. Zmieszajmy boraks, wodę i cukier w stosunku wagowym 1:18:7. Uważajmy na proporcje. Jeżeli nie potrafimy znaleźć gniazd, zastosujmy przynęty na trasach ich wędrówek. Słodki miód lub syrop wymieszajmy z wolno działającym środkiem owadobójczym. Ta śmiertelna mieszanka trafić może jako pokarm do larw i królowej, skutecznie je zabijając.

Szczerze życzę wszystkim kolorowych rabat i wysokich plonów w ogrodach bez mrówek. Mam nadzieję, że tym opracowaniem udowodniłem, że ich uzyskanie bez pożytecznej działalności tych pracowitych stworzeń, może okazać się nad wyraz trudne lub co najmniej niezdrowe z powodu konieczności zastosowania chemicznych środków ochrony roślin, które w naturalnych warunkach w dużej mierze chronione byłyby właśnie m.in. przez mrówki. Może więc lepiej pozwolić żyć mrówkom w ogrodzie, jako pełnoprawnym jego mieszkańcom?


21:43, ksanthos_trelos , Higiena
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lipca 2009

 

Rośliny rozmnaża się generatywnie, czyli z nasion, bądź wegetatywnie, to jest za pomocą nadziemnych i/lub podziemnych ich części. Nie zawsze jednak obydwa sposoby można zastosować. Niektóre rośliny da się rozmnażać wyłącznie generatywnie, inne wegetatywnie, jeszcze inne i tak, i tak. Przy opisie każdej z omawianych roślin ozdobnych: doniczkowych, pojemnikowych i gruntowych oraz warzyw czy innych uprawnych podaję zazwyczaj sposób ich rozmnażania, zatem w tym opracowaniu przedstawię tylko ogólne jego zasady. W cyklu znajdzie się również notka poświęcona rozmnażaniu metodą in vitro oraz odrębne metody rozmnażania konkretnych grup roślin.

Nasiona 1/2

Różne nasiona mają różne wymagania w ziązku z czym można podzielić je na kilka grup. Należy przyjąć, że nasiona większości tropikalnych drzew i krzewów owocowych oraz innych tropikalnych roślin w bardzo szybkim czasie, bo już od kilkunastu nawet godzin do kilku miesięcy, tracą zdolność kiełkowania. Dlatego należy je wysiewać w miarę możliwości natychmiast po wyjęciu z owoców. Niektóre, głównie z tych w twardych łupinach, dają się dłużej przechowywać na sucho, ale zmniejsza to siłę kiełkowania i, w przeciwieństwie do świeżych nasion, przelegują przed wschodami, a procent tych ostatnich jest mniejszy. Jeszcze inne nasiona nie powinny wyschnąć. Jeśli zatem mamy możliwość przywiezienia nasion tropikalnych roślin użytkowych, przywoźmy je w owocach. Pewne substancje chemiczne zawarte w ich soku zarówno zachowują nasiona przy życiu, jak i zapobiegają ich kiełkowaniu przed wysianiem. Nasiona roślin pochodzących z chłodniejszych stref naszego globu: subtropiku lub klimatu przejściowego między subtropikiem a umiarkowanym także mają różne wymagania. Niektóre muszą być wysiane jak najszybciej, inne mogą być przez dłuższy czas przechowywane na sucho, a jeszcze inne do skiełkowania potrzebują zabiegu zwanego stratyfikacją. 

Zdolność materiału siewnego do kiełkowania odgrywa dużą rolę. Bynajmniej nie każde posiadane ziarno wschodzi. Procent wykiełkowanych nasion zależy też od rodzaju, gatunku, a nawet odmiany danej rośliny, a z upływem czasu zawsze siła kiełkowania się obniża. Po nasionach, które mają już kilka lat, zwykle nie należy już spodziewać się zbyt wiele. Przed wysianiem zaleca się przeprowadzenie próby kiełkowania. Należy więc umieścić kilkanaście nasion w misce na wilgotnym materiale (bibule lub papierowej chusteczce) i odczekać aż zaczną kiełkować. Po liczbie wykiełkowanych nasion stwierdzimy, czy wysiew się opłaca. Jeśli nasiona kupujemy w hermetycznie zamkniętych torebkach, to datę ważności znajdziemy na opakowaniu.

Stratyfikacja polega na przysypywaniu nasion mokrym piaskiem lub wilgotnym miałem torfowym i przetrzymywaniu przez określony czas (najczęściej kilka miesięcy) w temperaturze bliskiej zera stopni (1-10, najczęściej 2-4°C, nigdy poniżej zera). Stratyfikację można przeprowadzić umieszczając odpowiednio przygotowane nasiona w lodówce. Niekiedy wskazana i pomocna bywa także skaryfikacja, czyli sztuczne uszkadzanie grubych okryw nasiennych w celu ułatwienia wnikania wody oraz gazów do wnętrza i przyśpieszenia kiełkowania. Okrywę nasienną uszkadza się poprzez nakłuwanie, przecieranie ostrym piaskiem, nacinanie, a także chemicznie poprzez zwęglanie okrywy w stężonych kwasach. Zabieg musi być wykonany wyjątkowo ostrożnie, tak aby nie uszkodzić zarodka. Skaryfikację wykonuje się w celu przyspieszenia kiełkowania nasion wielu drzew np. grabu, cisa. Skaryfikacja umożliwia wyjście nasion ze spoczynku bezwzględnego spowodowanego właściwościami strukturalnymi. Gruba łupina nasienna uniemożliwia imbibicję (pęcznienie) oraz spowalnia oddychanie nasienia poprzez ograniczenie dostępu tlenu do tkanek. W warunkach naturalnych gruba łupina nasienna zapobiega przedwczesnemu kiełkowaniu nasion. Kiełkowanie nasion o takiej łupinie jest możliwe po przynajmniej częściowym rozłożeniu łupiny przez mikroflorę glebową. Aby przyspieszyć wschodzenie nasion przechowywanych na sucho, można je tkże wpierw moczyć przez 1-2 doby w wodzie o temperaturze około 30°C (dla zachowania stałej temperatury wody można ją wraz z moczonymi nasionami zamknąć w termosie) i wysiewać po lekkim podsuszeniu: aby się ze sobą nie sklejały.

Przedtem przygotowujemy naczynia: skrzyneczki, mnożarki, miski - przy wysiewie roślin pojemnikowych lub innych na rozsadę - wypełniając je podłożem skomponowanym z trzech części ziemi kompostowej, niewielkim dodatkiem torfu i jednej części rzecznego piasku albo też w równych częściach z piasku i torfu. Na wierzch dajemy warstwę ziemi przesianej.
Lepsze jest jednak gotowe podłoże do uprawy młodych roślin, na przykład STK-1, sprzedawane w niedużych opakowaniach przez specjalistyczne sklepy ogrodnicze. Najczęściej w uprawach ogrodniczych stosowane są substraty torfowe. W przemysłowej produkcji substratów przyjęto zasadę oznaczania ich cyframi. Wartość tych cyfr odpowiada dawce soli nawozowych w g/dm³ lub w kg/m³ dodanych do tych substratów. Na przykład substrat STK-2 oznacza, że łączna dawka wszystkich soli wynosi 2 g/dm³ torfu, w STK-1 jest to jeden gram, a w STK-3: 3 g/dm³ torfu. Dla substratów zalecanych dla roślin ozdobnych ich kwasowość wynosi 5,0-5,5 pH przy zachowaniu stałego stosunku NPK jak 2:1:3.
Takim podłożem napełniamy prawie po brzegi naczynie przeznaczone do wysiewu nasion, wyrównujemy powierzchnię i lekko ziemię przyklepujemy. Drobne nasionka wysiewa się rzutowo, grube: w rzędach lub punktowo i nakrywa warstewką ziemi trzy razy grubszą od średnicy nasion. Bardzo drobne nasiona begonii i roślin kiełkujących w świetle, np. kaktusów, niecierpka czy Kalanchoë blossfeldiana, rozrzucamy po powierzchni substratu i pozostawiamy bez przykrycia. Zamiast podlewać je za pomocą spryskiwacza czy konewki o gęstym sitku, lepiej wstawić całe naczynie do miski z wodą, by ziemia nasiąkła od spodu. Podlewanie grozi bowiem spłukaniem drobnych nasion pod ziemię lub bardziej zagłębione miejsca. Nasiona roślin kiełkujących w ciemności i roślin obojętnych na światło zagłębiamy pojedynczo w ziemię, o ile są dość duże, lub przysypujemy cienką warstwą substratu do uprawy młodych roślin, przesiewając go przez sito. Nasiona bratków ogrodowych czy cyklamenów, jako roślin kiełkujących wyłącznie w ciemności, należy przykrywać dodatkowo czarną folią, chroniąc je przed światłem, aż wzejdą. We wszystkich przypadkach obowiązuje zasada, że siewki po wzejściu powinny być trzymane w miejscu widnym, ale nie nasłonecznionym.


Żeby podłoże nie wysychało zbyt szybko, naczynie z wysianymi nasionami przykrywamy przezroczystą folią lub taflą szklaną aż do momentu wzejścia nasion. Jeśli proces kiełkowania zostanie przerwany z powodu przesuszenia ziemi, to nic już nie będzie w stanie go przywrócić. Drobniejsze i płycej wysiane nasiona podlewamy za pomocą spryskiwacza lub ostrożnie konewką o bardzo drobnym sitku tak, aby nie wypłukać ich z podłoża.

07:35, ksanthos_trelos , Higiena
Link Komentarze (2) »
środa, 15 lipca 2009

 

Nasiona 2/2

Kiełkowanie u poszczególnych gatunków następuje w różnym terminie. U niektórych roślin może to trwać nawet całymi miesiącami lub nawet latami, zazwyczaj jednak trwa od kilku dni do kilku tygodni. W dużej mierze zależne jest od temperatury otoczenia, a w przypadku roślin tropikalnych także od temperatury podłoża. Do długo kiełkujących roślin doniczkowych należy np. stefanotis, nasiona niektórych palm potrzebują na to roku lub więcej. Jak wspomniałem, ważnym czynnikiem w procesie kiełkowania jest temperatura podłoża. Większości roślin wystarcza około 20°C, natomiast w niższej temperaturze kiełkowanie trwa dłużej. Niektóre rośliny egzotyczne potrzebują 25°C i więcej. W tym wypadku pewność, że wzejdą, daje nam tylko ogrzewana mnożarka. Istnieje wiele typów mnożarek, od stosunkowo prostych po duże witryny z regulatorem temperatury podłoża i powietrza oraz wentylatorem. Na użytek domowy wystarczy nieduże korytko z ogrzewanym spodem i z plastykowym kołpakiem. Po pojawieniu się pierwszych zielonych kiełków trzeba zdejmować kołpak, początkowo na krótko, zwłaszcza w godzinach południowych. Pod tafle szklane należy podkładać drewienka, żeby umożliwić samoczynne wietrzenie naczynia.

Gdy rośliny wzejdą i oprócz liścieni wyrosną im pierwsze liście właściwe, przystępujemy do pikowania: przesadzania siewek do oddzielnych naczyń w większej rozstawie lub pojedynczo do małych doniczek czy palet. Ostrożnie wyjmujemy siewki z ziemi, podważając je np. zaostrzonym patyczkiem i przesadzamy pojedynczo do doniczek. Można je też posadzić na okres przejściowy w innym korytku, w którym jeszcze trochę podrosną, zanim zostaną przeniesione do pojedynczych pojemników. Zawsze trzeba przestrzegać zasady, że w nowym miejscu roślin nie wolno sadzić głębiej niż rosły poprzednio, np. głębsze sadzenie rozsady warzyw znacznie opóźnia ich plonowanie. Wzrostowi świeżo przepikowanych roślin sprzyja przykrywanie ich w początkowym okresie szkłem lub folią, które ograniczają transpirację oraz chronią podłoże przed nadmiernym wysychaniem. Mając niewielką ilość nasion zwłaszcza dużych, możemy je od razu siać pojedynczo do doniczek, unikając w ten sposób przesadzania młodych i delikatnych roślinek. Niemniej pikowanie jest zabiegiem dość korzystnym i na ogół wskazanym przy wysiewach pojemnikowych i inspektowych czy szklarniowych. Oprócz zapewnienia siewkom większej ilości miejsca potrzebnego do rozrastania się, podczas pikowania zwykle urywa się końcówka pojedynczego korzonka, co zapewnia gęste rozkrzewienie się układu korzeniowego, tym samym i silniejsze rośliny. Pikowanie pozwala także wybrać do dalszej uprawy siewki najsilniejsze. Siewki roślin o bardzo drobnych nasionach pikuje się zazwyczaj kilkakrotnie: za pierwszym razem sadząc je w pęczkach (są zbyt drobne i delikatne, by było możliwe ich rozdzielenie), a następnie dopiero pojedynczo i osobno do małych pojemników. Od momentu przepikowania zaczyna się dla małych roślin życie na serio.

Najprostszy i najmniej pracochłonny jest bezpośredni wysiew do gruntu. W ten sposób rozmnażamy gatunki, które ze względu na wysoki współczynnik rozmnażania i związaną z tym niską cenę nasion nie wymagają wyprodukowania rozsady oraz te, które z uwagi na palowy system korzeniowy nie znoszą przesadzania (np. pozłotka, maki, łubin). Nasiona wysiewamy pasowo w zalecanych od siebie odległościach w dobrze spulchnioną i delikatnie zagrabioną glebę bezpośrednio po jej przygotowaniu. Przede wszystkim na lekkich, szybko przesychających glebach nasiona należy siać do świeżo przygotowanej gleby, w przeciwnym razie wschody nie są równomierne. Oprócz wysiewania pasowego, w czasie którego zużywa się więcej materiału siewnego, kwiaty letnie i warzywa najczęściej wysiewa się w rzędy. Odległość pomiędzy rzędami uzależniona jest od wysokości i/lub siły rozrastania się wszerz poszczególnych gatunków i odmian. Miejsca siewu oznaczamy tabliczkami, żeby nie pomylić wschodzących roślin z kiełkującymi chwastami. Rośliny w rzędach w razie potrzeby przerywamy, czyniąc to zaraz po ich wzejściu, dopóki są małe. Nasion nie wysiewamy zbyt gęsto, aby wyrosłe rośliny nie były zbyt wątłe. Dlatego bardzo drobne nasiona przed siewem mieszamy z suchym piaskiem. Natomiast nasiona rozmieszczone zbyt rzadko, szczególnie na ciężkich glebach, wschodzą w zbyt dużych odstępach i na rabatach pozostają puste miejsca, podobnie jak w przypadku zbyt głębokiego siewu. Ilość wysianych nasion zależy od ich siły kiełkowania, terminu siewu i jakości gleby. Siew wykonujemy podczas bezwietrznej pogody, żeby wiatr nie rozwiał nam bardzo lekkich nasion. Po zakończeniu siewu nie może pozostać na rabacie niewykorzystana część nasion, ponieważ niektóre z nich są chętnie zjadane przez ptaki, które mogłyby wyrządzić szkody także i w zasiewach. Termin siewu zależy przede wszystkim od wymagań poszczególnych gatunków co do temperatury gleby, a także od naszych oczekiwań, co do okresu, w którym chcemy, aby rośliny zakwitły lub wydały plon. Gatunki, które dobrze znoszą majowe przymrozki, wysiewa się począwszy od kwietnia. Gatunki bardziej wrażliwe wysiewa się w takim terminie, żeby wzeszły w drugiej połowie maja. Niektóre gatunki natomiast zachowują się jak oziminy i odpowiada im późny, jesienny siew: na tyle późny, żeby nie zdążyły wzejść przed zimą (np. nagietek, pozłotka, pietruszka, szpinak). Rośliny, które wyrosły z nasion zasianych jesienią, są okazalsze, także kwitną lub plonują obficiej i wcześniej. Niektóre szybko rosnące gatunki możemy wysiewać stopniowo od kwietnia do czerwca. Zasiewu gruntowego na ogół nie podlewamy. Po zasiewie dużych nasion można wlać w rowki wodę, po czym przysypać je ziemią. Natomiast jeśli podlejemy rabatę zaraz po zasianiu roślin, to musimy to czynić aż do ich wzejścia. W pzreciwnym razie utworzy się skorupa i nasiona wykiełkują bardzo nierównomiernie.

Poprzez wysiew nasion rozmnażamy wszystkie jedoroczne i dwuletnie rośliny ozdobne, a także użytkowe: wrzywa czy zboża. Natomiast rośliny doniczkowe dawniej rzadko rozmnażaliśmy z nasion. Dziś natomiast nie stanowi to w zasadzie już takiego problemu. I to nie tylko dlatego, że wszędzie możemy kupić niezbędne akcesoria: kiełkowniki, mnożarki, szkło czy folię i gotowe podłoża do uprawy młodych roślin. W specjalistycznych sklepach ogrodniczych, stacjonarnych czy wysyłkowych, a nawet supermarketach i domach towarowych są też do nabycia nasiona egzotycznych roślin doniczkowych. Nie jesteśmy już więc skazani na kupowanie niekiedy bardzo drogich dorosłych egzemplarzy w kwiaciarniach i zakładach ogrodniczych. Asortyment sięga od cyklamena po ciborę, a obejmuje tak atrakcyjne rośliny, jak banan, eukaliptus, bieluń, papirus prawdziwy, męczennica czy rozmaite palmy. Można kupić zarówno nasiona kaktusów, zwykle w mieszance różnych gatunków, jak i drzewek bonsai do samodzielnej uprawy. Nie brak też nasion tropikalnych roślin użytkowych: kawy czy bawełny.

Najkorzystniejsza pora do wysiewania roślin to wiosna i lato. Ilość światła i ciepła jest wtedy wystarczająca. Młode siewki mają czas, żeby rozwinąć się w silne rośliny, które bez uszczerbku przetrwają okres zimowy, zawsze sprawiający nieco kłopotów lub w przypadku jednorocznych - by wydać nasiona. Jeśli dysponujemy ogrzewaną mnożarką, sztucznym oświetleniem i urządzeniem do nawilżania powietrza, to możemy wysiewać nasiona również w miesiącach zimowych. Na ogół jednak ogrodnik amator nie musi porywać się na taką ryzykowną przygodę.


22:42, ksanthos_trelos , Higiena
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 maja 2009
Obok insektycydów i akarycydów, czyli środków owado- i roztoczobójczych, istotną rolę w pielęgnacji roślin odgrywają też fungicydy - środki grzybobójcze - ponieważ grzyby atakują ze wzmożoną siłą zawsze wtedy, gdy roślina jest już osłabiona z powodu niekorzystnych warunków życiowych, a tym samym szczególnie podatna na infekcje. Przędziorki, należące do roztoczy i lubiące ciepło oraz suszę, mnożą się zwłaszcza zimą. Grzyby natomiast potrzebują nie tylko ciepła, lecz także odpowiednio dużej wilgotności powietrza. W parnym powietrzu zamkniętego okna kwiatowego tylko dlatego nie stanowią śmiertelnego zagrożenia dla blisko siebie ustawionych roślin, że te mają tam optymalne warunki życia, a więc są z reguły silne i zdrowe. Jednak grzyby mogą wystąpić także wtedy, gdy rośliny spędzają okres spoczynku w chłodnym miejscu, ale mają zbyt wilgotne podłoże i powietrze. To także z tego powodu rośliny doniczkowe i pojemnikowe w okresie spoczynku należy podlewać oszczędnie. Natomiast rośliny już zaatakowane przez grzyby należy odizolowac od innych. Do infekcji grzybowych należą poza rdzami, sadzakami oraz mączniakiem prawdziwym: bardzo dobrze znanymi z porażania róż ogrodowych, także mączniak rzekomy, zgnilizna łodyg i korzeni (grzyby glebowe), szara pleśń i rozmaite plamistości liści. W pzrypadku stosowania niebezpiecznych preparatów chemicznych należy dokładnie przestrzegać zaleceń producenta dotyczących ich dozowania.

Mączniak prawdziwy
 
Mączniak prawdziwy na bogonii. 
 
Mączniak prawdziwy znany jest głównie producentom i miłośnikom róż. Oprócz drastycznego spadku jakości kwiatów powoduje także silne zahamowanie wzrostu krzewów, które ponadto stają mniej wytrzymałe na mróz. Jednak różne gatunki mączniaka prawdziwego atakują najróżniejsze rośliny: ozdobne, w tym i doniczkowe, warzywa, zboża, drzewa i krzewy liściaste oraz chwasty. Choroba może pojawić się w różnej fazie wzrostu roślin.

U większości gatunków i w większości przypadków scenariusz rozwoju choroby jest podobny: Najpierw pojawiają się na liściach niewielkie i nieregularne białoszare, łatwe do starcia plamy, w zbliżeniu przypominające mączysty nalot, a czasami drobną pajęczynkę. Z czasem plamy zlewają się ze sobą i pokrywają całą powierzchnię liścia. Porażeniu ulegają również często wierzchołki młodych pędów. W wyniku zaburzeń wzrostu porażone młode pędy i liście nienaturalnie się odkształcają, zwijają ku dołowi i ulegają ogólnej deformacji. Porażone części obumierają, zdrowe przestają przyrastać. Pod powierzchnią nalotu tkanka liści i pędów brązowieje. Niektóre gatunki reagują na porażenie przebarwianiem się liści na kolor żółty, brązowy lub purpurowy. Na roślinach kwitnących często porażeniu ulegają także pąki kwiatowe i już rozwinięte kwiaty. W niektórych przypadkach nalot z upływem czasu ciemnieje i pojawiają się dodatkowe czarne punkty zarodników grzyba, a w innych - np. u klonu - występuje tylko z góry lub z dołu liści; u robinii nalot ma początkowo barwę jasnobrązową, ciemniejącą z upływem czasu; natomiast u wiązów porażeniu ulegają najczęściej tylko młode liście. Begonie mączniak atakuje często w fazie ukorzeniania sadzonek, najpierw pokrywając białym nalotem brzegi liści, rzadziej ich środkową część. W przypadku jaskrów choroba pojawia się, gdy rośliny mają wykształcone pąki lub już rozwinięte kwiaty. Werbena atakowana jest w pełni lata, a grzyb opanowuje wszystkie liście i szypułki kwiatowe. Nawet uznawane powszechnie za bardzo odporne i nie wymagające ochrony takie rośliny, jak bratki, mogą zostać porażone mączniakiem prawdziwym. W warunkach niskiej wilgotności powietrza można niekiedy zaobserwować zmniejszanie się obszaru porażenia. Na plantacjach daje się zaobserwować intensywniejsze rozprzestrzenianie się grzyba w miejscach zacienionych lub wilgotnych. Jeśli tuż po zaobserwowaniu pierwszych objawów usuniemy chore rośliny lub ich części, istnieje spore prawdopodobieństwo wyeliminowania źródła choroby, zanim zdąży wytworzyć kolejne zarodniki. 

Mączniak prawdziwy na  azalii.

Nalot tworzący białawe plamy to rozrastająca się grzybnia mączniaka. Na grzybni z czasem formują się trzonki z zarodnikami rozsiewającymi się drogą powietrzną (konidia). Niektóre z mączniaków wytwarzają również tzw. stadium doskonałe: są to otocznie - maleńkie kuleczki wypełnione workami z zarodnikami - widoczne dla obserwatora w postaci ciemnych: najczęściej czarnych lub ciemnobrunatnych, niewielkich punktów. W sprzyjających warunkach zarodniki konidialne i workowe zostają uwolnione i rozprzestrzeniają się drogą powietrzną. Trafiwszy na liść kiełkują, zapuszczając w jego komórki tzw. ssawkę. Czasami ssawka przebija się przez skórkę liścia na jego powierzchni górnej, innym razem działa od spodu liścia. Przerastając poprzez aparaty szparkowe atakuje różne rodzaje komórek i różne warstwy liścia. Otocznie i zarodniki konidialne zimują w opadłych liściach, ponadto przezimować może także grzybnia w postaci pąków.
 
 Mączniak prawdziwy na warzywach (dyniowate).
 
Jak większość patogenów będących grzybami, tak i mączniak rozwija się bardzo dobrze i intensywnie w określonych warunkach. Są nimi duże wahania wilgotności powietrza między dniem a nocą podczas lata, a także częste opady deszczu oraz przenawożenie azotem. Duże znaczenie ma profilaktyka: 
utrzymanie stałej wilgotności wokół roślin oraz odpowiednie nawożenie; 
coroczne opryskiwanie roślin jednym z preparatów roślinnych lub biopreparatów, zastosowane w maju-czerwcu; 
jeśli choroba występowała w roku poprzednim, zastosowanie praparatu chemicznego;
pobieranie sadzonek oraz wysadzanie rozsady tylko ze zdrowych roślin;
sadzenie roślin lub ustawianie doniczek w odpowiednich odstępach tak, by do każdej ze wszystkich stron dochodziło świeże powietrze;
unikanie zraszania i moczenia liści podczas podlewania;
w czasie ataku mączniaka całkowite zaprzestanie zraszania roślin (podlewanie!), zapewnienie jak najniższej wilgotności powietrza, aż do chwili całkowitego zwalczenia grzyba;
usuwanie i zniszczenie porażonych roślin lub ich części natychmiast po zauważeniu pierwszych objawów choroby;
wygrabianie i palenie późną jesienią wszystkich opadłych liści, także tych pozostających jeszcze na pędach, lecz z widocznymi objawami choroby; w razie potrzeby zabiegi te powtórzyć należy wiosną.

Mączniak prawdziwy na drzewach (jabłoni - z lewej i klonie zwyczajnym purpurowym).
 
00:11, ksanthos_trelos , Higiena
Link Komentarze (3) »
środa, 13 maja 2009
Biopreparaty przeciwko mączniakowi prawdziwemu:
Antifung 20 SL;
Bio Blatt 25 EC;
Bioczos BR;
Pokon Mildew Spray 01 AE;
Baymat AE;
Biochikol 020 EC;
Biosept 33 SL.
 
Mączniak prawdziwy na  roślinach ozdobnych (rudbekia).
 
Preparaty roślinne przeciwko mączniakowi prawdziwemu:
Preparaty ze skrzypu polnego:
Skrzyp można zbierać w ciągu całego sezonu wegetacyjnego, jednak najlepsze wyniki daje zbierany w czerwcu-lipcu. Zbieramy nadziemne części skrzypu i przygotowujemy wywar , a następnie rozcieńczamy go w stosunku 1:4. Wywarem opryskujemy i podlewamy rośliny, po czym odczekujemy 2-3 tygodnie, by powtórzyć zabieg. Takie cykle wykonujemy przez cały sezon wegetacji. Rozcieńczanie i stosowanie naparu takie samo, jak w przypadku wywaru. Gnojówkę ze skrzypu najlepiej jest zrobić wiosną, po pierwszym zbiorze ziela. Podlewamy nią i opryskujemy rośliny przed południem w roztworze z wodą w stosunku 1:5. Zabieg powtarzamy co 3 tygodnie przez 3 dni.

 
Wywar: 100 g świeżego skrzypu lub 20 g suszu zalewamy litrem wody i moczymy 24 godziny, następnie gotujemy na małym ogniu około pół godziny. Przecedzamy i rozcieńczamy.
 
Napar, stosowany w celach profilaktycznych, ponieważ uodparnia rośliny przed atakami grzybów: 100 g świeżego lub 20 g suszonego skrzypu wkładamy do litra wrzątku i parzymy pół godziny, nie dopuszczając do zawrzenia, następnie odstawiamy na dobę. 
 
Gnojówka: 100 g suszonego lub 20 g świeżego skrzypu zalewamy litrem wody i odstawiamy w ustronne miejsce, bowiem fermentująca gnojówka wydziela nieprzyjemny zapach. Od czasu do czasu mieszamy. Gotowa do użycia staje się w momencie, gdy przestaje się pienić.
Preparat z krwawnika pospolitego:
Między czerwcem a wrześniem ścinamy całe rośliny podczas kwitnienia. Wyciąg rozcieńczamy wodą w stosunku 1:10. Opryskujemy w czasie porażenia i/lub profilaktycznie.

 
Wyciąg: 100 g świeżego krwawnika lub 10 g suszu zalewamy litrem wody i pozostawiamy na dobę. Po tym czasie i po odcedzeniu jest gotowy do użytku.
Preparat z pokrzywy:
Pokrzywę zbieramy wiosną, przed kwitnieniem, i tylko części nadziemne. Gnojówkę stosujemy po rozcieńczeniu wodą w stosunku 1:10 lub 1:20 dla młodych roślin. W walce z mączniakiem gnojówka z pokrzywy stosowana jest raczej jako jeden ze środków profilaktycznych, a także jako świetny nawóz, bogaty w łatwo przyswajalny azot. Stosujemy jednorazowo wiosną lub zaraz, gdy gnojówka będzie gotowa.

 
Gnojówka: 100 g świeżej lub 20 g suszonej pokrzywy zalewamy 1 litrem wody, dodając - w miarę możliwości, bo nie jest niezbędna - około 30 g mączki bazaltowej lub dolomitowej. Odstawiamy w ustronne miejsce, od czasu do czasu mieszamy. Do użycia jest gotowa, gdy przestanie się pienić, a płyn stanie się klarowny i ciemny. Przed zastosowaniem przecedzamy i odpowiednio rozcieńczamy.

Mączniak prawdziwy na  warzywach (pietruszka).
 

21:29, ksanthos_trelos , Higiena
Link Komentarze (5) »
wtorek, 12 maja 2009
Preparaty chemiczne przeciwko mączniakowi prawdziwemu:
Niezbędne stają się, kiedy mączniak bardzo się rozprzestrzenił, a nasza kolekcja jest liczna. Zazwyczaj stosujemy 3-5 oprysków w odstępach 7-10 dni, a właściwie co tydzień (7) lub co 10 dni. Najkorzystniej jest stosować naprzemiennie różne środki. Korzystnie jest także połączyć serię oprysków preparatami chemicznymi z dodatkowymi opryskami preparatami biologicznymi. W tym wypadku stosujemy je naprzemiennie co tydzień (raz preparat chemiczny, raz biologiczny). Grupy preparatów chemicznych, które można wykorzystać przy kolejnych opryskach:
1. Baykor 300 EC, Bayfidan 250 EC, Domark 100 EC, Eminent Star 312 EC, Score 250 EC, Systhane 12 EC, Amistar 250 EC, Discus 500 WG;
2. Nimrod 250 EC, Rubigan 12 EC, Safrun 500 SC;
3. Mirage 450 EC, Sportac 450 EC, Sportak Alpha 380 EC;
4. Saprol 190 EC, Topsin 70 WP.
Pozostałe skuteczne preparaty chemiczne: Bravo 500 SC, Dithane NeoTec 75 WG, Topsin M 500 EC, Tarfun 80 WG, Gwarant 500 SC, Afugan 30 EC, Baymat Spray, Euparen.
 
Mączniak prawdziwy na  róży.

Lecząc z mączniaka prawdziwego rośliny pokojowe lub balkonowe staramy się najpierw wybierać preparaty biologiczne. Usuwane zainfekowane rośliny w tym szczególnym przypadku można przeznaczyć na kompost, ponieważ mączniak prawdziwy może egzystować tylko na żywej tkance.
 
Mączniak prawdziwy - powiększenie grzybni.
 
 
01:24, ksanthos_trelos , Higiena
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 kwietnia 2009
Rośliny doniczkowe też bywają, niestety, nawiedzane przez choroby i szkodniki. Doświadczeni ogrodnicy wiedzą, że najskuteczniej ochronią swych podopiecznych od szkód i poradzą sobie już z zaistniałymi, używając rozumu, a nie rozpylacza. Często oznacza to, ż najpierw należy ustalić przyczyny uszkodzeń. Nierzadko samemu należy się uderzyć w pierś, stwierdzając błędy uprawowe. Często domniemana choroba okazuje się objawem jakiegoś niedoboru: światła, wody, składników pokarmowych. Nawet jeśli roślinę rzeczywiście zaatakowały grzyby czy szkodniki, to i wówczas główna przyczyna może tkwić w błędach uprawowych, które osłabiły jej odporność. Jeśli zatem wybór środka okaże się właściwy, a „pierwsza pomoc” zazwyczaj przyniesie poprawę, to później walka z chorobą czy szkodnikiem zawsze musi iść w parze z jak najtroskliwszą pielęgnacją.
Roztocze drapieżne wyssysające przędziorka.

Choroby szkodniki atakują i uszkadzają rośliny wszędzie, zarówno w ogrodzie, jak i w pomieszczeniu zamkniętym. Żaden żywy organizm nie jest bezpieczny, a cóż dopiero rośliny uprawne. Dla nich dodatkowe obciążenie stanowi fakt, że nie rosną w rodzimym środowisku i w naturalnych zespołach, lecz są uprawiane w konkretnym celu. Propagatorzy tak zwanego biologicznego rolnictwa i ogrodnictwa, dzikich, naturalnych ogrodów dążą do reaktywowanie w określonych ramach takich właśnie harmonijnych zespołów rozmaitych form życia w ogrodzie i w uprawie rolniczej. Wychodzą oni z założenia, że w warunkach odtworzonej w ten sposób równowagi biologicznej również występowanie chorób i szkodników jako części żywej całości będzie się jeszcze mieściło w granicach tolerancji. W odniesieniu do kompozycji (zestawów) roślin doniczkowych w pomieszczeniach takie rozważania są bezprzedmiotowe. Bywa nawet gorzej, ponieważ rośliny w doniczkach nie tylko musza egzystować w utrudnionych warunkach klimatycznych, lecz także mają ograniczone miejsce na korzenie, otrzymują za dużo lub za mało światła, ich opiekun dostarcza im pożywienia wedle własnego widzimisię i w ogóle borykają się z wszelkimi innymi niedogodnościami przymusowego pobytu w miejscu, którego sobie nie wybrały. Nic więc dziwnego, że wiele anomalii uznanych za choroby, to po prostu reakcja na błędy uprawowe. 
Gąsienicznik.

Nie w każdym przypadku trzeba od razu sięgać do chemicznych środków ochrony roślin. Najpierw należy podjąć niełatwą dla laika próbę ustalenia przyczyny uszkodzenia. Przebarwienia i deformacje liści mogą być spowodowane nie tylko przez opisane już błędy uprawowe, lecz także przez różne czynniki chorobotwórcze. Poza trudnymi do zidentyfikowania i niemożliwymi do zwalczenia bakteriami czy wirusami odpowiedzialne za to są głównie grzyby. Pierwszy krok w ochronie roślin polega w tym przypadku na usunięciu wszystkich zaatakowanych części lub całych roślin. Trzeba je spalić lub wyrzucić na śmietnik, a nie na kompost, ponieważ nie można wykluczyć, że patogeny w tych warunkach nie będą się dalej rozprzestrzeniać.
Przedstawiciel rodzaju gąsienicznikowatych.

Jeżeli podejrzewamy występowanie szkodników, ale nie możemy ich zobaczyć gołym okiem - mszyce i tarczniki można np. dostrzec bez trudu, gdy tylko uważnie się przyjrzymy – to nigdy nie zaszkodzi sięgnąć po szkło powiększające. Bez pomocy lupy niedoświadczonemu amatorowi uprawy roślin doniczkowych trudno będzie zidentyfikować wciornastki czy przędziorki, tzw. czerwone pajączki: pierwsze mierzące 1-2 mm, a drugie 1 mm. Mszyce i wciornastki, zwłaszcza jeśli opanowały tylko niektóre rośliny, zmywamy letnią wodą z dodatkiem płynu do mycia naczyń (uważając, by płyn nie dostał się do podłoża, w którym rosną rośliny), zanim sięgniemy po radykalniejsze środki. Niektóre szkodniki, w szczególności groźne ryjkowce, często atakujące cyklameny (fiołki alpejskie), żerują nocą. Jeśli na brzegach liści fuksji, azalii czy sukulentów zobaczymy charakterystyczne, powygryzane miejsca, to warto urządzić w ciemnym pokoju polowanie z latarką na te centymetrowe chrząszcze. Inni nocni goście naszych roślin, jak skorki czy stonogi, są raczej uciążliwi niż szkodliwi i dają się łatwo wyzbierać.
Larwa złotooka pożerająca maszycę.

Kompleksowa ochrona roślin w pomieszczeniach zamkniętych, obejmująca zarówno profilaktykę, jak i zwalczanie chorób i szkodników, zaczyna się od tradycyjnych, ale wcale nie bezskutecznych, środków domowych. Nie zamierzam tu rozstrzygać, jak dalece takie chemikalia, jak szare mydło czy spirytus denaturowany mogą konkurować z dostępnymi na rynku środkami owadobójczymi. Ale na pewno można to powiedzieć o specjalnych mydłach sprzedawanych w specjalistycznych sklepach z preparatami pochodzenia naturalnego. Roztworem sporządzonym z 20 g takiego mydła o 1 l letniej wody spryskujemy roślinę albo pędzlujemy kolonię mszyc. Mniejsze rośliny można w nim zanurzyć; dodatek 10 ml spirytusu denaturowanego na 1 l wzmacnia skuteczność roztworu. Wymyślono i wypróbowano całe mnóstwo takich domowych mikstur, niektórych z dodatkiem soli czy wapnia. Nie brakuje zagorzałych zwolenników wyciągu nikotynowego, sporządzanego z niedopałków papierosów, czy – często stosowanych także w ogrodnictwie biologicznym – ekstraktów, odwarów i naparów ziołowych. Na domowe środki ochrony roślin, w przeciwieństwie do tych dopuszczonych urzędowo, z podaną przez producenta szczegółową instrukcją, jak je należy dozować i którym roślinom mogą zaszkodzić, nie ma dokładnych i naukowo sprawdzonych receptur. Od naszej ochoty do eksperymentowania i ponoszenia ryzyka więc zależy, czy będziemy je stosować.
Postać dorosła złotooka pospolitego oraz larwa z upolowaną maszycą.
 
Inaczej rzecz się ma z biologicznym zwalczaniem szkodników przez pasożyty pożyteczne. Są to całkowicie nietoksyczne sposoby, które nabierają dziś coraz większego znaczenia i w ograniczonym zakresie mogą być także stosowane w uprawie roślin doniczkowych w pomieszczeniach. Na pierwszym miejscu należy tu wymienić roztocze drapieżne oraz gąsieniczniki. Roztocze drapieżne żywią się swoimi krewniakami: przędziorkami, atakującymi także rośliny doniczkowe. Zaledwie półmilimetrowe gąsieniczniki pasożytują w larwach mączlika szklarniowego, w których składają jaja. Larwy złotooka i galasówki potrafią zdziesiątkować mszyce, ale do paru roślin w pokoju nie opłaca się ich zatrudniać. Do zwalczania mszyć, wełnowców, tarczników lub czerwców można wykorzystać lubiane przez wszystkich biedronki. Dorosła biedronka zjada kilkadziesiąt mszyc dziennie, a larwa zjada kilkaset mszyc w ciągu swojego rozwoju. Tych pożytecznych drapieżców można zamówić poprzez sklepy ogrodnicze w wyspecjalizowanych firmach. Podobnie jednak jak w wypadku chemicznych insektycydów, działanie profilaktyczne jest tu niemożliwe. Nie można zwalczać tego, co jeszcze nie wkroczyło do akcji. Życie pasożytów pożytecznych zależy od obecności organizmów, które stają się ich zdobyczą czy żywicielem. Bez nich zginęłyby z głodu. Równie bezcelowe byłoby sprowadzanie roztoczy drapieżnych do zwalczania mączlika szklarniowego albo liczenie na to, że gąsieniczniki rozprawią się z mszycami.
Z prawej larwa mączlika szklarniowego, a z lewej larwa spasożytowana przez gąsienicznika.

Stosując chemiczne preparaty do ochrony roślin, należy przedsięwziąć pewne środki ostrożności. Zasadniczo powinniśmy używać preparatów jak najmniej toksycznych. Ale nawet z preparatami średniotoksycznymi i nietoksycznymi czy to w aerozolu, w płynie, czy w postaci proszku do sporządzenia zawiesiny wodnej nie można postępować lekkomyślnie. Opryskiwać najlepiej na świeżym powietrzu. Jeśli to niemożliwe, należy ewakuować się do łazienki i opryskać rośliny w wannie. Ciało i ręce trzeba chronić, wkładając fartuch albo kombinezon i gumowe rękawiczki. Podczas opryskiwania należy uważać na twarz. Jeść, pić i palić nie wolno nawet wtedy, gdy mamy do czynienia z preparatami nieszkodliwymi dla zdrowia. Najprostsze i najmniej brudzące w użyciu są pałeczki ze środkiem owadobójczym, które po prostu wkłada się do ziemi w doniczce. Pałeczki zabezpieczone są dwoma paskami kartonu i zawierają środek działający układowo. Rozpuszcza się on w wodzie znajdującej się w podłożu, skąd jest pobierany przez korzenie i przenoszony do najdalszych i trudno dostępnych części roślin. W ten sposób dociera również do ssących czy gryzących roślinę szkodników. Niepotrzebnych już resztek preparatów toksycznych w żadnym razie nie należy wylewać do zlewu czy wyrzucać do śmietnika, natomiast można to uczynić z pozostałościami środków o stwierdzonej nietoksyczności. Wszystkie środki ochrony roślin powinniśmy przechowywać w mieszkaniu w miejscach niedostępnych dla dzieci i zwierząt domowych.



06:41, ksanthos_trelos , Higiena
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2