Ogrody natury...
Zakładki:
01. LEKTURA PRZY MUZYCE TYiJA
A rośliny są żywymi, oddychającymi i porozumiewającymi się istotami, wyposażonymi w osobowość i atrybuty duszy.darmowy hosting obrazków
AMARYLKOWATE (AMARYLLIDACEAE)
CHOROBY I SZKODNIKI
HIGIENA
KONTAKT
MAŁA ARCHITEKTURA
NA SKRÓTY
PRZYPISY
ROZMNAŻANIE ROŚLIN
darmowy hosting obrazków
UWAGA: TRUJĄ!...
WŁASNY PROJEKT OGRODU
WYBRAŃCY ! GWIAZDA PRAWDZIWA
Z wyjątkiem Afrodyty, nie istnieje na tym świecie nic piękniejszego niż kwiat i nic bardziej niezbędnego niż roślina.darmowy hosting obrazków
KWIATEK DLA FINETKI 2 (Custom) blogi ! TAWUŁKA NA BLOGA AKSAMITKA NA BLOGA 3 konkurs ! KASZTANOWIEC NA BLOGA

http://www.cyklamen.blox.pl

Inne cudze

środa, 30 czerwca 2010

Nasturcja bulwiasta (Tropaeolum tuberosum) występuje w Andach, Peru i Boliwii. Nasturcja bulwiasta jest byliną pnącą lub płożącą. Liście tworzy okrągławe, dłoniaste i 5 klapowe. Kwiaty są drobne, żółte lub pomarańczowe. Roślina wytwarza podziemne, gruszkowate bulwy kłączowe. Bulwy te zawierają sporo skrobi i są jadalne. Roślinę tę właśnie ze względu na jadalne bulwy uprawiają Indianie andyjscy od Kolumbii po Chile.



Nasturcja kanaryjska (nasturcja włóczęga, Tropaeolum peregrinum) pochodzi z Ekwadoru i Peru. Pędy wyrastają do 2-4 m długości. Liście ma dłoniaste, wyraźnie klapowane (5-7 klap). Kwitnie od lipca do października żółtymi kwiatkami o pierzastych płatkach korony; jest ich dużo, ale są drobne (1-1,5 cm długości). Kwiaty rozwijają się od czerwca. Roślina jednoroczna. Nadaje się do obsadzania altan, pergoli i płotów. Można uprawiać ją także w pojemnikach na balkonach.



Nasturcja Lobba (Tropaeolum peltophorum, T. lobbianum) to roślina jednoroczna, pochodząca z górskich rejonów Kolumbii i Ekwadoru. Pędy są owłosione i osiągają długość 3-4 m. Liście tarczowate, prawie kuliste, o brzegach falistych i owłosione. Kwiaty duże, pomarańczowoczerwone. Gatunek ten nadaje się do osłaniania altan, murków i płotów.



Nasturcja mniejsza (Tropaeolum minus) jest rośliną występującą w stanie naturalnym w Peru. Ten gatunek tworzy mniejsze rozmiary, niż inne gatunki nasturcji. Zaczyna kwitnienie latem i kwitnie do późnej jesieni.



Tropaeolum azureum - pnącze z Chile o niebieskich kwiatach, uprawiane jest w szklarniach.







22:39, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Komentarze (6) »
wtorek, 16 marca 2010

Trawy zaczęły swą zwycięską ewolucyjną epopeję w drugiej połowie trzeciorzędu. Zachodziły wtedy na świecie znaczące zmiany geograficzne i klimatyczne. Jeden gigantyczny superkontynent, który grupował w erze mezozoicznej wszystkie lądy Ziemi, rozczłonkowywał się coraz bardziej. Aktywizowały się przy tym prądy morskie, robiło się coraz zimniej w regionach podbiegunowych. Wszystko to w znaczący sposób wpłynęło na klimat, zwiększając jego zróżnicowanie przestrzenne: na strefy klimatyczne i czasowe: na pory roku. Prowadziło to m.in. do osuszenia obszarów lądowych i ożywienia wiatrów, których działalność jest wszak odzwierciedleniem różnorodności klimatycznej planety. Wiatr daje możliwość "taniego" rozsiewania pyłku i nasion, ale tylko na otwartych przestrzeniach. Trawy skorzystały właśnie z tej nadarzającej się okazji, przechodząc na wiatropylność. By ich strategia była w pełni skuteczna, dżungle tropikalne, których gęstwina zatrzymuje wiatr niemal zupełnie, musiały jednak ustąpić miejsca terenom możliwie jak najbardziej otwartym. I trawy nie tylko wykorzystały powstanie takich właśnie terenów, lecz także jak najbardziej aktywnie przyczyniły się do ich ekspansji. Jak widzieliśmy, "cel" ten osiągnęły dwiema metodami: przez przywabianie, a nawet, poniekąd, stworzenie odrębnej klasy stadnych, trawożernych zwierząt, których nieustająca aktywność uniemożliwia wzrost siewek większości roślin, oraz przez stworzenie warunków do częstych, choc krótkotrwałych pożarów, niszczących wszystko to, czego zwierzęta zniszczyć nie zdążyły.

W ten sposób niewielkie zrazu obszary porośnięte trawami poczęły powiększać się w szybkim tempie, a stepy i sawanny opanowywały coraz większe obszary lądów. Za nimi coraz to nowe grupy zwierząt przechodziły na trawożerność, przyczyniając się tym samym do jeszcze większego sukcesu traw. Co więcej, zamieniając obszary leśne, dające liczne możliwości kryjówki, na otwarte przestrzenie stepowe, zwierzęta zaczęły skupiać się w stada, gdyż tylko tak uniknąć mogły rosnącego zagrożenia ze strony coraz liczniejszych drapieżników, przywabionych łatwo widoczną zdobyczą. Stadność zachowań, rozbudowane życie społeczne, rosnąca doskonałość zmysłów, a co za tym idzie, także i rozwój mózgu, wszystko są to cechy, które swój rozwój zawdzięczają poniekąd trawom. W takich warunkach, w tej scenerii i wśród takich zwierząt pojawił się na Ziemi człowiek. Wiele, bardzo wiele z naszych cech zawdzięczamy trawom: dietę (zwłaszcza powszechność wypieku chleba), zachowania społeczne, może nawet psychikę.

Naukowcy są zgodni, że powstanie człowieka wiązało się bezpośrednio z pojawieniem się wielkich, trawiastych, otwartych przestrzeni, jakimi były afrykańskie i azjatyckie sawanny. Nasz los od początku splótł się z losem traw. I do dziś z żadną inną grupą roślin nie wiążą nas tak bliskie związki. Wszystkie bez wyjątku zboża należą do traw; każdy niemal lud korzysta z innego ich gatunku: od azjatyckiego ryżu, przez afrykańskie sorgo i europejskie żyto, aż po amerykańską kukurydzę. Do traw należy trzcina cukrowa, pierwszy dostawca cukru dla ludzi i papirus, który patronował narodzinom niejednej cywilizacji. Trawą jest też, choć trudno w to uwierzyć, bambus, niezastąpiony w życiu ludów Azji południowo-wschodniej.
Dzięki temu, że ich odżywcze ziarna są wyjątkowo zdatne do długotrwałego przechowywania, trawy pozwoliły nam zbudować miasta i zasiedlić najbardziej niegościnne tereny. Trawom zawdzięczamy możliwość hodowli zwierząt na mięso i skóry, pośrednio dzięki nim możliwy był przez całe stulecia transport pomiędzy najodleglejszymi nawet regionami: wszystkie zwierzęta pociągowe i wierzchowe są trawożerne, a ich siła bądź szybkość związane są z trawiastym otoczeniem.

Żadnej innej grupie roślin nie zawdzięczamy tak wiele. I dlatego warto poświęcić im naszą uwagę. Zwłaszcza, że dzieki nim możemy uświadomić sobie pewną ważną ewolucyjną naukę: słabość może być źródłem siły, jeśli tylko właściwie ją wykorzystać.

03:19, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Komentarze (1) »
czwartek, 11 marca 2010

Rosnąc na otwartych, zwykle suchych obszarach, trawy często padają ofiarą ognia. Pożary stepów i sawann, tam gdzie naturalne skupiska roślinne jeszcze się zachowały, zdarzają się często, niemal cyklicznie, z nadejściem pory suchej. Dla wielu roślin i zwierząt są to wydarzenia dramatyczne. Ale nie dla traw. W obliczu nieubłaganego żywiołu trawy zastosowały pewien trik ewolucyjny. Zamiast próbować walczyć z zagrożeniem, postarały się wyciągnąć z niego maksymalne korzyści. Źdźbła trawy, puste w środku, drewnieją wraz z dojrzewaniem i palą się od byle iskry: słomiany ogień to nie tylko przenośnia, to także opis pewnego istotnego zjawiska biologicznego. Równie łatwo płoną ich wysuszone liście i kłosy. Dojrzała trawa sprawia wrażenie rośliny przystosowanej do palenia się, podobnie jak przystosowana jest do obgryzania przez trawożerne zwierzęta.



Ogień trawiący bezkresne stepy przechodzi jednak szybko i nie jest zbyt gorący. Delikatna tkanka wzrostowa traw, ukryta tuż przy ziemi, wytrzymuje więc zwykle jego przejście, gotowa od razu po pożarze do podjęcia swej działalności. Dodatkowa obecność licznych nadziemnych lub podziemnych pędów płożących, którymi trawy rozmnażają się wegetatywnie, zwiększa ich odporność na wszelkiego rodzaju zagrożenia przychodzące z góry. Dlatego też choć stada zwierząt roślinożernych i trawiące stepy płomienie niszczą wszystkie niemal siewki drzew, krzewów i innych roślin, trawom nie szkodzą, uwalniając je przy okazji od konkurentów.



Nawiasem mówiąc istnieje także poza trawami grupa roślin, tzw.
pirofitów, w których życiu i przetrwaniu właśnie ogień odgrywa niebagatelną rolę. Ale o nich już innym razem...

12:51, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 marca 2010

Trawy są organizmami, których wielkim wynalazkiem ewolucyjnym było wymknięcie się z morderczego "wyścigu zbrojeń" przez niezwykły fortel. Zamiast za wszelką cenę unikać wszelkich możliwych konsumentów, trawy oparły swą strategię na zupełnie innej zasadzie: dać się zjeść i wyciągnąć z tego korzyści. Odnieść zwycięstwo dzięki swej słabości.



Trawy pojawiły się późno w ewolucji roślin. Ich szczątki kopalne pochodzą z połowy trzeciorzędu: sprzed niespełna 30 milionów lat. Są więc młodsze niż takie wielkie grupy roślin jak mchy, paprotniki, szpilkowe czy większość kwiatowych. Trawy osiągnęły jednak wkrótce niebywały sukces ewolucyjny: prerie Ameryki Północnej i pampasy Ameryki Południowej, stepy Eurazji i sawanny Afryki to olbrzymie obszary kuli ziemskiej, na których stanowią one dominujący, nieomal jedyny element roślinny. Co przesądziło o ich sukcesie? Kiedy kosimy trawnik kosiarką, trawa nie zamiera, a wręcz przeciwnie: właśnie wtedy rośnie najbujniej i jest najbardziej produktywna. Spróbujmy w podobny sposób potraktować inne rośliny, a ich ucięte pędy nigdy już się nie wyciągną, liście nie odrosną. Porządna pielęgnacja trawnika polega na jego częstym strzyżeniu, nie tylko dlatego, że to pomaga trawom, ale i dlatego, że przeszkadza wszystkim innym roślinom. W rezultacie trawy zostają same.



Oczywiście trawy nie przystosowały się do kosiarek, ręcznych czy mechanicznych, i nie im zawdzięczają swoje sukcesy. Lecz w tej roli człowiek zastąpił tylko olbrzymie rzesze trawożernych zwierząt, głównie ssaków, które od milionów lat obgryzały pędy i liście traw całego świata, przyczyniając się do ich sukcesu. Bez zwierząt trawożernych nie byłoby i traw, a w każdym razie stepów i wszystkich ich lokalnych odmian. A bez stepów, nawiasem mówiąc, nie byłoby i człowieka. Nasze losy i losy traw sprzęgły się nierozdzielnie.



Sukces traw polegał na zerwaniu z niemal wszystkimi tzw. trendami ewolucyjnymi, które zarysowały się w dziejach roślin. W czasach powszechnego wśród roślin kwiatowych uzależnienia od owadopylności trawy porzuciły ten sposób zapylania i wróciły do znacznie starszej ewolucyjnie wiatropylności. Trawy zredukowały do mininum swą morfologię: do prostego pędu i kilku długich, niczym się nie wyróżniających liści. Uprościły też swe korzenie, które stały się gęstwą niemal identycznych, nie zróżnicowanych odrostów. Ale największym zapewne wynalazkiem było odwrócenie "filozofii wzrostu". Zamiast rosnąć od czubka, trawy przyrastają od dołu. Co to oznacza?



Wzrost to złożony i skomplikowany proces. Rośliny rozwiązały ten problem wytwarzając wyspecjalizowane organy, tzw.
ośrodki wzrostu, w których komórki dzielą się intensywnie; inne organy zostały tych funkcji pozbawione: gdyby wszystkie komórki zachowały zdolność dzielenia się, organizm wkrótce utraciłby nad nimi kontrolę, jak ma to miejsce w przypadku komórek nowotworowych. U roślin wzrost odbywa się, mówiąc najogólniej, w górę (lub w dół w przypadku korzeni) oraz na boki i oba te rodzaje wzrostu mają swe własne ośrodki, zwane merystemami. Wzrost ku górze odbywa się w stożku (wierzchołku) wzrostu, położonym zazwyczaj na szczycie każdego pędu. Gdy ten szczyt odetniemy lub gdy odgryzie go zwierzę, pęd przestaje rosnąć: przynajmniej na długość. Otóż trawy przeniosły swój wierzchołek wzrostu do podstawy pędów i liści. Pędy traw, zwane źdźbłami, dodatkowo przyjęły budowę segmentową, z pustym wnętrzem, co umocniło niebywale ich strukturę, pozwalając rosnąć wysoko przy zachowaniu bardzo cienkiego przekroju. Gdy odetniemy wierzchołek pędu lub liścia trawy, trawa odrasta. Gdy obcinać będziemy często, trawa będzie odrastać szczególnie intensywnie. A zważywszy, że to obcinanie odbywa się w naturze zazwyczaj za pomocą zębów zwierząt trawożernych, uznać możemy, że trawa wyraźnie przystosowała się, by być zjadaną i że przybywa jej w miarę jedzenia. A to już nawiazuje wyraźnie do opowieści biblijnej, przytoczonej we wstępie cyklu.

01:24, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 01 marca 2010

Wróćmy jednak do naszego biblijnego przykładu. Czy istnieją na świecie takie organizmy lub ich części, których funkcją jest służenie innym organizmom za pokarm i które właśnie w tym celu powstały? Akacja jest zjadana przez żyrafę, ale akacja nie powstała po to, by służyć żyrtafom za pożywienie; robi wszak wszystko, by tego nieprzyjemnego losu uniknąć. Rozwija swe płaskie korony na wysokości kilku metrów, gałązki pokryte ma ostrymi cierniami i na dodatek "hoduje" symbiotyczne mrówki, kórych ukąszenie w obronie "własnego" drzewa dodatkowo odstrasza napastnika. Podobnie przeznaczeniem antylopy nie jest lwi żołądek: co do tego nie mamy żadnych wątpliwości. Również samiec modliszki, gdy kładzie swą głowę na ołtarzu miłości, to nie daje przecież swej partnerce części ciała, która stanowi jej naturalny pokarm. Samiec bez głowy lepiej spełnia swoje podstawowe powinności seksualne, lecz to nie znaczy, że głowę tę oddaje ochoczo: nie ma wątpliwości, że broni się przed tym rozpaczliwie. Ale na przykład owoce: te wszak nie bronią się przed zjedzeniem; przeciwnie, ich oczywistą funkcją jest zainteresowanie sobą owocożernego zwierzęcia. Ich barwa, smak, zapach, miąższ, wszystko to powstało po to właśnie, by zostać zauważonym i docenionym, by w konsekwencji znaleźć się wreszcie w żołądku tego, do którego wszystkie te zabiegi zostały skierowane.

O owocach zatem możemy powiedzieć, że służą innym; to samo powiedzieć możemy także o nektarze kwiatowym. Ale oczywiście nie jest to służba całkiem bezinteresowna. O ile "celem" miąższu rzeczywiście może być żołądek konsumenta, o tyle cel pestki, a raczej ukrytego w jej wnętrzu nasienia, jedynej naprawdę ważnej dla rośliny części owocu, jest zupełnie inny. Po przejściu całego przewodu pokarmowego zwierzącia znajdzie się w ziemi, gdzie zasilona odchodami, do których powstania i owoc się przyczynił, zakiełkuje nową rośliną. Ta zaś znów wyda owoce i znów ukryje w ich wnętrzu drogocenne pestki, a w nich swój największy skarb: zakodowaną w języku DNA instrukcję budowy nowej rośliny, nowych owoców i nowych pestek. Owoc nie powstał więc jako bezinteresowny posiłek dla zgłodniałych zwierząt. Jest raczej ceną, jaką płaci roślina za usługę, której sama wykonać nie potrafi. Ściślej rzecz ujmując ta "usługa" nie polega na przepuszczeniu ziarna przez przewód pokarmowy zwierzęcia: nowa roślina wyrośnie z owocu i bez tego, lecz na jego transporcie w możliwie najdalsze miejsce. Dyspersja jest bowiem jednym z najważniejszych mechanizmów w powszechnej "walce o byt" w naturze. Jednakże niekiedy z nasienia, które nie przeszło przez przewód pokarmowy zwierzęcia, nic nie wyrośnie. Na rodzinnym Maurytiusie wymarłego gołębia dodo znany jest przypadek drzewiastych roślin Calvaria major, których nasiona nie kiełkują od trzystu lat, czyli od momentu wymarcia dronta dodo. Zdaje się, że wiele jest na świecie drzew owocowych przystosowanych do zjadania przez zwierzęta, które już nie istnieją. Tak np. interpretuje się występowanie niektórych wielkich owoców dżungli amerykańskiej przystosowanych do zjadania przez wymarłe już naziemne leniwce. Nasiona C. major uzyskiwały zdolność do kiełkowania dopiero po przejściu przez układ pokarmowy dronta dodo: właśnie dlatego stwierdzono, że znaczny spadek liczebności tych drzew spowodowany jest wyginięciem ptaka. Teoria ta jednak została obalona, ponieważ C. major kiełkuje również po przejściu przez układ pokarmowy innych ptaków. Tak więc przyczyn spadku liczebności tej rośliny należy szukać gdzieś indziej.

00:03, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 lutego 2010

Jednym z największych cudów, jakiego dokonał Chrystus, było pomnożenie żywności. Chleba i ryb, podawanym jego uczniom i słuchających go tłumom, przybywało w miarę jedzenia. W podobnie cudowny sposób uratowani zostali Żydzi w czasie przejścia przez pustynię. Manna, która spadła z nieba, pozwoliła przertrwać niebezpieczny czas.
Były to jednak wydarzenia cudowne. W warunkach naturalnych jedzenie zwykle nie czeka na głodnego, nie przybywa go w czasie posiłku, o jego zasoby trzeba toczyć boje i nieraz przy tym ulegać silniejszemu. Obok partnera seksualnego i miejsca do życia, pożywienie jest właśnie najbardziej poszukiwanym dobrem, a jego niedobór jest potężnym czynnikiem premiującym "przeżywanie najstosowniejszego". Gdyby jedzenia zawsze było pod dostatkiem, ewolucja utraciłaby najsilniejszy mechanizm selekcji osobników. Życie jest sztuką radzenia sobie z niedostatkiem.

Żaden żywy organizm nie pragnie być zjedzonym przez inny, lecz przecież właśnie żywe organizmy są najpoważniejszym źródłem pożywienia w świecie. Tylko rośliny i bakterie potrafią produkować żywność z substancji nieorganicznych, lecz i one muszą często uzupełniać swą dietę produktami żywymi, a sposoby, jakich używają, by zwabić i zabić swe ofiary, zadziwiają wyrafinowaniem i precyzją.
Życie to stałe pożeranie jednych żywych organizmów przez inne i wszystko wskazuje na to, że całe to oszałamiające bogactwo przyrody, które obserwujemy, jest tylko pochodną tego zjawiska. Istniały kiedyś, w odległej erze prekambryjskiej, czyli wcześniej niż 530 milionów lat temu, kiedy lądy w ogóle jeszcze były jałowe, czasy, gdy bujne życie roślinne w morzach nie miało jeszcze żadnych naturalnych wrogów: zwierząt roślinożernych. Chodzi tutaj o sinice (cyjanobakterie), szczególnie bliskie bakteriom. Jeśli zalicza się je potocznie do roślin (glonów), to dlatego, że także mają chloroplasty, czyli ciałka zieleni (lub raczej: same są "ciałkami zieleni") i stosują fotosyntezę. Do dziś przetrwały z nich budowle wapienne przez nie tworzone:
stromatolity. Monotonia ówczesnych skupisk sinicowych zadziwia w świecie, który znamy dzisiaj. Co więcej, pierwsze "zwierzęta", jak się zdaje, także nie weszły jeszcze na drogę zabijania. Fauna ediakarańka, istniejąca przed 600 milionami lat na wszystkich kontynentach świata, składała się jeszcze zapewne z osobników samożywnych, jak rośliny pozbawionych otworów gębowych, przewodów pokarmowych i odbytów. Syntetyzowały one pożywienie na modłę roślin całą swą powierzchnią: dzięki ukrytym w ich ciałach symbiotycznym glonom i bakteriom.



Gwałt pojawił się na świecie później, gdy pojawiły się pierwsze osobniki pożerające inne żywe organizmy, i wtedy też w czasie tzw. eksplozji kambryjskiej (530 milionów lat temu) świat wkroczył na drogę wzajemnego zjadania się. Pojawili się napastnicy i ich ofiary, rajski ogród Ediacara (miejscowość w Australii, gdzie po raz pierwszy znaleziono pierwotnych przedstawicieli flory) ustąpił miejsca znanej dziś arenie walki i zapasów, a ewolucja uległa nagłemu przyspieszeniu. To, co dla nas jest kwintesencją życia, wyrafinowanie drapieżników w poszukiwaniu wciąż nowych sposobów chwytania ofiar oraz bezgraniczna pomysłowość ofiar w znajdowaniu wciąż skuteczniejszych metod unikania drapieżników, cały ów wedle obrazowego powiedzenia R. Dawkinsa i J. R. Krebsa nieustający "wyścig zbrojeń" w przyrodzie, jest tylko pochodną owego pierwotnego wynalazku zabijania, jaki zdarzył się gdzieś w płytkich i ciepłych wodach światowego oceanu przed niespełna 600 milionami lat. Trucizny produkowane przez rośliny i odtrutki wytwarzane przez zwierzęta, broń napastników i obrona ich ofiar, coraz doskonalsze zmysły i doskonalący się mózg, a nawet rosnąca świadomość siebie i świata - wszystko to są konsekwencje owego pierwszego Kainowego czynu: pierwszego w świecie zabójstwa, przy czym pożarcie rośliny również jest jak najbardziej zabójstwem. Świat jest w jakiejś mierze gladiatorską areną i nie jest to tylko metafora. Ta wizja rzeczywiście odkrywa pewną istotną prawdę o życiu i świecie. Tyle, że nie jest to prawda jedyna.

K. Darwin napisał kiedyś, że gdyby udało się znaleźć choćby jeden przypadek przystosowania nieegoistycznego, czyli takiego, które powstało dla dobra jakiegokolwiek "obcego" organizmu, gdyby więc można stwierdzić przejawy prawdziwego altruizmu w przyrodzie, wówczas jego teoria ległaby w gruzy. Darwinowski dobór naturalny jest wprawdzie bezwzględny, ale w ostatecznym rachunku przynosi zawsze korzyść podlegającym jego działaniu organizmom. Tysiące antylop, które giną w każdym pokoleniu ze strony lwów, są ceną, jaką płacą antylopy za powstanie jeszcze doskonalszych mechanizmów obrony przed lwami, tak jak wszystkie zagłodzone lwy są ceną za powstanie jeszcze sprawniejszych metod polowania na antylopy.


01:19, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 września 2009

Lotos to również legendarna roślina starożytności. Najpiękniej o niesłychanych właściwościach lotosu pisał Homer, przedstawiając historię Odyseusza i jego towarzyszy wracających spod Troi do rodzinnej Itaki. Zatrzymali się oni w drodze powrotnej na jednej z wysp Morza Śródziemnego. Była to mityczna kraina Lotofagów, czyli ludzi odżywiających się lotosem. Mieszkańcy wyspy okazali się przesadnie gościnni, co wydawało się podejrzane Odyseuszowi i jego towarzyszom, toteż nie dali się namówić do zjedzenia lotosu. Tylko dwóch żeglarzy dało się skusić na ten przysmak. Skutek był natychmiastowy. Już po pierwszym kęsie zapomnieli o ojczyźnie i rodzinach, odmówili powrotu do Itaki, chcąc na zawsze pozostać na szczęśliwej wyspie i spożywać lotos o prawdziwie niebiańskim smaku. Odyseusz musiał ich siłą wyrwać z rąk Lotofagów i przykuć łańcuchami do okrętów, aby nie mogli wrócić na lotosową wyspę.



Nie tylko starożytna Grecja snuła legendy o lotosie. Wizerunki tej świętej rośliny pojawiły się na świątyniach egipskich już ponad 3500 lat p.n.e. Sama bogini Izyda objawiła swoim wiernym wyznawcom nad Nilem, że nie tylko owoce, ale również i kłącza tej rośliny są prawdziwym przysmakiem. Nie wiadomo tylko dokładnie, o jaką roślinę chodziło, gdyż w Egipcie i pobliskich krajach lotosem bywają nazywane inne, pokrewne lotosowi orzechodajnemu gatunki, głównie białokwitnący grzybień lotosowy (Nymphaea lotus) i niebiesko kwitnący Nymphaea coerulea.



Największą jednak sławę zyskał lotos w Indiach. Zwrócono tam uwagę nie tylko na jego smak, ale także na piękno kwiatu, który stał się symbolem urody ciała kobiecego. Uważano, że dno kwiatu lotosu to kosmiczna "vagina", pyłek zaś znamionuje wieczne odradzanie się życia. Z lotosem też wiąże się następująca hinduska legenda. Oto bogini Kamadewa nieszczęśliwie zakochana w bogu Sziwie wystrzeliła do niego z łuku miłosną strzałę, raniąc go w lewy bok. Z rany Sziwy wypłynęło kilka kropli krwi, które spadły na rosnące u brzegów Gangesu kwiaty białych lilii wodnych i zamieniły je w kwiaty lotosu, szkarłatne jak krew, najpiękniejsze kwiaty świata. Opiewane są one przez wielu hinduskich poetów od czasów najdawniejszych do nam współczesnych. Również wizerunkom bogów Indii towarzyszy stale lotos. Jednemu służy za pożywienie, inny ma berło z lotosu, jeszcze inny tron z tych kwiatów.



W całej Azji kwiat lotosu od najdawniejszych czasów opiewany jest w niezliczonych poematach i hymnach religijnych. Uchodzi za miejsce narodzin bogów, symbol światłości, wiecznego życia, duchowego rozwoju, a także - jako się rzekło już wcześniej - symbol kobiecego piękna, jak np. w starojapońskim poemacie No: Ono-No-Komachi rozsiewała radość dookoła siebie, jej piękność lśniła jak kwiat. Wydawała się kwiatem lotosu płynącym po porannych falach. Kiedy czasem zasypiała w oszołomieniu, twarz jej lśniła na szerokim rękawie, jak spokojny obraz księżyca na wygwieżdżonym niebie...



Ponadto uważano wszystkie części lotosu, zwłaszcza kwiaty i orzeszki za łagodne afrodyzjaki i polecano je spożywać, jak najczęściej, kochankom. Niestety, nauka nie potwierdziła właściwości afrodyzyjnych lotosu. Ale ponieważ, jak wiemy, w sprawach miłości większe znaczenie ma nastawienie psychiczne niż obecność i działanie fizyczne nieokreślonej substancji, trzeba więc wierzyć w dalszym ciągu, że lotos miłości sprzyja... Szkoda zatem, że orzeszków lotosowych u nas nie ma. Czasami tylko w ogrodach botanicznych możemy podziwiać piękno kwitnącego lotosu. Wydarzenie takie miało miejsce dwa lata temu w Ogrodzie Botanicznym w Poznaniu, gdzie wysiano nasiona lotosu sprowadzone z okazu z ogrodu botanicznego Peradeniya ze Sri Lanki. Było to szczególne wydarzenie, ponieważ jednocześnie było pierwszym kwitnieniem lotosu w europejskiej hodowli.



Kult lotosu zapisany jest także w cierpieniu tysięcy kobiet. Otóż istniał dawny chiński obyczaj krępowania stóp kultywowany od około X do początków XX wieku. Polegał na bandażowaniu stóp dziewcząt, celem ich skrócenia i deformacji prowadzących do pożądanego efektu estetycznego. Krótkie stopy były w Chinach symbolem wytworności i zapewniały właścicielce dobre zamążpójście. Krępowanie miało także podtekst erotyczny. Po zagojeniu ran i zakończeniu procesu dojrzewania, najkrótsze stopy kobiet, zwane “złotym lotosem” miały 7-10 cm długości. Zwykle to matka doglądała krępowania stóp u córki, bo krótkie stopy były istotną kartą przetargową podczas swatania dziewczyny i umożliwiały awans społeczny. Im krótsze stopy - tym większy awans. Piękność wymaga cierpienia; każda para zabandażowanych stóp kosztuje wannę łez (chińskie przysłowie). Na całe szczęście w komunistycznych Chinach pod groźbą śmierci nakazano kobietom zrezygnować z krępowania.



Wspomnieć należałoby jeszcze, że istnieje też pozycja lotosu: Padamasana - stosowana przy medytacji, a znana już w starożytnych Indiach. Jest specyficznym rodzajem siadu skrzyżnego, w którym lewa stopa znajduje się na prawym udzie oraz prawa stopa na lewym udzie. Podeszwy stóp powinny być skierowane do góry, a kręgosłup i plecy wyprostowane. Pozycja Lotosu jest najbardziej prawidłową pozycją dla poszukujących oświecenia, stąd jej powszechność w Buddyzmie i Hinduizmie oraz Zen.
Nazwa pozycji lotosu znana jest także w sztuce erotycznej.

22:34, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Komentarze (1) »
środa, 08 lipca 2009

Morwa biała (Morus alba, ang.: White Mulberry) lub czarna (Morus nigra, ang.: Black Mulberry) są drzewiastymi gatunkami z rodziny morwowatych (Moraceae), pochodzącymi prawdopodobnie z centralnej Azji. W stanie naturalnym występują w lasach liściastych. W rodzinie morwowatych jadalnych owoców dostarczają także drzewa: chlebowe, bochenkowe i figowe. Morwy były znane od wieków w Indiach i Chinach. Już w starożytności drzewo morwowe było uprawiane także w obszarze śródziemnomorskim, przede wszystkim we Włoszech, gdzie jeszcze dziś spotyka się je dość często. Udaje się także w Europie Środkowej, lecz tylko na obszarach o łagodnej zimie. 
Zanim w krajach Europy Zachodniej czy Środkowej i w innych o zimniejszym klimacie upowszechniło się zaopatrzenie w owoce południowe przez okrągły rok, morwy zarówno czarne, jak i białe były bardzo cenione, gdyż dostarczały owoców niezwyczajnych, egzotycznych, a tym samym bardzo pożądanych. Sadzone więc były najczęściej w parkach dworskich i innych okalających reprezentacyjne siedziby. Również dzisiaj mogą być wręcz uważane za charakterystyczne drzewa dworków i rezydencji wiejskich czy plebanii lub klasztorów (najpiękniejszy okaz ponaddwustuletniej morwy znajduje się na terenie klasztornym w Roscoff w Bretanii).


Morwa czarna jest drzewem liściastym, z niską, często bardzo szeroką i rozłożystą koroną na krótkim pniu. Jej wysokość wynosi przeważnie tylko 8-12 m, co przy rozłożystej koronie sprawia, że drzewo jest znacznie szersze niż wyższe. Pień ma często pogięty lub skręcony lub nieco krzywo rosnący. Morwa biała dorasta do 15 metrów. Z początku morwy rosną bardzo szybko, po czym tempo wzrostu się spowalnia. Młode pędy po odcięciu wydzielają mleczny sok. Liście są szeroko owalne i sercowate, na brzegu karbowanopiłkowane lub nieco wrębne, z wierzchu szorstkie, owłosione, barwy intensywnie zielonej, od spodu jasnozielone, miękkie i puszyste, osadzone na pędzie skrętolegle. Charakterystyczna dla morw jest różnopostaciowość liści: na gałęziach tej samej korony drzewa morwowego można znaleźć listki niepodzielone i szerokojajowate lub podzielone z trzema albo siedmioma klapami, o nasadzie sercowatej lub zaokrąglonej. Kwiatki morwy pojawiają się w maju, są wiatropylne i rozdzielnopłciowe (rośliny jednopienne). Są niepozorne, białawe lub białoróżowe, zebrane w zwisające kłoski - bardziej wydłużone w kwiatostanach męskich i jajowate w żeńskich (u nie występującej w Polsce morwy czarnej kwiatostany męskie są wzniesione; morwa czarna kwitnie też nieco dłużej, od maja do czerwca). Owoce, dojrzewające w lipcu i sierpniu, to małe niełupki w postaci tzw. "pesteczek" obrośniętych mięsistymi okrywami okwiatu, przez co tworzy się owoc złożony - w botanice nazywany pozornym, gdyż rozwija się z okryw kwiatowych, a nie ze ścian zalążni słupka kwiatu. Złożone owoce morwy podobne są do identycznie zbudowanych owoców maliny czy jeżyny, tylko przeważnie są mniejsze (2-3 cm) i mają bardziej wydłużony kształt i różne zabarwienie. Owoce morwy czarnej są zabarwione ciemno, nieomal czarno. Są bardziej kwaskowate i aromatyczne, lecz drobniejsze, i ich miąższ jest bardziej suchy. Owoce morwy białej natomiast najczęściej są koloru białego lub różowego, rzadziej barwy czerwonej czy ciemnofioletowej. Dostarczane przez morwę białą owoce są duże i bardzo soczyste, ale też i bardzo słodkie.


Nieco kłopotliwy może okazać się zbiór owoców, jako że dojrzewają one nierównomiernie. Nie w pełni dojrzałe utrzymują się na gałązkach, podczas gdy całkowicie dojrzałe z łatwością opadają z drzewa. Dobrą metodą jest rozłożenie pod drzewem folii i codzienne zbieranie z niej opadniętych dojrzałych owoców. Jednak najlepsze owoce morwy są na krótko przed opadnięciem z drzewa, gdyż prawie do momentu dojrzałości mają nieco ostry, kwaskowaty smak; natomiast całkowicie dojrzałe są bardzo słodkie, aż mdłe. Przede wszystkim są uważane za przysmak dzieci, które bardzo lubią słodkie owoce. Dorośli nie są zazwyczaj aż takimi admiratorami owoców morwy i uważają je za zbyt mdłe i mało wyraziste w smaku. Spożywa się je przede wszystkim na surowo, albowiem są bardzo smaczne, soczyste i słodkie. Poza tym wytwarza się z nich różne przetwory, jak soki, syropy, dżemy, galaretki, marmolady, nadzienia cukierków i inne. Czasami się je kandyzuje lub suszy i mogą wówczas zastępować rodzynki w różnorodnych wypiekach cukierniczych, np. doskonale nadają się do keksów. Można je wykorzystywać także do innych ciast, tart, deserów, win i likierów. Najlepsze walory owocu deserowego ma morwa biała, natomiast owoce morwy czarnej lepiej nadają się do suszenia, kandyzowania i na przetwory. Ogólnie za najsmaczniejsze uchodzą owoce morw czarnej i czerwonej, owoce morwy białej są wyraźnie zbyt słodkie (mdłe).


W dojrzałych owocach morwy występuje 9-18, czasami nawet do 25% cukrów; około 1,5% połączeń azotowych: głównie białka; od 1,4 do 4% kwasów organicznych: przede wszystkim kwasu cytrynowego; oraz sporo soli mineralnych: głównie żelaza. Obecność dużej ilości łatwo przyswajalnego żelaza sprawia, że owoce morwy są w niektórych krajach uważane za bardzo dobry lek przeciwanemiczny dla wątłych, często chorujących dzieci.
Z innych składników morwy - w nasionach: "pesteczkach" znajduje się od 23 do 33% oleju tłustego, bogatego w nienasycone kwasy tłuszczowe, cenne dla naszego zdrowia. Poza tym we wszystkich częściach rośliny występują garbniki, których w drewnie jest aż 17-35%: są zatem wykorzystywane do garbowania skór, a w lecznictwie jako środki przeciwbiegunkowe. W liściach morwy stwierdzono obecność do 3% kauczuku, ponadto kwasów organicznych: cytrynowego, jabłkowego, szczawiowego, winowego, witamin: prowitamina A oraz niewielką ilość olejku eterycznego zbliżonego aromatem do olejku z liści herbacianych. Poza tym w liściach, a także i w drewnie morwy charakterystyczna jest duża zawartość barwników flawonoidowych (moryna), intensywnie barwiących tkaniny (jedwab, wełnę) na żółto lub pomarańczowo.


W chińskiej i tybetańskiej tradycyjnej medycynie wysoko są oceniane właściwości lecznicze morwy. Morwa biała, w tybetańskim lecznictwie nazywana dar-shing, używana jest przy stanach zapalnych tkanki kostnej i okołostawowej oraz w chorobach kobiecych, przy czym stosuje się drewno i owoce. W chińskiej medycynie korę z korzeni morwy przyjmuje się przy nadciśnieniu, cukrzycy, gorączce i kaszlu, a korę z pnia w chorobach serca, astmie oskrzelowej i bronchicie oraz jako środek moczopędny. Liście wykorzystuje się jako środek przeciwzapalny, zawierający pewne związki o aktywności hormonów wzrostowych. W Chinach tradycyjnie poi się herbatką z liści morwowych dzieci wątłe, słabo rosnące, którym zbyt długo nie wyrastają stałe zęby. Z owoców natomiast wytwarza się syrop polecany w chorobach żołądkowych, zaparciach i kolkach.


Morwa to drzewo o wielostronnym zastosowaniu. Drewno morwy, złotawożółte z brunatną twardzielą, dość twarde, o wysokiej wartości mechanicznej, dobrze się wytacza i poleruje, toteż służy do wyrobu galanterii drzewnej, instrumentów muzycznych i mebli: zwłaszcza niewielkich mebelków artystycznie wykonanych i zdobionych, jak komódki, sekretarzyki itp. Gibkie i twarde, odporne na złamanie gałązki morwy stanowią najlepsze podpórki dla krzewu winorośli. Z młodych jednorocznych gałązek można wyplatać, jak z wikliny, kosze i inne przedmioty. Z gałązek można też otrzymać bardzo mocne, odporne na zerwanie włókna, z których niekiedy tka się grube tkaniny o dużej trwałości.
Drewno morwowe dostarcza też dobrego surowca dla przemysłu celulozowo-papierniczego, a z kory morwowej Chińczycy już w IX wieku zaczęli wytwarzać pierwsze na świecie papierowe pieniądze - banknoty. Przepis na ich wytwarzanie do Europy przywiózł w XIII wieku sławny wenecki podróżnik Marco Polo. Radził on, aby brać korę z drzew morwy i nasyciwszy klejem, zlepiać kilka kawałków, po czym rozgniatać i wałkować, aż powstaną arkusze podobne do papieru, niezwykle mocne, lecz całkiem czarne. Można je odbarwiać lub nie i tylko wykrawać z nich różnorodne, mniejsze lub większe, kwadratowe czy prostokątne kawałki i nadawać im umowną wartość.
Liście wykorzystuje się również do parzenia herbaty, produkcji środków wspomagających odchudzanie czy preparatów stabilizujących poziom cukru, trójglicerydów i cholesterolu we krwi. Badania wykazały, że liście morwy hamują działanie enzymów odpowiedzialnych za trawienie węglowodanów.
Owoce morwy lubią także pszczoły i wysysając z nich sok przetwarzają je na świetny miód. Pszczołom morwa dostarcza także bardzo dużo pyłku zużywanego do tworzenia piegży: cenionego surowca w kosmetyce i niektórych lekach, zwłaszcza geriatrycznych.


Morwa czarna uprawiana jest w Europie południowej oraz w Ameryce Północnej w regionach o łagodnym klimacie. W Polsce nie występuje. Jedynym gatunkiem morwy występującym u nas jest morwa biała. Jednak ze względu na różną barwę jej owoców, czasami morwa biała mylnie brana jest za morwę czarną lub czerwoną. Morwę można uprawiać na żyznych glebach, w miejscach osłoniętych od wiatru i dobrze nasłonecznionych. Mogą to być pojedyncze drzewa lub plantacje czy sadzone szpalerowo żywopłoty. Morwa świetnie się nadaje na gęste żywopłoty i mogą być one prowadzone wokół szkół czy poszczególnych zabudowań gospodarskich. Będą przy tym dostarczać liści, które są głównym pokarmem jedwabnika: morwa rośnie u nas bardzo dobrze, w szybkim czasie dostarczając mnóstwa liści (m. biała ma ich więcej niż czarna), których ciągłe zrywanie wcale nie osłabia drzewa. Dostarczać mogą także smacznych owoców albo być sadzone jako drzewa ozdobne, np. płacząca odmiana morwy białej 'Pendula'.

Morwy można rozmnażać z nasion, przy czym doradza się taki sposób hodowli, ponieważ rośliny rozmnażane z siewek są zwykle zdrowsze. W praktyce jednak rozmnaża się je najczęściej z sadzonek zdrewniałych, które łatwo się ukorzeniają, natomiast odmiany ozdobne rozmnaża się przez szczepienie.


Natomiast w Ameryce Południowej uprawia się morwę czerwoną (Morus rubra), dostarczającą dużych i bardzo smacznych owoców. Smak owoców morwy czerwonej jest pośredni między smakami owoców morw czarnej i białej, a ponadto obfituje ona w barwniki antocyjanowe o właściwościach leczniczych (przeciwmiażdżycowych).


00:07, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Komentarze (12) »
środa, 06 maja 2009

 Fuchsia procumbens 'Variegata'.

Dziś fuksja to przede wszystkim atrakcyjna roślina ozdobna, jednak w Ameryce znana i uprawiana była już przez indiańskie ludy Majów i Inków. Posiadała pewne znaczenie ekonomiczne i kulturowe, uprawiano ją zarówno dla pięknych kwiatów, jak i dla słodkich, jadalnych owoców (była to F. boliviana). Natomiast Maorysi, rdzenna ludność Nowej Zelandii, do celów medycznych wykorzystywali F. excorticata. To powszechnie występujące tam drzewo, zwane kotukutuku lub kohutuhuku, dorastające do 10 m wysokości, ma drobne kwiaty, które wytwarzają niebieski pyłek używany przez maoryskie kobiety do malowania twarzy. Drewno natomiast doskonale nadaje się do rzeźbienia. Ten gatunek fuksji ma również smaczne, purpurowe jagody, które łatwo kupić na miejscowych straganach pod nazwą konini. Do dziś pewne gatunki wykorzystuje się jako drzewa lub krzewy owocowe. Fuchsia boliviana ma słodkie, purpurowe owoce o łagodnych właściwościach narkotycznych. Inkowie uważali tę roślinę za świętą, uprawiali i wykorzystywali do celów rytualnych. W wielu tropikalnych rejonach uprawia się tę fuksję do dziś.  

Fuchsia triphylla.

 

Fuchsia denticulata.

Pomimo istnienia ponad 120 botanicznych gatunków fuksji, w mieszkaniach i ogrodach uprawianych jest z nich zaledwie kilka. Natomiast powszechnie uprawiane odmiany ogrodowe powstały w wyniku hodowlanego krzyżowania różnych gatunków i noszą wspólną nazwę fuksji mieszańcowej (Fuchsia x hybrida).
Spośród gatunków najczęściej uprawia się Fuchsia magellanica, F. paniculata, F. procumbens, F. regia, F. triphylla. Dla zdecydowanej większości z nich naturalnym terenem występowania jest Ameryka Środkowa i Południowa; cztery gatunki porastają Nową Zelandię – 4 gatunki: F. procumbens (gatunek płożący), F. excorticata (małe drzewo), F. perscandens (krzew), F. × colensoi (naturalny mieszaniec F. excorticata × F. perscandens) oraz jeden występuje na Tahiti: F. cyrtandroides.

Fuchsia campos-portoi.

Fuchsia boliviana.

Większość z nich występuje w cieplejszych rejonach obu Ameryk — od Meksyku po Patagonię. Rosną tam w górach, w próchniczym, lekko kwaśnym podłożu, w klimacie o umiarkowanej temperaturze, z dość częstymi deszczami, najczęściej na cienistych stanowiskach. Fuksje to drzewa o 8–10 m wysokości (F. arborescens, F. exocorticata) lub krzewy poszycia leśnego (w tym płożąca F. procumbens), ale zdarzają się także liany wspinające się na wysokość do 6 m (F. regia). Gatunki pochodzące z rejonów odległych od równika są roślinami dnia długiego, a te z okolic bliskich równika fotoperiodycznie obojętne. Do tych ostatnich należy pierwsza z odkrytych na Karaibach fuksji — F. triphylla. Piękne mieszańce tego gatunku mają większe wymagania cieplne niż przeważająca część odmian fuksji, mogą więc kwitnąć także zimą, w pomieszczeniach. Z wyjątkiem F. magellanica, pochodzącej z chłodniejszych okolic, bo z Gór Magellana na południu Chile i Falklandów, chyba żaden inny gatunek nie przezimuje u nas w ogrodzie. Pewne mieszańce, do których hodowli wykorzystano wspomnianą F. magellanica, tolerują jesienne przymrozki do –5°C. 

Fuchsia arborescens.

 

Fuchsia microphylla.

Mało prawdopodobne jest wyhodowanie zupełnie niewrażliwych na mróz odmian fuksji, ale możliwe wydaje się otrzymanie mieszańców o takiej przynajmniej odporności, jak u F. magellanica i jej odmian: 'Riccartonii' to zgrabny krzew o prostych pędach i silnym wzroście oraz niedużych czerwono-fioletowych kwiatach, 'Conica' o stożkowatej formie, a także 'Discolor', 'Versicolor' (obie o pstrych liściach). Kwiaty wszystkich tych odmian są małe o czerwonym kielichu i purpurowych płatkach. Różnią się formą wzrostu. Podobne właściwości, według źródeł brytyjskich, mają odmiany uprawne odmian botanicznych F. magellanica var. gracilis: 'Aurea' o żółtych liściach, 'Variegata' o kremowożółto obrzeżonych liściach i płatkach kwiatów oraz F. magellanica var. molinae 'Sharpitor' o wolnym wzroście, żółto obrzeżonych liściach i drobnych, różowych kwiatach. Cała część nadziemna tego gatunku każdej zimy przemarza, lecz karpy korzeniowe pod lekkim przykryciem nie giną i wiosną wyrastają z nich nowe pędy. Latem, szczególnie obficie w jego drugiej połowie, odmiany F. magellanica pokrywają się setkami drobnych kwiatów. Potem tworzą się soczyste, purpurowo fioletowe jagody (jadalne, ale o słodko-mdłym smaku). Najpiękniej wyglądają w końcu sierpnia i we wrześniu, a lekkie jesienne przymrozki nie uszkadzają kwiatów. Giną dopiero przy kilku stopniach mrozu. Oferowane przez brytyjskie szkółki fuksje "odporne" (hardy) na mrozy należy traktować jako względnie odporne. Mimo łagodniejszego klimatu Wysp Brytyjskich, cała część nadziemna tam też marznie zimą. By ochronić jak największą część roślin przed niską temperaturą, zaleca się sadzić te "odporne" gatunki i odmiany w miskowatych dołkach głębokości 8–10 cm. Przed nastaniem silniejszych mrozów wypełnia się je jakimś sypkim materiałem izolacyjnym (torf, liście, kora, trociny), potem ścina się zmarzniętą część pędów, a następnie okrywa gałęziami drzew iglastych, badylami czy słomą. 

Fuchsia magellanica

 

Odmiana fuksji magellańskiej 'Ricertonii'.

 

Fuchsia magellanica var. gracilis 'Aurea'.

00:14, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 kwietnia 2009

 Kokorycz lakolistna - charakterystyka.

 

Kokorycz lakolistna (kokorycz paprociowa, Corydalis cheilanthifolia) tworzy kępy lancetowatych liści o długości do 30 cm. Liście są głęboko powcinane i kształtem przypominają liście paproci. Mają jasne, często niebieskozielone zabarwienie, młode brązowo nabiegłe, a u roślin rosnących w miejscach bardziej nasłonecznionych dojrzałe liście zabarwiają się na kolor brązowy. Liście pozostają dekoracyjne przez cały sezon wegetacyjny, a rejonach o łagodniejszych zimach są zimozielone. Dorasta do 40 cm. W maju spośród liści wyrastają długie pędy kwiatostanowe, na których w górnej części rozwijają się malutkie listki. W kącie każdego listka pojawia się pąk kwiatowy. Kwiaty są jasnożółte, z ostrogą zagiętą ku górze. Rośliny kwitną do końca czerwca. Pojedyncze pędy kwiatostanowe pojawiają się do wystąpienia silniejszych mrozów. Preferuje stanowiska z glebą próchniczą i wilgotną. Najlepiej czuje się wśród butwiejących korzeni, głazów, w cieniu drzew i krzewów. W takich warunkach rozsiewa się sama i najlepiej rośnie nieprzesadzana. Zbyt gęste wschody należy przerywać. Starsze rośliny są mniej żywotne i przeważnie zimą zamierają. Ta urocza roślina z uwagi na drobną fakturę liści stanowi doskonały kontrast dla innych bylin cieniolubnych o liściach dużych takich, jak bergenia lub funkia. Kokorycz lakolistna pochodzi z Chin.
 Kokorycz lakolistna.

 


Kokorycz kaszmirska (Corydalis cashmeriana) jest gatunkiem himalajskim bardziej wymagającym w uprawie. Jednak wynagradza to pięknymi błękitnymi kwiatami. Mają one długą ostrogę, której koniec jest lekko zagięty w dół. Rozwijają się od kwietnia do maja. Liście kokoryczy kaszmirskiej są bardzo mocno podzielone na wąskie, lancetowate fragmenty. Pokryte są woskowym nalotem. Po kwitnieniu nadziemne części roślin zamierają. 

Kokorycz kaszmirska - charakterystyka.

 

Kokorycz pogięta.

 

 

Kokorycz pogięta - charakterystyka.


Z uprawianych jako rośliny ozdobne gatunków błękitne kwiaty ma również rzadko spotykana kokorycz pogięta (Corydalis flexuosa). Ten rzadko spotykany, bardzo cenny i zarazem piękny gatunek kokoryczy, dorasta do 20-30 cm. Jasnozielone, pięknie powycinane, delikatne, podobne do paproci listki są ozdobne przez cały sezon wegetacyjny. Odznacza się wspaniałymi, przyjemnie pachnącymi, podłużnymi kwiatami o niebieskiej barwie z białym wnętrzem. Pojawiają się one na roślinie wczesnym latem (V-VII). Lubi być sadzona w grupach, np. z innymi kokoryczami. Doskonale nadaje się na ocienione skalniaki, wielogatunkowe rabaty i do ogrodów naturalistycznych. Jest jedną z nielicznych roślin wydających kwiaty tak pięknej barwy. Bywa w ofertach firm ogrodniczych w cenie około 11,- zł za młodą roślinę.

 

 

Corydalis ambigua (zdjęcie-charakterystyka w notce ogólnej o rodzaju: tutaj; tamże także dokładniejszy ogólny  opis uprawy) pochodzi z rosyjskiego Dalekiego Wschodu: Sachalinu, Wysp Kurylskich, Kamczatki, wybrzeża Morza Ochockiego, północnej Japonii, Chin, Korei. Rośnie tam w lasach, na łąkach, nad brzegami strumieni. Jest zmiennym gatunkiem, lecz jakim by nie była zawsze stanowi jedną z bardziej uroczych wiosennych bylin. Z podziemnej, spłaszczonej bulwy mierzącej 1,5-3 cm średnicy wyrastają 2-3, wysokie do 10-20 cm pędy. Pędy kwiatostanowe wyrastają ponad liście. Liście trzykrotnie trójdzielne, niebieskawe, małe; u podgatunku C. a. var. rotundiloba końce listków są zaokrąglone. Jak wiele azjatyckich gatunków, tak i ten wydaje kwiaty o niebieskiej (błękitnofioletowej) barwie. Skupione są one w luźnych gronach, liczących od 4-12 kwiatków z długą ostrogą i płytko wcinanymi zewnętrznymi płatkami. Pojedynczy kwiatek jest wąski, 1,5-2 cm długości. Zakwita w kwietniu. Gatunek jest niewymagający i w pełni mrozoodporny. Jak wszystkie kokorycze preferuje stanowisko półcieniste do cienistego, na przeciętnej glebie, umiarkowanie wilgotnej do mokrej, przepuszczalnej, próchnicznej, lecz dość lekkiej (np. liściowej). Rozmnaża się ja z siewu nasion tuż po zbiorze. Nadaje się do cienistych ogrodów skalnych, naturalistycznych, jako runo pod liściastymi krzewami i drzewami. Uprawiana przez kolekcjonerów. Używana w tradycyjnej chińskiej medycynie ze względu na zawarte w bulwie alkaloidy.

 

Portrety innych gatunków:

 Kokorycz wzniesiona (Corydalis elata) - charakterystyka.

 

Kokorycz wieczniezielona (Corydalis sempervirens) - charakterystyka.

  

Kokorycz syberyjska (kokorycz szlachetna, Corydalis nobilis) - charakterystyka. 

 

02:38, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4