Ogrody natury...
Zakładki:
01. LEKTURA PRZY MUZYCE TYiJA
A rośliny są żywymi, oddychającymi i porozumiewającymi się istotami, wyposażonymi w osobowość i atrybuty duszy.darmowy hosting obrazków
AMARYLKOWATE (AMARYLLIDACEAE)
CHOROBY I SZKODNIKI
HIGIENA
KONTAKT
MAŁA ARCHITEKTURA
NA SKRÓTY
PRZYPISY
ROZMNAŻANIE ROŚLIN
darmowy hosting obrazków
UWAGA: TRUJĄ!...
WŁASNY PROJEKT OGRODU
WYBRAŃCY ! GWIAZDA PRAWDZIWA
Z wyjątkiem Afrodyty, nie istnieje na tym świecie nic piękniejszego niż kwiat i nic bardziej niezbędnego niż roślina.darmowy hosting obrazków
KWIATEK DLA FINETKI 2 (Custom) blogi ! TAWUŁKA NA BLOGA AKSAMITKA NA BLOGA 3 konkurs ! KASZTANOWIEC NA BLOGA

http://www.cyklamen.blox.pl
Kategorie: Wszystkie | A to ci ziółko... | Antropofity | Chronione | Czerowna Księga | Higiena | Inne cudze | Inne nasze | Opowieści przy stole... Czyli: Smacznego! :) | Ozdobne | Pomysły | Uprawne
RSS

Opowieści przy stole... Czyli: Smacznego! :)

piątek, 28 stycznia 2011

Rodzaj Stevia z rodziny astrowatych (Asteraceae) obejmuje około 240 gatunków bylin i krzewów, występujących w tropikalnych i subtropikalnych rejonach obu Ameryk. W 1982 roku przebadano ponad setkę gatunków stewii i u kilkunastu z nich odkryto słodkie właściwości, które najsilniejsze były u gatunku Stevia rebaudiana. Rośnie on endemicznie w pasmie górskim Cordillera del Amambay w północno-wschodnim Paragwaju. Według niektórych źródeł występuje także na terenach Brazylii i Argentyny graniczących z Paragwajskim dystryktem Amambay. Porasta tam łąki na wysokości około 200-600 metrów nad poziomem morza. Stewia rośnie na ciemnych, wilgotnych, piaszczystych lub ilastych, dobrze przepuszczalnych glebach. Występuje na brzegach bagien na nieurodzajnych, kwaśnych piaskach lub glebach murszowych, w podłożu ciągle wilgotnym, ale nie narażonym na długotrwałe zalewanie. Stewia jest rośliną wieloletnią. W zimniejszym klimacie bywa czasem uprawiana jako roślina jednoroczna. Dorasta do wysokości około 1 metra (30-100 cm), liście mają 2-3 cm długości, kwiaty białe, drobne. Coraz trudniej spotkać stewię w obszarze, gdzie kiedyś występowała. Na terenach naturalnych wypasano bydło lub zostały przeznaczone na inne cele rolnicze. Stewię masowo zabierano z naturalnego środowiska na nowo zakładane plantacje. Działania te znacząco ograniczyły liczebność stewii i jej stanowisk. Stewia uprawiana jest w Brazylii, Paragwaju, Urugwaju, Ameryce, Izraelu, Tajlandii i Chinach.


Roślina charakteryzuje się bardzo wysoką zawartością związków słodzących i z tego względu używana bywa do słodzenia napojów i potraw. Charakteryzuje się bardzo niską kalorycznością w porównaniu do tradycyjnego cukru (sacharozy), od którego jest co najmniej kilkadziesiąt (wg niektórych źródeł do 450) razy słodsza. Zawartość słodkiego glikozydu w roślinie wynosi około 10%. Jest on stabilny termicznie do 180 ° C (czyli nadaje się do pieczenia) i chemicznie w szerokim zakresie pH (do kwaśnych potraw), rozpuszcza się zarówno w wodzie, jak i alkoholu. Ważnym efektem spożywania stewii jest jej zdolność do obniżania ciśnienia krwi. Nie jest źródłem fenyloalaniny, więc może być stosowany przez chorych na fenyloketonurię. Może być używana także przez diabetyków, ponieważ nie podnosi poziomu cukru we krwi. Nie powoduje też próchnicy zębów. Cukier znajduje się w całej roślinie, jednak praktycznie wykorzystuje się najczęściej najzasobniejsze weń liście. W trakcie badań nad rośliną odkrywano kilkakrotnie słabe działanie mutagenne (rakotwórcze), które następnie zostało podważone ze względu na błędy proceduralne. W 2008 r. stewia została zaakceptowana przez FDA (Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków) jako suplement diety, nie może być jednak sprzedawana jako słodzik. Być może taki zapis został wywalczony przez producentów sztucznych słodzików, obawiających się konkurencji ze strony naturalnej i niedrogiej stewii. Jako suplement diety, stewia może być sprzedawana również w Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii. Obecnie stewia najpowszechniej stosowana jest w Japonii (od 1970 r.), gdzie stanowi 40% rynku słodzików. Stewia nie została dopuszczona jako środek spożywczy w Unii Europejskiej ze względu na niedostateczną liczbę badań przeprowadzonych w instytucjach UE. We Francji dostępna jako słodzik na mocy decyzji władz francuskich. W Polsce legalnie tylko jako kosmetyk do pielęgnacji jamy ustnej. Pomimo to można zakupić także susz, skoncentrowany wyciąg, syropy, tabletki itp. produkty oraz nasiona lub sadzonki rośliny.


Słodki smak stewia zawdzięcza glikozydom, które mogą stanowić ponad 10% masy suchego liścia. Substancje te nie są trawione przez ludzi, dlatego też mają zero kalorii. W liściach stewii znaleziono 8 glikozydów, z których dwa (stewiozyd i rebaudiozyd A) mają największe znaczenie, a pozostałe występują w niewielkich ilościach. Wszystkie glikozydy znalezione w stewii są zbudowane ze stewiolu, dlatego nazywamy je glikozydami stewiolowymi. Najwięcej glikozydów stewiolowych zawierają liście, następnie (malejąco) kwiaty, łodygi, nasiona i korzenie. Korzenie to jedyna część rośliny, która nie zawiera stewiozydów. Liście są dwa razy słodsze niż kwiaty. Stężenie stewiozydu w liściach i łodygach rośnie stopniowo aż do rozpoczęcia kwitnienia. Po wysuszeniu liście niewiarygodnie długo zachowują słodkie właściwości: badacze znaleźli 62 letni liść stewii i był on nadal słodki.

Stewia nadaje się do używania w kuchni bez żadnej obróbki. Wystarczy dodać świeże liście do sałatek czy gotowanych potraw. Podobnie używamy wysuszone, sproszkowane liście. Możemy je dosypać do filiżanki herbaty czy kawy. Liście widoczne w potrawach (szczególnie jasnych) mogą niekiedy przeszkadzać. Unikniemy tego, stosując wyciąg (ekstrakt) ze stewii. Otrzymamy go, gotując liście przez kilka minut w małej ilości wody. Odparowując wodę, uzyskamy bardziej zagęszczony wyciąg. W sprzedaży dostępny jest wyciąg w formie proszku, uzyskany po odparowaniu praktycznie całej wody. Świeże liście mogą być dodawane do sałatek. Suszone sproszkowane liście są dodawane do filiżanki herbaty lub kawy. Z powodzeniem można stosować stewię do przetworów owocowych, soków czy np. osłodzenia świeżych truskawek. Stewia zachowuje się zupełnie inaczej niż cukier przy pieczeniu ciast. Nie zmienia się w karmel, nie doda kruchości ciastkom, nie będzie pożywką dla drożdży. Dlatego niektórzy wolą stosować np. ksylitol (cukier brzozowy). Są specjalne przepisy na ciasta ze stewią, które uwzględniają jej właściwości. Mieszanie z solą lub kwasami organicznymi takimi jak kwas cytrynowy, octowy, mlekowy, jabłkowy i winowy, wzmacnia słodkość i redukuje nieprzyjemny posmak stewii. Bezpłatny fragment ebooka zawierający 11 przepisów ze stewią znajduje się tutaj, pełny ebook (75 przepisów) można zakupić w EscapeMagazine.pl .


W Polsce można stewię wysadzać do gruntu w połowie maja lub uprawiać cały rok w doniczce. Jesienią liście robią się słodsze więc zbiór najlepiej przeprowadzić możliwie późno, czyli przy sprzyjającej pogodzie w drugiej połowie września lub na początku października. Podczas kwitnienia zmniejsza się zawartość stewiozydów w liściach, dlatego liście najlepiej ścinać przed kwitnieniem lub gdy tylko zauważymy początek kwitnienia.
Krótki dzień pobudza roślinę do kwitnienia. W jednym z badań, przy 11 godzinnym dniu roślina zakwitła po 46 dniach, przy 12,5 godzinnym dniu po 96 dniach. Przy 16 godzinnym dniu nigdy nie zakwitnie. Stewia najlepiej rośnie w pełnym słońcu i w przepuszczalnym podłożu. Naturalne występuje na kwaśnym podłożu (pH 4-5), ale będzie rosnąć również na glebie o pH 6,5-7,5. Nie toleruje jedynie zasadowego i zasolonego podłoża. Znosi częściowy cień, choć rośnie wtedy wolniej i słabiej kwitnie. Nie toleruje suszy; liście szybko więdną, gdy podłoże wyschnie. Stewia wytrzymuje temperatury od -6 do 43 °C, ale optymalnym dla jej wzrostu przedziałem jest 15-30 °C. Spadki poniżej 0 °C mogą uszkadzać młode pędy. Zalecana gęstość sadzenia stewii na plantacjach wynosi od 60x10 cm do 70x25 cm. Nasiona wysiewamy równomiernie na powierzchni ziemi. Światło wpływa korzystnie na kiełkowanie. Mała zdolność nasion do kiełkowania jest naturalną cechą tego gatunku. Optymalna temperatura kiełkowania to 24 °C. W idealnych warunkach może zakwitnąć po 50-60 dniach od wysiania. Rozmnażać można również przez sadzonki pędowe, wykonywane przed pojawieniem się kwiatów.




Bibliografia:
Sahelian R., Gates D. (1999) The Stevia Cookbook, Avery, New York.
Ramesh K., Singh V., Megeji N.W. (2006) Cultivation of Stevia: A Comprehensive Review, Academic Press, USA
Soejarto D. D. (2002) Botany of Stevia and Stevia rebaudiana, Taylor & Francis, London.
Taylor L. (2005) The Healing Power of Natural Herbs, Square One Publishers, Garden City http://stewia.info.pl
http://www.floranet.pl
http://pl.wikipedia.org
http://www.drosera.pl Park, NY.

Źródła zdjęć:
http://commons.wikimedia.org
http://www.rain-tree.com
http://davesgarden.com
http://www.about-garden.com
http://stewia.info.pl



wtorek, 29 czerwca 2010

Nasturcja nadaje się w całości do wykorzystania w kuchni. Ma intensywny zapach i ostry, pieprzowy smak. Sery, jaja i surówki z dodatkiem jej kwiatów, niedojrzałych, zielonych owoców czy liści są pikantniejsze, a przy tym wyglądają bardzo efektownie. Niedojrzałe nasiona można także marynować. Swym wyglądem i smakiem do złudzenia przypominają egzotyczne kapary. Dodaje się je do sałatek, mięs i sosów. Warte polecenia są też aromatyczne nalewki z nasturcji.



Sałatka z nasturcją

20 kwiatów nasturcji, 30 dag orzechów włoskich, 6 liści nasturcji, 4 marchewki, 2 awokado, 1 melon, 1 łyżka cukru pudru, 1 główka salaty zielonej, 1 główka salaty czerwonej, 1 gotowy sos sałatkowy winegret, 1 łyżka sezamu.

Sałatę dokładnie płuczemy, osączamy z wody i wykładamy na talerz. Melona obieramy ze skóry, a miąższ kroimy w drobną kostkę (część zostawiamy do zmiksowania) i wykładamy na sałatę. Melona i sałatę polewamy sosem winegret. Na sos kładziemy dokładnie opłukane kwiaty i liście nasturcji. 2 marchewki kroimy w krążki i dodajemy do kwiatów nasturcji, a pozostałą marchew kroimy w słomkę i zdobimy nią brzeg talerza. Następnie na marchew sypiemy orzechy. Awokado obieramy, usuwamy pestkę i miksujemy razem z melonem i cukrem pudrem, następnie przekładamy do małej miseczki i kładziemy obok naczynia z sałatką. Całość posypujemy ziarnami sezamu.

Swojskie "kapary"

½ kg zielonych owoców nasturcji.
1 szklanka octu 10%, 1 szklanka wody, 1 łyżka cukru, sól do smaku, 2 liście laurowe, czarny pieprz ziarnisty, ziele angielskie, goździki, odrobina cynamonu w lasce (2-3 cm).

Owoce nasturcji zbieramy, kiedy są zielone, potem nie nadają się już do konserwowania. Zbieramy je w suchy bezdeszczowy dzień. Następnie przebieramy odrzucając uszkodzone i bardzo dokładnie myjemy pod bieżącą wodą. Tak przygotowane owoce gotujemy przez około 10 minut. Wszystkie składniki zalewy mieszamy i doprowadzamy do wrzenia, gotujemy przez kilka minut i gorącą zalewamy owoce nasturcji umieszczone w sterylnych słojach, dokładnie zamykamy i pasteryzujemy przez 10 – 20 minut.



Nasturcja marynowana

Zielone, zebrane w suchy dzień nasiona nasturcji trzymamy przez 24 h w solance sporządzonej z pół szklanki soli i 1,1 litra wody. Po dobie wyjmujemy, osuszamy i wkładamy do niewielkich słoiczków. Następnie przygotowujemy mocny, pikantny ocet, używając octu winnego z białego wina i soli oraz kompozycji z liści ziół (do wyboru: estragon, kwiat i gałka muszkatołowa, szalotka, czosnek, czarny pieprz ziarnisty, plasterki chrzanu). Nasiona nasturcji zalewamy w słoiczkach gorącym octem, zamykamy i odstawiamy na miesiąc. Po otworzeniu należy szybko zużyć.

Nalewka z pączków nasturcji

Garść posiekanych, młodych liści i pączków kwiatowych nasturcji zalewamy na 2 tygodnie w słoiku szklanką czystej, mocnej wódki (słoikiem należy co jakiś czas potrząsać). Cedzimy i zlewamy do butelki z ciemnego szkła. Przechowujemy w chłodzie.
Zażywamy po 1 łyżeczce nalewki w niewielkiej ilości wody lub soku 3 razy w ciągu dnia przez 4 tygodnie. Nalewki używa się do płukania gardła oraz jako toniku wzmacniającego włosy.
Pomaga w stanach zapalnych nerek, pęcherza i dróg moczowych. Zapobiega tworzeniu się w nerkach i moczowodach kamieni. Ułatwia oddawanie moczu. Likwiduje złogi wody wywołujące obrzęki i ogólną ociężałość. Używana do płukania gardła, przynosi ulgę w ropnym zapaleniu migdałków. Wcierana w skórę głowy, leczy łysienie, pobudza porost włosów, usuwa swędzenie i łojotok.



Nalewka z nasturcji do pielęgnacji włosów

Całe krzaki nasturcji starannie opłukane, osuszone siekamy i zalewamy spirytusem (2 części spirytusu 90% i 1 część przegotowanej wody) tak, żeby zioła były pokryte. Po 10 dniach płyn zlewamy do butelek. Kuracja trwa 2 - 3 tygodnie. Skórę głowy należy smarować codziennie. Płyn ten nadaje się do każdego rodzaju włosów i można go stosować profilaktycznie w celu wzmocnienia włosów. Przy łupieżu należy do nalewki dodać skrzyp i tatarak (po 1 części każdego z ziół).


poniedziałek, 11 stycznia 2010

W Polsce występuje opieńka miodowa oraz kilka innych gatunków. Młode kapelusze są kuliste z podwiniętym brzegiem; z czasem stają się płaskie. Pokrywają je ciemne łuseczki, zagęszczające się ku środkowi. U starszych owocników kapelusz bywa gładki, a jego miąższ ma białą barwę. Blaszki są najpierw białe, później różowo-beżowe. Na trzonie występuje pierścień. Wielkość owocników jest zróżnicowana i zależnie od gatunku wynosi od kilku do kilkunastu centymetrów. Na jednym pniaku mogą wyrastać setki owocników. Owocniki opieniek mogą pojawiać się od końca sierpnia aż do pierwszych przymrozków. W celach kulinarnych używa się tylko młodych kapeluszy; z trzonów trzeba zrezygnować, ponieważ mają włóknistą konsystencję. Grzyby te najczęściej się marynuje: wówczas są najsmaczniejsze. Natomiast surowe opieńki są trujące! Należy je gotować przez pół godziny lub dusić po uprzednim pokrojeniu. Niektórym jednak szkodzą nawet gotowane.



Opieńki marynowane

Młode opieńki (6 litrowych słoi), 2 łyżki soli, 10 łyżek octu spirytusowego, 5 goździków, 1 łyżka pieprzu ziarnistego, 5 laurowych liści, 5 ząbków czosnku.
Grzyby obieramy, przycinamy trzonki, myjemy i obgotowujemy w lekko osolonej wodzie, po czym odcedzamy. Ponownie zalewamy grzyby wodą tak, aby były nią przykryte, dodajemy pozostałe składniki i gotujemy około 20 minut na wolnym ogniu. Gorące przekładamy do wysterylizowanych słoi i szczelnie zamykamy. Ilość soli i octu możemy regulować zależnie od preferencji smakowych.

Opieńki duszone w śmietanie

40 dkg opieniek, 5 dkg masła, 1 cebula (lub por), sól, pieprz, 1/2 szklanki śmietany, zielenina.
Grzyby czyścimy, jednocześnie odrzucając ich trzony, następnie same kapelusze myjemy i kroimy w paski. Podsmażamy na stopionym tłuszczu wraz z cebulką (lub białą końcówką pora) i solimy do smaku. Ogrzewamy na małym ogniu tak długo, dopóki grzyby nie będą prawie całkowicie odparowane, wtedy zalewamy je śmietaną i krótko zagotowujemy. Podajemy posypane zieleniną z dodatkiem ryżu ugotowanego na sypko lub z ziemniakami.

Opieńki solone


Kiedyś, na Podlasiu, opieńki soliło się w beczkach i na beczki. W ten sposób można solić również gąski, a także kurki.
Na 1 kg świeżych grzybów przygotować należy 15 dkg soli oraz trochę soli do roztworu, w którym należy obgotować opieńki.
Oczyszczone i umyte grzyby należy włożyć do posolonego wrzątku (na 1 l wody 2 łyżki soli) i gotować przez 5 minut. Osączyć grzyby na sicie, a następnie układać w kamiennym garnku przesypując solą. Ostatnią warstwę grzybów koniecznie posypać solą, przykryć talerzem i obciążyć. Po 3 - 4 dniach, gdy grzyby opadną naczynie można uzupełnić o kolejne warstwy sukcesywnie zbieranych grzybów. Przechowywać w chłodnym pomieszczeniu. Grzyby przed użyciem należy moczyć 3 - 4 h w czystej, zimnej wodzie. Tak przygotowane opieńki są podstawą zimowych sałatek, a równie wyśmienicie smakują duszone i gotowane.

poniedziałek, 14 września 2009

Mianem lotosu określa się kilka gatunków tropikalnych roślin wodnych, przeważnie z dawnego rodzaju Nelumbium, a niekiedy także z rodzaju Nymphaea, blisko spokrewnionych z naszymi grzybieniami, często nazywanymi "wodnymi liliami". Wszystkie te gatunki jednoczy fakt, że są do siebie bardzo podobne i dawniej zaliczane były do wspólnej rodziny grzybieniowatych (Nymphaeaceae), a obecnie oba rodzaje tworzą osobne rodziny, wspomnianych grzybieniowatych oraz lotosowatych (Nelumbonaceae). Tę drugą reprezentują zaledwie dwa gatunki: powszechnie znany lotos wodny oraz lotos żółty (Nelumbo lutea) występujący w Ameryce Środkowej i na przyatlantyckich terenach Ameryki Północnej, którego owoce i kłącza są spożywane podobnie jak te pozyskiwane z lotosu azjatyckiego.



Na Dalekim Wschodzie od Japonii, poprzez Koreę, Chiny, Wietnam, Indonezję, Syjam i Indie lotosem nazywa się przede wszystkim gatunek różowo kwitnący: Nelumbium speciosum (nurzykłąb orzechodajny, Nelumbia lotos lub Nelumbo nucifera - lotos orzechodajny, ang.: Hindu Lotus albo East Indian Lotus). Jest to wodna bylina o długim i grubym kłączu, płożącym się w mulistych wodach. Wytwarza duże liście o tarczowatej i wklęsłej pośrodku blaszce, szarozielone, początkowo pływające, a następnie wznoszące się nad wodę na długich ogonkach liściowych. Powierzchnia liścia pokryta jest warstewką wosku i może dochodzić do jednego metra (30-90cm), wyrośnięte zaś liście wznoszą się nawet do półtora metra ponad powierzchnię wody. Przepiękne i pachnące kwiaty mogą mieć barwę czerwoną, różową lub białą i średnicę do 35 (10-35) cm. Są wielopłatkowe, o licznych słupkach i pręcikach pogrążonych w dnie kwiatowym. Podobnie jak liście, także i kwiaty wyrastają wysoko nad wodę: co najmniej na wysokość liści lub nawet jeszcze wyżej. Jednonasienne owoce są suche i niepękające, przypominają małe orzechy, mają około 2,5 cm długości i tak najczęściej bywają właśnie nazywane: orzechami lub orzeszkami lotosowymi. Są zagłębione pojedynczo w otworkach owocostanu, korkowaciejącego w trakcie dojrzewania i unoszącego się na powierzchni wody. Owocostan ten wytwarza się z odwrotnie stożkowatego dna kwiatowego, podziurkowanego otworami, przez co przypomina sitko konewki, o średnicy około 12 cm. W niektórych kwiaciarniach można kupić zasuszone owocostany jako ciekawe uzupełnienie do suchych bukietów. Właśnie w stosunkowo dużych otworach takiego sitka tkwią "orzeszki" lotosowe. Można je jeść na surowo lub po upieczeniu, a w Chinach poddaje się je kandyzowaniu, uzyskując wyjątkowo smakowity produkt. Przed spożyciem z nasion usuwa się jedynie zarodek, który ma gorzki smak.



Owoce lotosu bywają także nazywane pitagorejską lub egipską fasolą i nie są jedyną jadalną częścią rośliny. Przede wszystkim długie i grube kłącze lotosu, które gromadzi duże ilości skrobi, jest cennym artykułem żywnościowym krajów azjatyckich. Kłącza lotosu o wspaniałym smaku, pieczone lub marynowane, pojawiają się na stołach podczas najbardziej wystawnych bankietów i ceremonialnych uczt, np. uroczystości ślubnych, a w Japonii wraz z kłączami są spożywane także grube, soczyste szypułki kwiatowe. Bywają także spożywane młode liście lotosu.



Liście tej rośliny pokryte są woskiem, którego specyficzna struktura warunkuje istnienie zjawiska zwanego efektem lotosu, co wykorzystuje się w technologii. W kulturach wschodnich lotosy są także symbolem czystości. Mimo że rosną w mulistych rzekach i jeziorach, ich liście i kwiaty zawsze pozostają czyste. Botanicy badający budowę liści tych roślin odkryli naturalny mechanizm powodujący ich zdolność do samooczyszczania. Struktura mikroskopowa powierzchni liści oraz jej skład chemiczny powodują, że liście nie mogą zamoknąć. Krople wody toczą się po powierzchni liścia (przypominając płynną rtęć), zbierając przy tym zanieczyszczenia: cząstki mułu, drobne zwierzęta. Zjawisko to nazwano właśnie efektem lotosu. Odkryto je później także u innych roślin, np. Colocasia esculenta. Nanotechnolodzy wykorzystując efekt lotosu zaczęli tworzyć farby, dachówki, tkaniny i inne powłoki, nadając im zdolność do samooczyszczania się podobną do liści niektórych roślin. Efekt ten osiąga się poprzez traktowanie powłok środkami fluorochemicznymi lub silikonem. Można go też osiągnąć stosując mieszaninę politlenku etylenu i glukozy lub sacharozy. Nowe farby pozwalają na nadawanie zdolności samooczyszczania nawet powierzchniom szklanym np. na dachach oranżerii i szklarni.



Uprawa lotosu u nas nie jest w ogóle trudna, trzeba tylko wiedzieć jak się tym zająć. Jeden z końcow nasiona posiada szpiczaste zakończenie - z tej strony nasiono wykiełkuje. Aby wywołać kiełkowanie, należy usunąć zewnętrzną, twardą skorupę nasiona z przeciwległego końca, na którym znajduje się małe wgłębienie. Można osiągnąć to przy pomocy papieru ściernego lub pilnika - trzeba zetrzeć skorupę na koncówce z wgłębieniem do miejsca, w którym pod ścieraną warstwą ukaże się cieńka linia tworząca owal. Jeśli przeoczy się ten punkt i zetrze nasiono do ukazania się zarysu kremowego obszaru pod spodem, nasiono jeszcze jest użyteczne. Nasiona nieoszlifowane nie mogą w ogóle zacząć kiełkować, dlatego że się do nich nie przedostanie woda. Nasiona bez ścierania utrzymują swoją zdolność kiełkowania przez tysiące lat, a jeżeli byśmy je umieścili w wodzie bez szlifowania, okres oczekiwania na kiełkowanie trwałby parę lat. Starcie okrywy owocu np. papierem ściernym jest wystarczające, gdy po umieszczeniu w wodzie po około dobie spęcznieją i podwoją swoją wielkość. Jeśli orzeszek nie spęcznieje po upływie doby, ponownie nieco go ścieramy i ponownie umieszczamy w wodzie. I tak aż do skutku w postaci spęcznienia nasienia. Po starciu twardej powłoki nasiono należy umieścić w czystym pojemniku z wodą, której temperatura powinna stale wynosić 21-32°C. Chwilowe zmiany temperatury nie powinny zaszkodzić, lecz niższe temperatury opóźnią kiełkowanie i tempo wzrostu. Jeśli woda zabarwi się pod wpływem substancji w nasionach, należy ją wymienić i wyczycić pojemnik. Po 1-2 dniach (czasem dłużej) nasino pod wpływem wody napęcznieje i może wypłynąć na jej powierzchnię. Kiełkowanie może nastąpić w następnych kilku dniach lub też tygodniach. W miarę wzrostu należy zwiększać wysokość słupa wody, a gdy pojawią się korzenie, na dnie zbiornika umieszczamy warstwę odpowiedniej ziemi, zwiększając jej objętość w miarę rozrostu korzeni, który można kontrolować przy przezroczystych pojemnikach. Lotos rośnie dobrze w wodzie miękkiej i wodzie starej (woda stara to woda stojąca dłużej niż 20 dni) z dużą ilością garbników. Temperatura latem powinna być utrzymywana do 30°C, zimą około 25°C. Do zakwitnięcia potrzebuje długiego dnia: 16 godzin na dobę, temperatury około 30°C, minimum 40 cm słupa wody, bardzo żyznej wody i żyznego podłoża. Lotosy najlepiej sadzić w mieszaninie ziemi ogrodowej i gliny. Po pojawieniu się pąka kwiatowego roślinę można dokarmiać roztworem nawozów sztucznych i naturalnych strzykawką wprost pod korzeń. Oświetlenie powinno być dość silne. Po pojawieniu się pierwszego liścia można też roślinę zasadzić do bagnistego substratu lub żwirowego podłoża (takiego jaki jest wykorzystywany w akwariach), a całość włożyć do zbiornika (akwarium, jeziorko) z poziomem wody co najmniej 30 cm. Jeśli używamy jako podłoża żwirek akwariowy, możemy lotos uprawiać również w akwarium z rybkami. W miarę wzrostu roślina będzie potrzebowała większej przestrzeni. Możemy ją uprawiać w jeziorku, w zimowym ogrodzie, szklarni itp., gdzie nie zmarznie. Latem można lotos wynosić do jeziorka na zewnątrz, ale na zimę koniecznie trzeba go przenieść do wnętrza; awaryjnie może przezimować w wilgotnej piwnicy podobne jak nenufar. Idealnym rozwiązaniem jest uprawa w tzw. „wanienkach do zaprawy murarskiej“ (wielkości 60-80 litrów, a ich koszt to około 10 Euro). Roślinę umieszczamy w substracie (bagno lub akwariowy żwir) w doniczce, a całość wkładamy do wanienki. Idealne warunki zapewnimy, nalewając wody aż po brzegi pojemnika. Wygodą jest, że taką wanienkę można zakomponować i do zimowego ogrodu, i do mieszkania, umieszczając kompozycję przy oknie (najlepiej balkonowym), aby roślina była w najsłoneczniejszym i najcieplejszym miejscu w mieszkaniu. Latem można całą wanienkę wynieść na balkon znajdujący się na południowej stronie albo do ogrodu. Jak widać, lotos można bez problemów uprawiać nawet jeśli mieszkamy w bloku!

sobota, 15 sierpnia 2009

W rodzinie znana jest zabawna anegdotka, kiedy to jedna z moich licznych ciotek wysłała męża swego na zakupy. Kupić miał m.in. tajemniczo brzmiący piment. Tułał się biedak od sklepu do sklepu po całym mieście, lecz nigdzie nie spotkano się z taką nazwą jakiegokolwiek produktu. Znużony trafił w końcu na ekspedientkę znającą ową osobliwą nazwę i w ten sposób uniknął niezadowolenia żonki. Pimenta to łacińska nazwa rodzajowa rośliny przyprawowej (Pimenta officinalis, synonimy: Pimenta dioica, Eugenia pimenta) z rodziny mirtowatych (Myrtaceae), a także w formie Piment - jako jedna z niemieckich nazw przyprawy (ang.: Allspice, Jamaica Pepper albo Pimento; niem.: Nelkenpfefferbaum lub Piment). Sama zaś nazwa pimenta oznacza w języku hiszpańskim pieprz i została nadana przez Kolumba i jego towarzyszy, którzy jako pierwsi spotkali tę roślinę, błędnie wówczas sądząc, że jest to prawdziwy pieprz. Korzennik lekarski stał się powszechnie znaną przyprawą w Europie pod koniec XVII wieku. Ze względu na interesujący aromat, przyprawa szybko się rozpowszechniła, a ponieważ była nowością w porównaniu z wcześniej znanymi egzotycznymi przyprawami oraz przywędrowała z Nowego Świata, np. w Czechach nazywano ją "nową przyprawą". Hiszpański uczony Francisco Hernandez, który na polecenie króla Filipa II podróżował po Meksyku w latach 1571-1577, nazwał tę przyprawę piper tabasci, ponieważ po raz pierwszy natknął się na nią w meksykańskim stanie Tabasco. Donosił on potem, że Aztekowie używali tej przyprawy razem z wanilią do przyprawiania swojego czekoladowego napoju. Suszone owoce korzennika są szczególnie cenione oraz chętnie stosowane w kuchni angielskiej, dlatego potocznie nazywane są zielem angielskim. I u nas korzennik lekarski najlepiej znany jest właśnie pod nazwą pieprzu angielskiego lub angielskiego ziela. Jednak w rzeczywistości z zielem ma niewiele wspólnego, jest bowiem rośliną drzewiastą. Drzewo to występuje w Ameryce Środkowej (Meksyk) i Południowej (jej północne rejony), na wyspach Bahama i Antylach. Zaś głównymi ośrodkami uprawy pimenty są Barbados i Jamajka, które są do tej pory głównym eksporterem tej przyprawy, a także Meksyk, Brazylia, Wenezuela; bywa też uprawiany na Madagaskarze i w Afryce. Wielkie plantacje znajdują się na Réunion, na Jawie, Sumatrze, na Półwyspie Indochińskim (Wietnam, Tajlandia) i w Indiach.

Korzennik jest niewielkim, około dziesięciometrowym (do 13 m), wieczniezielonym drzewkiem o ładnej, rozłożystej koronie. Pień i gałęzie pokryte są szarą, przyjemnie pachnącą korą. Liście są ciemnozielone, jajowatolancetowate, skórzaste, o podwiniętych brzegach. Kwiaty ma nieduże, czteropłatkowe, białe i zebrane w baldachowate kwiatostany wyrastające z kątów liści. Owocem jest ciemnobrązowy lub czerwony, kulisty pestkowiec, do 1 cm średnicy, zwykle zawierający dwa nasiona. Drzewo korzennika lekarskiego wymaga gleb wapiennych lub boksytowych, co stanowi dość istotny czynnik ograniczający jego uprawę. Zaczyna owocować zwykle w siódmym roku po wysadzeniu i daje przeciętnie 50 kg świeżych owoców rocznie, owocuje przeważnie do wieku stu lat. Drzewo rozmnażane jest z nasion lub przez odkłady.

Surowcem są natomiast niedojrzałe, suche i pomarszczone owoce pimenty. Ich zbiór odbywa się w dość brutalny sposób: najczęściej drewnianymi tykami lub kijami podobnymi do cepów łamie się i strąca z drzew całe gałęzie z baldachowatymi owocostanami. Owoce zbiera się przed dojrzeniem, gdy są już wyrośnięte, lecz jeszcze zielone, ponieważ wtedy ich smak i aromat są najsilniejsze. Potem zebrane owoce suszy się na słońcu na betonowych platformach lub w suszarniach przez okres 5-10 dni, okrusza z gałązek i sprzedaje jako cenioną przyprawę o swoistym smaku i zapachu, zbliżonym jednocześnie do goździków, cynamonu i gałki muszkatołowej, a także kardamonu, gorczycy i pieprzu. Angielska nazwa Allspice, czyli wszystkie przyprawy korzenne, dobrze charakteryzuje złożony aromat suszonych owoców pimenty. Z wyglądu owoc korzennika podobny jest do pieprzu, ma też zbliżony paląco-szczypiący smak, chociaż słabszy niż pieprz. W zapachu natomiast wyraźna jest nuta goździkowa, dlatego kiedyś nazywano też pimentę pieprzem goździkowym. Natomiast dojrzałe jagody po wysuszeniu tracą zapach po paru dniach, źle się przechowują i są jako przyprawa bezwartościowe. Z owoców i liści pozyskiwany jest bogaty w eugenol olejek eteryczny. Owoce zawierają do 5% olejku, w którym eugenol występuje w ilości 65-80%, ponadto zawierają metyleugenol, eukaliptol (cyneol), chawikol, linalool i kariofilen. W owocach są obecne także galloiloglikozydy, proantocyjanidyny, flawonoidy (kwercetyna), katechina, olej i cukry.

Ziele angielskie jest bardzo lubiane i bardzo często używane jako przyprawa korzenna do zup, sosów, marynat, a zwłaszcza konserw mięsnych i rybnych, ogórków, warzyw konserwowych oraz innych. Sos sporządzony z mocnego wywaru z mięsa, z dodatkiem pieprzu, cebuli, mąki, skórki cytrynowej, czerwonego wina i kilku ziarenek pieprzu angielskiego doskonale nadaje się szczególnie do podrobów i dziczyzny. Osobne zastosowanie ziela angielskiego dotyczy przetworów deserowych. Dodanie go do kompotów owocowych podnosi znacznie ich aromat. W postaci sproszkowanej jest wspaniałym dodatkiem do puddingu śliwkowego, wypieków, kiełbas. Przyprawę dodaje się do potraw na początku ich przyrządzania. Często też jako namiastka pieprzu czarnego, a z powodu jego silnego aromatu powinien być stosowany z umiarem. Olejek z pimenty bywa używany w likiernictwie (Benedictine Chartreuse). Pieprz pachnący wchodzi w skład wielu mieszanek przyprawowych, używany też jest w przemyśle spożywczym, kosmetycznym, perfumeryjnym oraz w medycynie.

We współczesnym lecznictwie korzennik lekarski jest używany bardzo rzadko, jako środek poprawiający trawienie i usuwający wzdęcia. Osobiście zdarza mi się zamieszczać przepisy kulinarne z użyciem nietypowych roślin, lecz zwykle wystrzegam się zamieszczania na blogu wszelkich mikstur o działaniu leczniczym, mając na względzie często szkodliwe lub toksyczne właściwości wielu roślin. Poniższe dane cytuję natomiast za dr. H. Różańskim. Ziele angielskie wykazuje działanie odkażające, znieczulające i przeciwświądowe miejscowo, pobudzające trawienie i czynności wydzielnicze przewodu pokarmowego, rozkurczowe na mięśnie gładkie. Składniki olejku hamują uwalnianie prostaglandyn. Mają właściwości uspokajające. Leczy niestrawność, bóle żołądka, skurcze jelit, zaparcia. Hamuje procesy gnilne i fermentacyjne w jelitach, usuwa nieprzyjemny zapach z ust, wywodzący się z zaburzeń trawiennych. Korzennik zmniejsza bóle miesiączkowe, ale w większych dawkach może też nasilać krwawienia miesiączkowe i wypływanie wydzieliny menstruacyjnej. Jest to przydatne przy długotrwałych skurczach i atonii macicy, przez co wydzielina i skrzepy menstruacyjne zalegają w drogach rodnych. Ziele angielskie zapobiega tym zaburzeniom. Napar z korzennika rozszerza oskrzela i odkaża gardło oraz jamę ustną (1 łyżeczka owoców roztartych w moździerzu na 1 szklankę wrzącej wody; pić 2 szklanki naparu małymi porcjami). Owoce pimenty naparzone w mleku z miodem działają rozgrzewająco i wzmacniająco przy grypie i przeziębieniu. Dobroczynne działają przy kaszlu, szczególnie z dużą ilością zalegającej wydzieliny. Olejek i spirytus z owoców wcierane w skórę działają przeciwbólowo, leczą ukąszenia owadów i roztoczy, hamują rozwój grzybów i bakterii. Pomocne są też w leczeniu urazów, wychłodzenia kończyn i reumatyzmu. Naparem z ziela angielskiego można przemywać skórę z wypryskami, trądzikiem, szczególnie przy łojotoku i nadmiernej potliwości. Wreszcie do płukania gardła i jamy ustnej przy stanach zapalnych i przykrym zapachu z ust. Olejek i nalewka hamują nudności (wpływ przeciwwymiotny). Nalewkę z ziela angielskiego można sporządzić zalewając 100 g owoców 500 g spirytusu 70%, pozostawić w słoju na 7 dni, przefiltrować. Zażywać po 5 ml 1-4 razy dziennie, zależnie od potrzeby. Również do wcierania w skórę. Owoce przed parzeniem, ekstrahowaniem octem, oliwą lub alkoholem, zawsze należy rozdrobnić najpierw w moździerzu. Nie należy leczniczo stosować angielskiego ziela podczas ciąży i laktacji.

poniedziałek, 06 lipca 2009

Kompot z morwy

Dojrzałe białe, kremowe, różowe, fioletowe lub czarne owoce morwy, zależnie od gatunku i odmiany, oczyścić usuwając listki, szypułki i inne zanieczyszczenia przez spławianie w wodzie. Owoce opłukać, osączyć i wkładać do słojów weków lub twistów. Zalać je gorącą zalewą przygotowaną (na 1 kg owoców) z 0,5 1 wody i 0,15—0,20 kg cukru oraz 3—5 g kwasku cytrynowego przesianego przez siteczko z gęstymi otworkami. Dodatek kwasku może być zastąpiony dodatkiem 100—150 ml soku porzeczkowego lub wiśniowego z kwaśnych wiśni albo 50 do 100 ml soku berberysowego (pasteryzowanego). Dodatek soku berberysowego poza kwasem cytrynowym wnosi także pewną ilość związków garbnikowych pożądanych ze względu na mdły smak owoców morwy. Dodając sok, należy o jego ilość zmniejszyć ilość wody do przygotowania zalewy na 1 kg owoców. Kompot pasteryzujemy w temperaturze 90°C: półlitrowe słoje 15 min, większe — 20 min, po czym schłodzić. Kompot niedokwaszony należy pasteryzować 5 min dłużej.


Kompot z morwy bez zalewy

Owoce morwy oczyścić i przygotować jak na kompot z zalewą. Na 1 kg owoców wziąć 100 g cukru i 2—4 g kwasku cytrynowego lub winowego przesianego przez siteczko z drobnymi otworkami. Cukier zmieszać z kwaskiem, a następnie z owocami. Mieszaniną napełniać słoje weki lub twisty, lekko ugniatając. 
Pasteryzować w temperaturze 90°C: 
→ półlitrowe słoje: 20 minut;
większe: 25 minut.
Kompot niedokwaszony należy pasteryzować 5 minut dłużej. Po pasteryzacji kompot schłodzić.



Dżem morwowo-jabłeczny

1 kg jabłek, 50 dkg morwy, 40 dkg cukru, skórka otarta z połowy cytryny. Jabłka obrać, pokrajać w kostkę i zasypać cukrem. Następnego dnia wstawić na ogień i smażyć, dodając obrane z szypułek, umyte i odsączone morwy. Na koniec dodać skórkę z cytryny. Kiedy kropla dżemu nie rozpływa się na talerzyku, przełożyć do gorących słoików i włożyć "pod kocyk", żeby się zamknęły.

Konfitura z morwy

2 kg owoców, 1,5 kg cukru, 1 cytryna. Zagotować syrop z cukru i 2 szklanek wody. Wrzucić morwy, dodać sok z cytryny. Smażyć poruszając rondlem aż syrop zgęstnieje. Zamknąć w gorące słoiki i "pod kocyk".


Nalewka z morwy

Owoce (1 kg) opłukać, rozgnieść i wsypać do słoja. Zalać najpierw wódką (0,7l 40%) a potem spirytusem (0,7l spirytusu). Dokładnie pomieszać. Odstawić na słońce na 10 dni. Po tym czasie przesączyć nalewkę przez gazę do innego naczynia. Pozostałe owocki zasypać cukrem (20 dkg) i pozostawić na słońcu na miesiąc. Zlać płyn, owocki wycisnąć przez płótno.
Połączyć wszystko i odstawić na 1 dobę. Butelkować i odstawić w ciemne , chłodne miejsce na 6 miesięcy.

czwartek, 07 maja 2009
 
Fuksja może być uprawiana nie tylko do ozdoby, ale i dla jadalnych owoców. Owocem jest niewielka, ciemnoczerwona lub niemal czarna jagoda, zawierająca wiele drobnych nasion. Wiele gatunków fuksji dostarcza owoców jadalnych zarówno na surowo, jak i po przetworzeniu. Mają one delikatny, lekko mączysty smak. Najwięcej owoców powstaje u odmian o kwiatach pojedynczych, zwłaszcza, jeśli latem stoją na dworze. Najsmaczniejsze są ciemne i w pełni dojrzałe, a według koneserów najlepszym smakiem wyróżniają się owoce odmiany 'Axel of Denmark'. Natomiast wyjątkowo duże owoce mają odmiany 'Gesaeuseperle' i 'Celia Smedley'. Można je spożywać na surowo, a także w postaci dżemów, galaretek czy soków. Można robić z nich np. nalewki, dżemy, świetnie nadają się też do dekorowania deserów. Również kwiaty fuksji, surowe lub kandyzowane, doskonale sprawdzają się jako dodatek do innych potraw lub można je wykorzystać jako wyjątkowo efektowną dekorację.

Dżem z fuksji
600 gramów owoców fuksji (można je zbierać sukcesywnie i przechowywać w zamrażalniku), 20 dag cukru, sok z połówki cytryny.
Rozpuścić cukier w niewielkiej ilości gorącej wody, schłodzić, dodać umyte jagody i sok z cytryny. Gotować aż do uzyskania gęstej masy. Nałożyć do słoików, pasteryzować.
(Przepis pochodzi z biuletynu The British Fuchsia Society.)


Ciasto z fuksją
Ciasto: 2 szklanki mąki, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 1 szklanka cukru, 1/2 kostki masła, 2 jajka. Wierzch: 2,5 do 3 szklanek pokrojonych jagód fuksji, 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej, ¼ łyżeczki cynamonu, 1/8 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej, 2 łyżki cukru.
Ciasto dobrze wyrobić i wyłożyć na natłuszczoną blachę. Wymieszać wszystkie składniki wierzchniej warstwy i wyłożyć na ciasto. Piec 30–40 minut w temperaturze 200°C. Podawać ze śmietaną.


Likier z fuksji
Szklankę jagód i szklankę cukru zalewamy czystą wódką i zostawiamy na co najmniej 3 miesiące w ciepłym miejscu.

Fuksjowy sos do deserów
4 szklanki owoców, ¼ szklanki cukru, 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej, 1½ łyżki soku z cytryny, ¼ łyżeczki cynamonu, ¼ łyżeczki goździków.
Składniki wymieszać i gotować, aż owoce zmiękną. Lekko zamieszać i ciepłym lub zimnym sosem polewać lody lub budyń.



wtorek, 28 kwietnia 2009
 
Endywia z papryką
Składniki na 4 porcje: Główka zielonej endywii, jabłko, 2 połówki czerwonej papryki konserwowej, ogórek, 125 ml jogurtu naturalnego 0% tłuszczu, sól, pieprz, szczypta mielonej papryki, łyżka posiekanego szczypiorku.
Umyte warzywa i jabłko osuszamy, a następnie: listki endywii dzielimy na małe kawałki; jabłko obieramy i miąższ kroimy w paseczki; ogórka obieramy ze skórki i kroimy w paseczki; paprykę również kroimy w paseczki. Następnie endywię łączymy z jabłkiem, ogórkiem oraz papryką i dokładnie mieszamy. Jogurt przyprawiamy solą, pieprzem oraz mieloną papryką, dodajemy szczypiorek i tak przygotowanym sosem polewamy sałatkę.
Endywię można zastąpić sałatową cykorią.

Endywia kędzierzawa z kaczką i sosem musztardowym 
Jedna mała endywia kędzierzawa, 4 jajka, 200 g wędzonej piersi z kaczki, pokrojonej na paski. Sos musztardowy:1 cytryna, 1 łyżeczka ostrej musztardy, 1 łyżka śmietanki 8%, sól i mielony pieprz
Najpierw w rondelku zagotowujemy wodę, po czym wkładamy jajka i gotujemy przez 6 minut, licząc od ponownego zawrzenia wody. Ugotowane jajka odstawiamy do ostygnięcia w zimnej wodzie. Obieramy i kroimy wzdłuż na połówki. Liście endywii rozdzielamy, myjemy, osączamy i osuszamy. Następnie rozrywamy na duże kawałki i wkładamy do salaterki. Z piersi kaczki zdejmujemy skórkę i odkrawamy warstwę tłuszczu, a następnie mięso kroimy w drobną kostkę. Aby przygotować sos musztardowy, wyciskamy sok z cytryny. Do miseczki wkładamy musztardę, wlewamy sok z cytryny oraz śmietankę. Dodajemy szczyptę soli i pieprzu i mieszamy, aż składniki się połączą. Następnie wkładamy do sosu mięso i mieszamy, aż będzie równomiernie nim pokryte. Całość rozkładamy na endywii, na wierzchu układając jajka. Podajemy tuż po przyrządzeniu.
Nazwa dania może brzmi tajemniczo, ale jego przygotowanie jest stosunkowo proste, ze względu na fakt, że podstawowym składnikiem jest kaczka już uwędzona. Jeśli z piersi kaczki zdejmiemy tłustą skórkę i tłuszcz, potrawa będzie miała znacznie mniej kalorii. 



poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Nazwa owocu pochodzi z języka balijskiego. Właśnie tam oraz na sąsiednich wyspach Pacyfiku rośnie drzewo Eugenia polycephala, reprezentujące rodzaj Eugenia z rodziny mirtowatych (Myrtaceae). Natomiast indonezyjska nazwa owocu to gowok. W tym rejonie świata owoce te są bardzo popularne i można je znaleźć na straganach Indii czy Indonezji niemal przez cały rok.

Owoce są ciemnopurpurowego lub nawet brunatnego koloru, pokryte cienką, gładką, błyszczącą skórką, o kształcie kulistym lub nieco owalnym, wielkości wiśni. Miąższ owocu jest białawy i zawiera jedno, dość duże, niejadalne nasienie. Smak owocu jest nieco cierpki. Balijczycy spożywają na surowo całe owoce wraz ze skórką, ale nasienie wypluwają, tak jak czynimy to my z pestkami wiśni.

Kaliasem, podobnie jak i inne owoce dostarczane przez gatunki z rodziny mirtowatych, służą w kuchni indonezyjskiej do sporządzenia słynnego rujak: gęstego, wytrawnego w smaku, pikantnego i aromatycznego sosu – potrawy o wszechstronnym kulinarnym zastosowaniu.



środa, 25 marca 2009
Barszcz jest zapomnianym warzywem niegdyś powszechnie używanym od Europy po Kamczatkę. Gotowane młode liście i łodygi (wiosna-lato) dają smaczną zupę tzw. barszcz przypominający wg Rosjan rosół z kury. Starsze są już mniej smaczne. Można ich używać również jako dodatku do potraw i innych ziół. Z delikatnych liści po ugotowaniu w osolonej wodzie można robić sałatki. Surowe pędy można jeść również na surowo, ale są już mniej smaczne. Na wschodzie z ogonków liściowych przyrządzano delikates: wiązano w ciasne pęczki i suszono na słońcu aż zrobiły się żółte, a na ich powierzchni krystalizowała się cukrowata substancja. Korzenie barszczu są jadalne po ugotowaniu (jak warzywa okopowe). Dawniej (do XVII w.) ze zbieranych w maju liści przyrządzano kwaśną polewkę zwaną także białym barszczem polskim. 

Soczewica z kaszą i ziołami 
200 g soczewicy, 200 g kaszy jęczmiennej, talerz mieszanych świeżych ziół ( barszcz, podagrycznik, pokrzywa, komosa, łoboda), 100 g paprykowanej słoniny, łyżka tłuszczu, cebula, sól. 
Kaszę i soczewicę moczymy osobno przez 3 godziny i gotujemy. Pokrojoną słoninę i cebulę podsmażamy na tłuszczu. Dodajemy umyte, odcedzone i posiekane zioła. Dusimy przez 10 minut ciągle mieszając. Najlepiej podawać z kwaszonym ogórkiem lub kiszoną kapustą.

Zupa z barszczu
20 dag młodych listków, 1,5 l rosołu z kury, 2-3 dag mąki, 1/41 śmietany, 
2 surowe żółtka, 3 dag masła i sól. 
Opłukane liście należy zmiksować, dodać je do wrzącego rosołu, podprawić mąką, rozmieszaną ze śmietaną, następnie utrzeć żółtka z masłem i rozmieszać z zupą. 

Barszcz kwaszony
Młode ogonki liściowe barszczu zwyczajnego tniemy na jak najdrobniejsze kawałki, po czym przesypujemy je solą (tak jak kapustę) i ubijamy dotąd aż puszczą sok, następnie zaś obciążamy drewniane denko, aby sok pokrył całą powierzchnię i odstawiamy aż do ukiśnięcia. Można je potem jeść na surowo, można po ugotowaniu. 



 
1 , 2 , 3