Ogrody natury...
Zakładki:
01. LEKTURA PRZY MUZYCE TYiJA
A rośliny są żywymi, oddychającymi i porozumiewającymi się istotami, wyposażonymi w osobowość i atrybuty duszy.darmowy hosting obrazków
AMARYLKOWATE (AMARYLLIDACEAE)
CHOROBY I SZKODNIKI
HIGIENA
KONTAKT
MAŁA ARCHITEKTURA
NA SKRÓTY
PRZYPISY
ROZMNAŻANIE ROŚLIN
darmowy hosting obrazków
UWAGA: TRUJĄ!...
WŁASNY PROJEKT OGRODU
WYBRAŃCY ! GWIAZDA PRAWDZIWA
Z wyjątkiem Afrodyty, nie istnieje na tym świecie nic piękniejszego niż kwiat i nic bardziej niezbędnego niż roślina.darmowy hosting obrazków
KWIATEK DLA FINETKI 2 (Custom) blogi ! TAWUŁKA NA BLOGA AKSAMITKA NA BLOGA 3 konkurs ! KASZTANOWIEC NA BLOGA

http://www.cyklamen.blox.pl
środa, 05 sierpnia 2009

Popularna rodzina kapustowatych (Brassicaceae) obfituje w 3500 gatunków. Dawniej nosiła ona nazwę krzyżowych (Cruciferae) ze względu na charakterystyczną budowę kwiatów o czterech płatkach ustawionych w formie krzyża. Rodzina ta obfituje w gatunki uprawne, zarówno użytkowe, jak i ozdobne. Spośród tych ostatnich bardzo popularnym jest m.in. rodzaj smagliczka (Alyssum). Nazwa rośliny pochodzi od łacińskiego słowa lyssa: wścieklizna, ponieważ smagliczka była niegdyś stosowana w leczeniu tej choroby. Rodzaj ten obejmuje około setkę gatunków pochodzących ze Starego Świata: Europy, Azji i Afryki Północnej. W rodzimej florze Polski występują: smagliczka drobna (s. stepowa, A. turkestanicum, A. desertorum), smagliczka kielichowata (A. alyssoides, A. calycinum), smagliczka pagórkowa (s. piaskowa, A. montanum) oraz również powszechnie uprawiana bylinowa smagliczka skalna (s. Arduina, A. saxatile, A. arduini), pochodząca z Europy Środkowej i Azji Mniejszej, w Polsce dziko rosnąca wyłącznie w Pieninach, gdzie jest rośliną pospolitą; a także będące zawleczonymi efemerofitami smagliczka srebrzysta (A. argenteum) i Alyssum linifolium.

Jednoroczna smagliczka nadmorska (lobularia nadmorska, ang.: Sweet Alyssum, Sweet Alison, Alyssum maritimum, synonimy: Lobularia maritima, Alyssum odoratum, Draba maritima, Koniga maritima) pochodzi z rejonu śródziemnomorskiego. Jej pierwotne formy botaniczne są bardzo zróżnicowane. Osiągają wysokość 15-45 cm, tworząc gęste, płaskie kobierce. Na silnie rozgałęzionych, częściowo płożących się, a częściowo wzniesionych pędach osadzone są drobne, wąskolancetowate, nieco owłosione liście szczelnie zasłonięte przez dużą liczbę bardzo drobnych, silnie miodowo pachnących i miododajnych, białych kwiatów. Zakwitają one stopniowo, a okres kwitnienia rozciąga się od wiosny do pierwszych przymrozków (początek kwitnienia w zależności od terminu siewu, V-X). Zebrane są w długie, groniaste kwiatostany. W uprawie znajdują się dwie odmiany botaniczne: Alyssum maritimum var. benthamii compactum, o wysokości 12-15 cm i A. m. var. benthamii procumbens, o wysokości 8-10 cm, niekiedy zaledwie 5 cm ('Royal', 'Carpet', 'Königsteppich'). Kwiaty w zależności od odmiany hodowlanej mogą być białe, różowe, purpurowe czy niebieskofioletowe, czasem dwubarwne. Uprawiane z rozsady zakwitają już na początku maja.

Najczęściej jednak smagliczkę nadmorską wysiewa się wprost na miejsca stałe do gruntu w kwietniu-maju, w rzędach co 20 cm, a w rzędzie przerywa pozostawiając rośliny w odstępach 5 cm. Wyrwane siewki można posadzić w innym miejscu. Nasiona zachowują zdolność kiełkowania do 3 lat, w jednym gramie mieści się ich 2000-2900, na obsianie 10 m² potrzeba 5-6 gramów nasion, które kiełkują po 7-9 dniach. Nasiona możemy wysiewać bezpośrednio do gruntu lub przygotowywać sadzonki. Przygotowując rozsadę rośliny wysiewamy do zimnego inspektu w marcu. Niekiedy można kupić zakwitającą rozsadę smagliczki. Na rabacie sadzimy rozsadę w maju w rozstawie 20-30 cm. Rośnie na każdej glebie, na nasłonecznionym i ciepłym stanowisku. Lepiej, jeśli podłoże jest lekko wilgotne, przepuszczalne i wapienne. W podłożu zbyt zasobnym rośliny jednak nie są tak gęste i zwarte, wyglądają wówczas o wiele mniej efektownie. W czasie suszy wymaga regularnego podlewania. Poza tym pielęgnowanie nie stwarza żadnych problemów. Jeżeli chcemy, żeby rośliny długo kwitły, można przyciąć je latem w połowie ich wysokości. Wówczas z pewnością będą obsypane kwiatami aż do zimy.

Najczęściej stosowane są na obwódki rabat, do skalniaków i obsadzania murków kwiatowych oraz skrzynek i pojemników. Doskonale wyglądają w różnych kompozycjach.

06:31, ksanthos_trelos , Ozdobne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 sierpnia 2009

Właściwie istnieje bardzo wiele roślin uprawianych jako warzywa czy rośliny owocowe, które mają także swoje odmiany typowo ozdobne: dynia, fasola, batat, jabłoń... Zwykle wtedy przy opisie rośliny wspominam i o takim ich zastosowaniu. Dziś dla odmiany nie będzie szczegółowego opisu rośliny, lecz jedynie wzmianka o jej formie ozdobnej. A mowa tutaj o... truskawce.

Na początek należałoby jednak zadać sobie pytanie: truskawka czy poziomka? Tak naprawdę jednak trudno odpowiedzieć na to pytanie, gdyż obie rośliny są ze sobą bardzo blisko spokrewnione. W polskich lasach często spotyka się poziomkę pospolitą (Fragaria vesca) o białych kwiatach; niekiedy także uprawianą. Z truskawką to jest tak, że w zasadzie z botanicznego punktu widzenia również i ona jest poziomką... Na próżno jednak szukalibyśmy jej dzikiego przodka w lasach polskich czy innych. W przypadku roślin nie występujących w naturze zawsze istnieją dwie możliwe przyczyny takiego stanu: albo roślina w warunkach naturalnych wyginęła, albo jest sztucznym tworem wyhodowanym przez człowieka. W przypadku dobrze nam znanej truskawki ma miejsce ta druga opcja. Truskawka, nosząca smakowitą botaniczną nazwę poziomki ananasowej lub po prostu poziomki truskawki czy poziomki wielkoowocowej (Fragaria ananasa, Rosaceae), powstała w wyniku skrzyżowania dwóch gatunków pochodzących z Ameryki: poziomki chilijskiej (F. chiloensis) i różowo kwitnącej poziomki wirginijskiej (F. virginiana). Krzyżówki tej był się dopuścił w Europie niejaki Duchesne w 1712 roku. Nawiasem mówiąc jego nazwisko nosi także żółto kwitnąca i o niejadalnych raczej owocach poziomkówka indyjska (Duchesnea indica), niekiedy uprawiana jako doniczkowa lub ogrodowa roślina ozdobna. Wyświadczył nam Duchesne przysługę tworząc jeden z najpopularniejszych owoców, uprawianych w niemal każdym ogródku. Osobiście należę do tych nielicznych wyjątków, które nie podzielają truskowkawego szaleństwa...

Jak truskawka wygląda wie każdy i nie ma co się rozwodzić nad jej opisem; każdy też wie, że zdecydowana większość odmian zakwita wczesną wiosną, tworząc zwieszające się, niewielkie, białe kwiatki. Natomiast kwiaty odmiany 'Pink Panda' są różowe, w momencie gdy rozkwitają nawet czerwonoróżowe i zawsze wzniesione ku górze. Pojawiają się na roślinie w maju, a kolejne rozwijają się przez całe lato, aż do nadejścia mrozów. Jej owoce są kuliste, nieco mniejsze od zwykłych truskawek, lecz zdecydowanie większe od poziomek ogrodowych, ciemnoczerwone i bardzo aromatyczne. Jednak 'Różowa Panda' jest przede wszystkim wspaniałą rośliną ozdobną o różnorodnym zastosowaniu, a jej owoce są tylko miłym, choć drobnym podarunkiem od natury. Oprócz dekoracyjnych kwiatów 'Pink Panda' ma także dekoracyjne liście: z wierzchu lekko połyskujące, ciemnozielone, od spodu zaś jasne, osadzone na krótkich ogonkach. Liście te mogą przetrwać zimę, wszak pod warunkiem, że okrywa je śnieg. Roślina tworzy mnóstwo rozłogów, na których pojawiają się nowe rozetki liści, niekiedy już wydające kwiaty zanim rozwiną się ich korzenie.

Roślina szybko się rozrasta, równomiernie okrywając powierzchnię gruntu. Warto ją zatem sadzić wszędzie tam, gdzie pozostają wolne miejsca, np. między krzewami lub większymi bylinami. Ponieważ 'Pink Panda' zakwita dopiero w maju, między rozetkami jej liści można zasadzić rośliny cebulowe, kwitnące wczesną wiosną. Odmiany tej nie należy uprawiać w miejscach bardzo zacienionych, ponieważ wtedy rośliny słabiej kwitną, a odstępy między rozetkami na rozłogach są dłuższe. Można ją natomiast sadzić także w donicach, skrzynkach balkonowych, wiszących koszykach. Choć w uprawie gruntowej jest to bylina zimotrwała, w pojemniku ma niewielką szansę na przetrwanie zimy. Dlatego jesienią warto przesadzić rośliny do gruntu. Na zimę trzeba je okryć suchymi liśćmi lub jedliną dla zabezpieczenia przed mrozem, a także przed znacznymi wahaniami temperatury. Wczesną wiosną delikatnie odrywamy ukorzenione rozetki od roślin matecznych i sadzimy w doniczkach. Im wcześniej to zrobimy, tym okazalsze rośliny ozdobią nasz taras czy balkon.

Odmiana 'Pink Panda' prawdopodobnie pochodzi od poziomki wirginijskiej, ale dokładna historia jej "narodzin" pozostaje tajemnicą hodowcy.

01:04, ksanthos_trelos , Ozdobne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 sierpnia 2009

W upalny, letni dzień pachnąca łąka, pełna kolorowych motyli i grających świerszczy, kusi, aby się położyć na chłodnej trawie. Może się jednak zdarzyć, że po takim miłym relaksie spotka nas przykra niespodzianka. Wkrótce w tych miejscach, których nie osłaniało ubranie pojawiają się przebarwienia o kształcie liści i łodyg różnych roślin. Zmiany te, utrzymujące się niekiedy przez kilka tygodni, a nawet miesięcy, są często trudne do wyleczenia.

Niektóre rośliny zawierają w swych tkankach związki chemiczne, uwrażliwiające naszą skórę na działanie promieni słonecznych, a konkretnie: ultrafioletowych. Szkodliwe substancje mogą się znajdować we włoskach pokrywających liść lub w tkankach głębiej położonych - wówczas przenoszą się na skórę człowieka po złamaniu albo zranieniu rośliny. Jeśli przez pewien czas ciało styka się z tymi substancjami, a później jest wystawione na słońce, u niektórych osób powstaje odczyn fototoksyczny, objawiający się zaczerwienieniem i swędzeniem naskórka lub jego zbrązowieniem albo też pojawieniem się pęcherzy. U osób szczególnie wrażliwych może dodatkowo wystąpić odczyn alergiczny: zmiany skórne tworzą się również na zakrytych częściach ciała. Jeśli zauważymy u siebie opisane wyżej objawy, nie wystawiajmy chorych miejsc na słońce i najlepiej udajmy się do lekarza.

Powodem powstania odczynów fototoksycznych są związki kumarynowe: hydroksykumaryny i furanokumaryny, zawarte w roślinach zaliczanych do rodzin: selerowatych, bobowatych, rutowatych, marzanowatych, kasztanowcowatych, psiankowatych, astrowatych, oliwkowatych oraz do traw. Ich przedstawicielami są m.in.: krwawnik pospolity, pasternak zwyczajny, barszcz zwyczajny, dzięgiel leśny, a także rośliny pochodzące z cieplejszych krajów a uprawiane często w ogrodach: ruta zwyczajna, arcydzięgiel litwor, dyptam jesionolistny, barszcz olbrzymi. Ostatni z wymienionych gatunków stał się głównym bohaterem artykułów publikowanych parę lat temu w wielu gazetach. Barszcz olbrzymi nie ma oczywiście aż tak demonicznych cech, jakie mu wówczas przypisywano, jednak musimy na niego bardzo uważać, gdyż u wrażliwych osób może wywołać silne uczulenie, zwłaszcza podczas upału: na słońcu związki kumarynowe wydzielają się w większych ilościach. Niewykluczone, że działanie fototoksyczne wykazują jeszcze inne gatunki, dotychczas dokładnie nie przebadane.

Pamiętajmy także o tym, że skóra staje się bardziej podatna na oparzenia słoneczne pod wpływem stosowania niektórych leków i ziół. Wystrzegajmy się zatem słońca, jesli zażywamy np. sulfonamidy albo antybiotyki, a także gdy pijemy napar z dziurawca, krwawnika, melisy czy rumianku. Dermatolodzy zalecają, aby latem ograniczyć stosowanie kosmetyków, ponieważ w skład wielu z nich wchodzą substancje zwiększające wrażliwość skóry na światło: np. olejek bergamotowy.

Właściwości fotouczulające niektórych substancji roślinnych są tak silne, że wykorzystuje się je w leczeniu bielactwa: choroby objawiającej się zanikiem pigmentu. Najbardziej znanym naturalnym lekiem jest sok z dziurawca.

***

Notka dodana do cyklu o roślinach trujących.

sobota, 01 sierpnia 2009

Historia ogrodów jest bogata, lecz opiera się głównie na historii ogrodów rezydencjonalnych (właścicieli ziemskich, ogrodów przyklasztornych). Trudniej jest znaleźć historyczne dane o początkach przydomowych ogrodów chłopskich na wsiach. Nie mają trwałych elementów, które by się zachowały, więc łatwo ulegały zatarciu. Nawet dawne ryciny, szkice, obrazy też przedstawiają głównie ogrody szlacheckie, przykościelne, rzadziej przydomowe ogrody chłopskie. Niewiele jest źródeł pisanych; większość bowiem wiadomości o tych sprawach, w bardzo dawnych czasach przekazywana była ustnie. Informacje znajdujemy jedynie w pracach dotyczących historii wsi, gospodarstw wiejskich, roślinność bowiem towarzyszyła zagrodzie już od momentu jej powstania.

Jak dowiadujemy się z prac B. Baranowskiego, za pierwsze ogrody chłopskie uważać można powierzchnie przydzielone w XIII wieku bezrolnym chłopom, jako ważne źródło ich wyżywienia. Uprawiano wówczas kapustę, rzepę, ale również chmiel (w XIII w. owoce chmielu oddawane były jako danina, a raczej dziesięcina kościelna), a później także proso, len, zboża. W tym też okresie na każdym siedlisku chłopskim, a także na miedzach, sadzono drzewa owocowe, głównie jabłonie i grusze. Dalsze rozszerzenie zakresu uprawianych roślin następuje w XVI wieku, kiedy do Polski przenikają wpływy ogrodnictwa włoskiego. Przez lata całe ogród chłopski miał głównie znaczenie użytkowe. Ogród, czy tylko jego fragment, który można by określić jako ozdobny, pojawia się pod koniec XVII i na początku XVIII wieku. Nastąpiło to pod wpływem wielkiego rozwoju w tym czasie ogrodów przy dworach, rezydencjach magnackich i przy posiadłościach dostojników kościelnych. Duże znaczenie miało także uwłaszczenie; przydzielone zabudowania ogradzano plecionkami żerdziowymi, potem parkanem z żerdzi lub sztachetami, a przed domem pojawiają się rośliny kwitnące, które jako tzw. ogródki przedokienne stają się częstym elementem ozdobnym chłopskiej siedziby.


Wcześnie też w ogrodach chłopskich pojawiają się zioła (mięta, bylica bożedrzewko, rumianek, lubczyk, szałwia, piołun i nagietek) a niektóre z nich charakteryzują się ozdobnymi kwiatami. Sadzone w miejscach nasłonecznionych były częścią wspomnianego ozdobnego ogródka przedokiennego. Ich powszechność charakteryzuje wieś końca XVIII i początku XIX wieku. W tym też okresie pojawiają się pisma z poradami zachęcające do upraw także kwiatów i ziół. Należy tu wymienić czasopismo Ogrodnik Polski, a szczególnie książeczkę Izabeli Czartoryskiej Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów wydaną w 1805 roku. Wśród roślin ozdobnych w tym okresie dominują: rezeda, groszek, lewkonie, lwie pyszczki, maki. E. Jankowski w swym opracowaniu Dzieje ogrodnictwa w Polsce nie pominął ogrodów wiejskich i wyraźnie opisuje, że przed włościańskimi chatami, a zwłaszcza tam gdzie były dziewczęta, widywało się malwy, wrotycz, nagietki i aksamitki.

Chłopskie ogrody przydomowe na szerszą skalę zaczynają się upowszechniać na początku XX wieku, przybierając różne formy. Charakterystyczny dla polskiej wsi był usytuowany między chałupą a drogą biegnącą przez wieś, głównie od strony południowej, tzw. przedogródek. Był on swego rodzaju „wizytówką” mieszkańców zagrody. Urządzenie przedogródka było indywidualne i wynikało z upodobań, przyzwyczajeń, niekiedy rodzinnych zwyczajów mieszkańców, a także wpływów postronnych (miejscowego dworu). Nie łatwo jest więc wskazać różnorodność i regionalną odrębność, jako cechy etniczne sztuki ludowej. Plessner, jeden z nielicznych badaczy ogrodu wiejskiego, wskazuje na geometryczne rabaty i grządki na Kurpiach, w Wielkopolsce: obsadzone bukszpanem dywany kwiatowe, w Rzeszowskiem: powszechność zgrupowań białych lilii przy ścianie budynku (dziś już tak rzadko widywane w ogrodach). Autor ten wspomina jeszcze jeden element dawnego, przydomowego ogrodu na wsi (bardzo ważny też dla współczesnego ogrodu w gospodarstwie agroturystycznym szczególnie), tzw. gaik. Było to miejsce porośnięte murawą i ocienione lipami, jesionami lub innymi charakterystycznymi dla danego regionu drzewami, miejsce, które było wykorzystywane do odpoczynku w upalne dni lata. Z upływem czasu zestaw roślin ozdobnych powiększał się. Traczyński opisując ogrody wsi kieleckiej z drugiej połowy XIX wieku, wymienia także: astry, rudbekie, dalie, piwonie i rozpowszechnione w okresie międzywojennym: oksy, ostróżki, irysy. Większość z tych roślin wchodziła w zestaw bukietów w wazonach, utrwalonych na obrazach lub bukietów suchych układanych przy lub za obrazami o tematyce religijnej. Dekorowano także nimi krzyże i przydrożne kapliczki (zwyczaj zachowany do dziś). W tym samym czasie rozpowszechniły się też krzewy ozdobne, głównie bez lilak, bez czarny, jaśmin i kalina koralowa. Drzewa natomiast sadzono na skraju ogrodu lub przy budynkach, by ich gałęzie pięknie osłaniały dach domu i rzucały przyjemny cień na podwórze. Co charakterystyczne – nigdy nie sadzono drzew szpilkowych, uważając, że ich miejsce jest w lesie (!). Rozrastające się dużymi koronami drzewa sadzono także przy budynkach gospodarczych, żeby chroniły je w czasie pożaru. Tak więc zieleń wiejskich ogrodów, też w dawnych czasach, była nie tylko ich ozdobą, ale spełniała także wiele użytecznych funkcji, m.in. także ochrony przed kurzem, hałasem…

Spośród roślin ozdobnych, których tradycja uprawiania w wiejskich ogrodach przetrwała do dziś, można wymienić: przede wszystkim malwy, następnie floksy wiechowate, szparag lekarski, krwawnik kichawiec, goździki brodate, aksamitki, tojad mocny, serduszkę okazałą czy rudbekię nagą 'Golden Glow'.



Jeżeli drzewa są naycelniejszym dziełem wegetacyi, to kwiaty można nazwać naywdzięczniejszym. Rozliczne kolory, które je farbią, upiękniają całą naturę. Jest ich dwa gatunki: jedne są rzadkie, drugie takie, że je każdy może zebrać i utrzymywać. (...) Z pomiędzy tak przeplecionych krzewów niech jeszcze przeglądają floksy. (Czartoryska, 1805)
Wieśniaczki nasze zasadzają [szparag] w ogrodach i gałązkami szparagu zdobią swe skromne wdzięki. (Gerald Wyżycki, 1845)
Krwawnik kichawiec przynosi nam podwójną korzyść: latem wydaje bardzo wiele kwiatów, których od razu nie zużyjemy, pozostałe zaś w pełnym rozkwicie staramy się zachować na zimową potrzebę. (Makowiecki, 1894)
Malwy sadzono najczęściej tam, gdzie mieszkały panny na wydaniu: żeby chłopcy z innych wsi wiedzieli, gdzie mają iść. Pojedyncze najczęściej można spotkać przy domkach wieśniaczych, w ogrodach zaś dworskich i miejskich tylko pełne odmiany hodowano; dziś moda się zmieniła, a malwy pojedyncze stopniowo powracają do lepszych ogrodów. (...) Goździki brodate to gatunek, który każdy może zebrać i utrzymać; doskonale rozmnaża się z nasion, zadowala się każdą dobrą ziemią ogrodową i prawie każdym miejscem w ogrodzie, za wyjątkiem zupełnego cienia i w ogóle w hodowli jest bardzo łatwy. (Makowiecki, 1936)

00:27, ksanthos_trelos , Ozdobne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 31 lipca 2009

Bywa, że mając egzemplarz lubianej lub cennej rośliny chcielibyśmy go rozmnożyć. Bywa również, że nie mamy możliwości jej kupienia, ale ktoś z krewnych lub znajomych ją posiada. Bywa wreszcie, że uda się nam zdobyć nasiona rośliny, którą koniecznie chcielibyśmy uprawiać. W każdym z tych przypadków niezbędne jest rozmnożenie danej rośliny. I o tym traktuje rozpoczęty w lipcu dziewięcioodcinkowy cykl. Ponieważ zaś rozmnażanie jest jedną z ważniejszych czynności, odnośniki do kolejnych notek zostaną umieszczone w zakładkach.
Lipiec upłynął nam głównie na opisach wybranych roślin doniczkowych. Jedną z nich było zaś hipeastrum z rodziny amarylkowatych. Rodzina ta jest jedną z tych, w której występują niemal wyłącznie bardzo ozdobne z kwiatów gatunki i zasługuje na szersze przedstawienie. Opis 60 rodzajów z rodziny amarylkowatych, przedstawiony na podstawie opracowania M. Walnika, również sukcesywnie trafia pod zakładki bloga.
Także cykl traktujący o roślinach trujących trafił pod zakładki. Mając zwłaszcza małe dzieci dobrze byłoby z dużą rozwagą obsadzać ogród roślinami o własciwościach toksycznych, a w mieszkaniu najlepiej całkowicie z nich zrezygnować; przynajmniej dopóki pociechy nie podrosną.

W związku z czerwcową przerwą mamy niejakie opóźnienie, główny temat planowany na lipiec będzie zamieszczany w sierpniu. Mimo wszystko lato nadal trwa i feeria barw w ogrodach, zatem opisy wybranych gatunków letnich kwiatów ogrodowych równie dobrze mogą gościć na blogu i w sierpniu. Z pewnością trafią się i notki traktujące o kwiatach letnich sensu stricte, czyli ozdobnych roślinach jednorocznych.

Dziesiątego sierpnia minie pierwsza rocznica istnienia blogu. :)

Pod technicznym względem postanowiłem zmienić kolor odnośników do Słowniczka na Blogu pomocniczym: zamiast czerwonego będzie to teraz błękit, natomiast czerwień pozostawiam jak do tej pory: dla podkreślenia bardzo ważnych informacji (Kolorystyka tekstu).

00:12, ksanthos_trelos
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 lipca 2009

Charakterystycznie uformowane, rozdęte kwiaty roślin z dawnego rodzaju Hypocyrta przypominają usta złożone do pocałunku. Tak przynajmniej kojarzy się kształ kwiatów Niemcom. Natomiast Amerykanie w ich wyglądzie widzą złotą rybkę. Polska nazwa nie jest, niestety, tak finezyjna. Nazwa nagarbia jest bowiem mało delikatną aluzją do rozdętych, ale mimo to wdzięcznie wyglądających kwiatków. Z kolei oryginalny kształt kwiatów jest przemyślaną ochroną przed deszczem, którego nie lubi dojrzewający wewnątrz pyłek. Systematycy zaś podzielili jeden dotychczas rodzaj na kilka odrębnych i tak dawna Hypocyrta to obecnie Alloplectus, Nemathantus oraz Neomortonia. Niektóre źródła gmatwają sprawę jeszcze bardziej podając, że Alloplectus to inaczej Nautilocalyx. Ale prawdę powiedziawszy nie nazwa jest ważna, lecz fakt, że są to wyjątkowo piękne rośliny, cenne ze względu na obfite kwitnienie oraz dekoracyjne liście.

 


Nagarbia pochodzi z tropikalnych lasów Ameryki Środkowej oraz Południowej (Brazylia) i należy do bogatej w gatunki rodziny ostrojowatych (Gesneriaceae). Od razu rzuca się w oczy jej bliskie pokrewieństwo z innym, lecz równie pięknym epifitem rosnącym w dalekiej Azji, jakim jest eszynantus (Aeschynanthus) oraz z meksykańską kolumneą (Columnea). Nagarbie najczęściej rośną na drzewach jako epifity wśród storczyków i bromelii. Ich soczyste liście gromadzą pewien zapas wody, tak na wszelki wypadek, gdyby korzenie nie zdążyły w porę pobrać odpowiedniej jej ilości po ostatnim deszczu. Wiadomo, że na drzewach jest raczej mało próchnicy, stąd rośliny te zadowalają się niewielką ilością składników pokarmowych, a mimo to obficie i prawie stale kwitną. Podobnie wyglądają w domu, jeżeli będą miały warunki chociaż trochę zbliżone do naturalnych.


Na dość sztywnych i szybko drewniejących pędach wyrastają gęsto osadzone, gruboszowate, soczystozielone, błyszczące, owalne liście. Z ich kątów rozwijają się pojedyncze, osadzone na krótkich szypułkach kwiaty. Najbardziej znana spośród około 10 gatunków jest nagarbia gładka (H. glabra), tworząca niewielki półkrzew o gładkich, drobnych i błyszczących, skórzastych, zielonych liściach. Kwitnie latem, a zwieszające się z biegiem czasu pędy czynią z niej bardzo ładną roślinę do uprawy w naczyniach wiszących. Kwiatki ma rozdęte, pomarańczowe i zwężające się w żółtą rurkę. Natomiast bardziej okazałe kielichy, z których wychylają się pasiaste kwiaty tworzy H. strigillosa. U tego gatunku są one żółte w brązowe paski, zaś sam kielich również jest barwny. Liście są okazalsze, a sama roślina osiąga większe rozmiary niż nagarbia gładka. Hodowcy usilnie pracują nad otrzymaniem coraz to ciekawszych odmian, które warto sprowadzić do mieszkania i koniecznie spróbować posadzić na kawałku kory. Oczywiście nagarbia równie dobrze rośnie w doniczce, chociaż nie wygląda wtedy aż tak oryginalnie.



W zależności od gatunku rośliny dorastają do 20-30 cm. Ich najdłuższe pędy przeginają się na boki. W ciągu sezonu przyrastają o kilka centymetrów. W zależności natomiast od warunków uprawy kwitnienie może mieć różne nasilenie, lecz generalnie trwa przez cały rok. Całuśnej nagarbii odpowiada jak najlepiej oświetlone stanowisko, jednak nie w pełnym słońcu. Bardzo ostre słońce powoduje żółknięcie liści, pojawiają się plamy poparzeniowe oraz zanika charakterystyczny połysk. Roślina toleruje także miejsca cieniste, lecz niestety odbija się to słabym kwitnieniem. W głębokim cieniu nie kwitnie wcale. Latem można wystawić ją na zewnątrz. Dobrze rośnie w temperaturze pokojowej, jednak zdecydowanie lepiej się rozwija, gdy powietrze ma 23-25°C. Spedek temperatury w okresie wzrostu poniżej 18°C powoduje zahamowanie rozwoju rośliny, zanik kwitnienia oraz opadanie liści. Równie istotny dla kwitnienia jest okres zimowego spoczynku, który roślina powinna przechodzić w temperaturze 12-15°C. Zimą bardzo łatwo przemrozić roślinę w trakcie wietrzenia pokoju. W sezonie, czyli od wiosny do jesieni, podlewamy umiarkowanie, natomiast zimą nie podlewamy prawie wcale. W sezonie podłoże powinno być stale równomiernie wilgotne, ale nie zalane. Nadmiar wody szybko powoduje zagniwanie pędów. Znacznie bezpieczniejsze dla rośliny jest krótkie przesuszenie. Podlewamy miękką wodą. Również w celu podniesienia wilgotności powietrza używamy miękkiej wody. Roślina wprawdzie znacznie lepiej niż podobne gatunki znosi suche powietrze, to jednak staramy się podnieść jego wilgotność wszelkimi dostępnymi metodami: poprzez zagłębienie doniczki z rośliną w pojemniku (osłonce) wypełnionym wilgotmym mchem lub torfem; poprzez ustawienie doniczki na podstawce wypełnionej kamykami, keramzytem itp. i wodą w taki sposób, by dno doniczki nie dotykało poziomu wody; lub częste spryskiwanie i zamgławianie letnią, przegotowaną wodą. Latem roślinę zasilamy nawozem do kwiatów w odstępach miesięcznych i dawce rozcieńczonej o połowę od zalecanej na opakowaniu. Możemy także zastosować gotowy nawóz dla storczyków. Po przekwitnięciu można nagarbię przyciąć, co pobudzi roślinę do lepszego rozkrzewiania się i poprawi jej wygląd. Korzenie rosną wolno, dlatego roślinę przesadzamy dopiero wtedy, gdy zauważymy, że nie mieści się w doniczce. Nowa doniczka powinna być tylko niewiele większa od poprzedniej, szeroka i płytka. Do wysokiej natomiast sypiemy warstwę drenażu aż do 1/3 wysokości pojemnika. Roślinę przesadzamy wiosną lub latem. Najlepsze podłoże stanowi mieszanina dla epifitów o włóknistej strukturze z dużą zawartością torfu, mchu torfowca oraz pociętych, zeszłorocznych liści bukowych, zaś podstawą podłoża jest żyzna ziemia liściowa oraz piasek. Kawałki węgla drzewnego korzystnie wpływają na rozwój korzeni. Nagarbia posadzona w doniczce najlepiej rośnie w kuchni lub w jasnej i ciepłej łazience (wilgotniejsze powietrze). Umocowana do kory również wymaga pomieszczenia o dużej wilgotności powietrza. Unikamy miejsc blisko kaloryferów i innych grzejników. Doskonale rośnie z wszystkimi epifitami, lubi towarzystwo roślin ze swojej rodziny. Najefektowniej wygląda posadzona na wydrążonym konarze.


Rozmnażamy z sadzonek pędowych lub wierzchołkowych wiosną, a także latem; łatwo się ukorzenia w mieszaninie torfu z piaskiem. Sadzonki przykrywamy folią i ustawiamy w ciepłym miejscu. Ukorzenione rośliny sadzimy po kilka do małych doniczek i pamiętamy o uszczyknięciu ich wierzchołków.


Roślina jest długowieczna, jednak po pewnym czasie gubi dolne liście. Możemy ją wtedy odmłodzić poprzez silne przycięcie lub zastąpić młodym egzemplarzem. Pilnujemy, aby nie dopuścić do zalania rośliny; zalaną po przeschnięciu podłoża przesadzamy według powyższej instrukcji. Uważamy także, aby zimą roślina nie padła ofiarą zimnych przeciągów. Nie wystawiamy mokrej rośliny na słońce. W przypadku silnej operacji słonecznej cieniujemy. Nadmierne nawożenie grozi całkowitym zniszczeniem rośliny poprzez zasychanie korzeni spalonych nawozami. Ze szkodników groźne są: przędziorek i mączlik. Dobrym sposobem na przepędzenie mączlika szklarniowego jest nękanie go silnymi, letnimi prysznicami. Jeśli to nie pomoże, a także w wypadku wystąpienia przędziorka, musimy roślinę opryskać (na zewnątrz!) preparatem chemicznym. Silnie zaatakowany egzemplarz, niestety, najlepiej jest wyrzucić...


Sadzenie na konarze

08:08, ksanthos_trelos , Ozdobne
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 lipca 2009

Oczywiście, porównanie dzisiejszej bohaterki do tasiemca nie ma nic wspólnego z pasożytniczymi skłonnościami rośliny. Chodzi tutaj o wygląd, który narzuca to skojarzenie każdemu, kto choć raz zobaczył Homalocladium platycladum. Silnie spłaszczone i członowane pędy rośliny do złudzenia przypominają zielonego tasiemca. Homalocladium pochodzi ze znanego na świecie ze wspaniałej, bujnej roślinności archipelagu: wysp Salomona. To tam rośnie również cenne drzewo hebanowe (Diospyros) czy sandałowe (Santalum). Samo zaś Homalocladium jest znane także jako Coccoloba platyclada lub Muehlenbeckia platyclada. Roślina wykorzystuje tropikalne słońce dzięki silnie spłaszczonym, żywo zielonym łodygom, które dzielą się na segmenty mniej więcej jednakowej długości. W miejscu łączenia się segmentów wyrastają czasami pojedyncze, małe i krótkowieczne liście, które szybko żółkną i opadają, chociaż trzeba przyznać, że nadają one roślinie wyjątkowo oryginalny wygląd. Gdy zaś na pędach pojawią się małe, białozielone kwiaty zebrane w kilkukwiatowe kwiatostany, staje się jasne, że Homalocladium reprezentuje bardzo pospolitą rodzinę rdestowatych (Polygonaceae). Również kształt jej liści jest charakterystyczną oznaką przynależności do tej rodziny. Zapylone kwiaty rozwijają się w czerwone lub łososiowe owoce. Niestety, w uprawie doniczkowej roślina ta nie zakwita.

Egzotyczne pochodzenie wycisnęło swe piętno jedynie na wyglądzie rośliny. Bliskie pokrewieństwo z wszędobylskim rdestem, szczawiem czy mało wymagającym rabarbarem sprawia, że Homalocladium czuje się w mieszkaniu doskonale. Rośnie szybko oraz silnie i bez trudu z jednej małej sadzonki możemy w niedługim czasie otrzymać kilka lub kilkanaście roślin potomnych, którymi warto podzielić się z sąsiadami, gdyż roślinę tę trudno spotkać w kwiaciarni. Roślina w miarę starzenia się traci nieco na wyglądzie, dlatego starajmy się zawsze mieć pewien zapas młodych, atrakcyjnie wyglądających okazów. Możemy je dodać do każdej kompozycji z roślin o podobnych wymaganiach uprawowych, gdzie oryginalne łodygi "tasiemca" stanowić będą ciekawy dodatek. Roślina ta zasługuje na większą uwagę, jako gatunek bardzo oryginalny, inny niż pozostałe.



Homalocladium rośnie silnie i bez trudu osiąga w mieszkaniu 1-2 m wysokości, tworząc gąszcz poplątanych, płaskich pędów. Rośnie szybko, silnie wydłużając łodygi i boczne odgałęzienia. Zbyt silnie rosnący egzemplarz możemy przyciąć. Najlepiej czuje się w miejscu dobrze oświetlonym światłem silnym, ale rozproszonym. Ostre słońce powoduje żółknięcie pędów, zaś niedobór światła hamuje wzrost i prowadzi do ich zamierania. Małe rośliny ustawiamy zatem na parapetach okien o wystawie wschodniej lub zachodniej, a jeśli w oknie są żaluzje to i na południuowym. Dorodniejsze egzemplarze potrzebują więcej przestrzeni. Dobrze rośnie w jasnej kuchni lub łazience. W ciepłe lato możemy też wynieść roślinę na osłonięty balkon lub werandę. Najlepszą temperaturą jest 16-18° nocą i 20-23°C w dzień. Roślina jest wrażliwa na chłód, który powoduje żółknięcie i zamieranie pędów. Lubi wilgoć w doniczce, lecz choruje, gdy korzenie zostaną zalane. Natomiast zasuszenie bryły korzeniowej prowadzi do szybkiego opadania i tak już nielicznych liści. Zimą podlewanie ograniczmy, pozwalając ziemi nieco przeschnąć przed kolejnym podlaniem. Roślina lubi wilgoć w powietrzu i dobrze reaguje na spryskiwanie miękką (np. przegotowaną) wodą. Wymaga ziemi żyznej, próchnicznej i przepuszczalnej. Warunki takie spełnia mieszanina bogatej w składniki pokarmowe ziemi ogrodowej z domieszką torfu i gruboziarnistego piasku. By uniknąć zalewania, na dnie doniczki niezbędny jest drenaż. Nawozimy Homalocladium regularnie od wiosny aż do końca lata w odstępach 3-4 tygodniowych płynnym nawozem dla roślin doniczkowych. Powierzchnię ziemi w doniczce warto posypać pokruszonym krowieńcem, który doskonale wpływa na wygląd pędów. Roślina wymaga także regularnego przesadzania do coraz większych doniczek, przy intensywnym wzroście nawet dwa razy do roku. W trakcie przesadzania możemy nieco poprawić kształt rośliny, odłamując kilka pędów bocznych, które możemy wykorzystać na sadzonki. Szybko rosnące rośliny wymagają podpory, do której przywiązujemy rozkładające się na boki, wiotkie pędy. Mogą to być 2-3 paliki bambusowe lub drabinka, do których pędy przywiązujemy miękką bawełnianą nicią. Na płaskich pędach gromadzi się kurz: zmywamy go prysznicem miękkiej wody, wpierw obwiązując doniczkę folią, by jej (wody, nie folii ;) ) nadmiarem nie spowodować zalania korzeni.

"Tasiemca" rozmnażamy przez sadzonkowanie. Sadzonki bardzo łatwo się ukorzeniają w mieszaninie torfu z piaskiem lub w wodzie. Na sadzonki przeznaczamy pędy boczne, które odrywamy od pędu głównego. Ukorzeniać możemy je w ciągu całego okresu wegetacji. Silnie rozrośnięte egzemplarze możemy rozmnożyć przez podział wiosną lub podczas drugiego przesadzania w roku.

Zalaną rośline możemy niekiedy jeszcze uratować, zaprzestając podlewania i gdy ziemia nieco przeschnie, przesadzając do nowego podłoża. Spośród szkodników mogą Homalocladium zaatakować przędziorki i wełnowce. W przypadku pierwszych najsilniej zaatakowane pędy usuwamy, a resztę zmywamy gąbką nasączoną wodą z odrobiną płynu do mycia naczyń, po czym dokładnie spłukujemy czystą wodą. Zabieg powtarzamy aż do skutku, lecz gdy efekty nie będą zadowalające, będziemy zmuszeni sięgnąć po preparat chemiczny. W przypadku wełnowca larwy szkodnika razem z lepką wydzieliną usuwamy za pomocą wykałaczki, miejsce żerowania przemywamy wacikiem nasączonym spirytusem i spłukujemy czystą wodą. Roślinę silnie zaatakowaną najlepiej jednak, niestety, wyrzucić.

14:56, ksanthos_trelos , Ozdobne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 lipca 2009

Najbardziej znanymi roślinami z rodziny toinowatych są nieco dziś zapomniany oleander, adenium czy pachypodium, a w ogrodzie właśnie nasze barwinki. Do grona tego wkracza dumnie także barwinek różowy (b. różyczkowy, Catharanthus roseus, synomimy: Vinca rosea lub Lochnera rosea, ang.: Madagascar Periwinkle, Vinca, Sadabahar, toinowate: Apocynaceae). Duma jednak pozostaje na plantacjach, ponieważ jako roślina ozdobna gatunek ten jest u nas nadal mało popularny. Osobiście nie spotkałem się z możliwością zakupienia rośliny, natomiast niekiedy są dostępne w handlu jej nasiona. W formie doniczkowej lub ogrodowej rośliny ozdobnej barwinek różowy był uprawiany już na długo przed tym, zanim zawędrował na onkologiczne oddziały szpitali i klinik. Polska nazwa rośliny jest myląca. Wprawdzie gatunek ten jest spokrewniony z naszym barwinkiem pospolitym (b. mniejszy, Vinca minor), również należącym do rodziny toinowatych, ale w sumie na tym pokrewieństwo się kończy. Linneusz nazwał wpierw roślinę Vinca rosea: barwinek różowy i polska nazwa jest wiernym tłumaczeniem tejże pierwotnej nazwy łacińskiej. Później jednak botanicy wykluczyli różowego barwinka z rodzaju Vinca: Barwinek, a zaliczyli do zupełnie odrębnego: Catharanthus. Wielka wyspa Madagaskar jest prawdziwym rajem natury, występuje tam bowiem wiele endemicznych gatunków roślin czy zwierząt, których nie spotyka się nigdzie indziej. I tak jest także z barwinkiem różowym: pochodzi właśnie z Madagaskaru i jest obecnie w stanie naturalnym zagrożony wyginięciem. Stamtąd roślina ta zawędrowała do naszych mieszkań oraz ogrodów. Obecnie występuje w wielu krajach tropikalnych. Jest również hodowana w krajach europejskich i USA jako roślina ozdobna.

Barwinek różowy, pomimo iż w uprawie najczęściej traktowany jest jako roślina sezonowa, jest jednak byliną, a właściwie niskim podkrzewem, którego dolne gałązki z czasem drewnieją. Dorasta do ponad pół matra wysokości (30-70 cm), jedynie hodowlane formy karłowate są maleńkie: zaledwie 10-12 cm wysokości. Starsze rośliny silniej się rozkrzewiają, a część pędów może przybierać także formę płożącą. Na pędach tych osadzone są lancetowate, skórzaste, całobrzegie, zdrowo wyglądające, ciemnozielone, błyszczące i bardzo dekoracyjne liście, o ładnie, biało zaakcentowanym głównym nerwie. Mogą dorastać do około 10 cm długości. Jednak najpiękniej roślina wygląda, gdy rozkwitną stosunkowo duże, 3-4 centymetrowe, regularne kwiaty o rozpostartych w formie talerzyka pięciu płatkach, zrośniętych u podstawy w krótką rurkę. Kwiaty te praktycznie rozwijają się bez przerwy; mogą być białe, różowe lub czerwone (karminowe), także fioletowe i purpurowe, a często z oczkiem lub cętkowane. Życie pojedynczego kwiatka jest krótkie, ale zanim zdąży opaść, już następny rozchyla swoje płatki. Kwiaty pojawiają się na szczytach pędów.

 


Charakterystyczną cechą wielu gatunków roślin z rodziny toinowatych jest występowanie w ich soku trujących substancji. Z tego powodu bardzo niebezpieczne są oleander czy adenium, a także afrykańska liana Strophanthus gratus, w której soku znajduje się strofantyna: silnie działający glikozyd o działaniu nasercowym. Wiele cennych alkaloidów stosowanych obecnie w nowoczesnej medycynie zawiera także Rauwolfia serpentina. Podobnie jest i z naszym dziesiejszym bohaterem. Cała roślina jest bardzo trująca, a zwłaszcza jej część podziemna, zawiera bowiem kilkadziesiąt alkaloidów, m.in.: winkrystynę, winblastynę, almalicynę, serpentynę, johimbinę, ibogainę, raubazynę i rezerpinę. Zwłaszcza dwa pierwsze współczesna medycyna wykorzystuje w walce z groźnymi chorobami nowotworowymi. Alkaloidy te wiążą się z wewnątrzkomórkowym białkiem: tybuliną, co uniemożliwia podział (wzrost) komórek. Jako cytostatyk winblastyna stosowana jest w chemioterapii nowotworów. Najskuteczniej działa między innymi w przypadku ziarnicy złośliwej, chłoniaków nieziarniczych i nowotworów sutka. Jak każdy cytostatyk wykazuje wiele działań niepożądanych. Roślina hodowana w naszym klimacie jest jednak uboga w owe alkaloidy. Barwinek różyczkowy nie jest stosowany bezpośrednio w lecznictwie. Służy jako surowiec do izolacji czystych alkaloidów. Niekiedy bywa mylony z innym gatunkiem barwinka, któremu także przypisuje się działanie przeciwnowotworowe: Vinca cora. Przemysł farmaceutyczny produkuje preparaty lecznicze stosowane w leczeniu nowotworów i zawierające wyizolowane alkaloidy dimeryczne. Surowcem leczniczym są kwiaty lub cała roślina. Z powodu specyficznego i silnego oddziaływania ziele barwinka różyczkowego nie nadaje się do stosowania domowego! W tradycyjnej medycynie chińskiej barwinek różowy był stosowany w leczeniu chorób takich jak ziarnica złośliwa, malaria, cukrzyca i innych.

W naszym klimacie najlepiej się udaje jako roślina jednoroczna przy obsadzaniu ogrodowych rabat czy balkonowych pojemników. Może stanowić też dość atrakcyjną roślinę pokojową. Można w końcu uprawiać go tak jak pelargonie: przed nastaniem przymrozków roślinę wnosimy do mieszkania; wiosną zaś z wyrośniętych egzeplarzy pobieramy bardzo łatwo ukorzeniające się sadzonki, po czym rośliny wynosimy na balkon czy do ogrodu, gdzie kwitną do pierwszych mrozów. Jednak w chłodne i dżdżyste lato nie prezentuje się na zewnątrz zbyt atrakcyjnie. W krajach o łagodniejszym klimacie katarantus uprawiany jest jako bylina; nasze zimy są jednak dla niego zbyt srogie.

Podstawowym warunkiem powodzenia uprawy jest zapewnienie odpowiedniego oświetlenia. Barwinek różowy jest rośliną światłolubną, tolerującą jednak lekkie zacienienie. Uprawiany w miejscu silnie zacienionym nie kwitnie, natomiast zbyt ostre światło słoneczne powoduje żółknięcie liści. A zatem na zawnątrz wybieramy miejsce lekko ocienione, w pomieszczeniach zaś najlepiej parapet wschodniego lub zachodniego okna albo osłonięte firanką miejsce w pobliżu okna południowego. Ładnie też się prezentuje w widnej łazience. Również temperatura pokojowa jest w zupełności wystarczająca, jednak młode rośliny lepiej się czują, gdy jest ciut wyższa od pokojowej: rzędu 23-25°C. Przed wiosennym wystawieniem na zewnątrz koniecznie musimy roślinę zahartować. Zimą egzemplarze mateczne trzymamy w chłodzie: 15-18°, jednak nie mniej niż 10°C. Od wiosny do jesieni pilnujemy, aby ziemia w doniczce była stale wilgotna, lecz nie zalana. Jesienią stopniowo podlewanie ograniczamy aż do bardzo umiarkowanego zimą. Nie możemy jednak dopuścić do całkowitego przeschnięcia bryły korzeniowej. Nawożenie rośliny stosujemy tylko latem (VI-VIII), stosując mieszankę nawozową do roślin kwitnących zawierającą mniej azotu. Zasilamy raz na 2-3 tygodnie, jedynie silnie rozrośnięte okazy częściej, nawet co tydzień. Ostatni raz zasilamy pod koniec sierpnia. Możemy także zastosować wysuszony krowieniec. Młode siewki przesadzamy w miarę wzrostu do coraz większych doniczek. Opóźnienie przesadzania źle wpływa na ich rozwój. Starsze rośliny przesadzamy raz w roku: wiosną, przy okazji silnie je przycinając. Roślinę trzymamy w domu najczęściej przez 2-3 lata, później zastępujemy ją nowym egzemplarzem wyprowadzonym z sadzonki lub siewu. Bardzo ładnie się prezentuje w towarzystwie zarówno roślin balkonowych, jak i typowo pokojowych, lubiących jasne, lekko słoneczne stanowiska.

Katarantusa możemy rozmnożyć z nasion lub sadzonek pędowych. Nasiona wysiewamy wczesną wiosną w mieszaninę torfu z piaskiem. Kiełkują w ciepłym i dobrze oświetlonym miejscu. Po wytworzeniu pierwszej pary liści właściwych siewki pikujemy pojedynczo do małych doniczek, a gdy podrosną uszczykujemy im kilkakrotnie wierzchołki wzrostu, by pobudzić je do krzewienia się. Na sadzonki wykorzystujemy natomiast kawałki pędów odcięte wiosną w trakcie odmładzania rośliny lub pobieramy je odcinając żyletką od roślimy matecznej do końca lata: przed wniesieniem rośliny do mieszkania. Sadzonki ukorzeniamy w mieszaninie torfu z piaskiem lub nawet w wodzie.

Z błędów uprawowych najbardziej roślinie zagraża zalanie; dbamy więc o odpowiednie podlewanie oraz zapewniamy dobry drenaż w doniczce. U starszych roślin żółkną i opadają dolne liście: jest to zjawisko naturalne i nie da się mu zapobiec, a przy okazji stanowi jeszcze jedną przyczynę częstego odmładzania i/lub rozmnażania rośliny. Ze szkodników roślinę mogą zaatakować przędziorki, wełnowce i/lub mączliki. By pozbyć się tych pierwszych zmywamy liście rośliny wodą z dodatkiem płynu do mycia naczyń (około 1 łyżka płynu na 1 litr wody) i spłukujemy czystą wodą. Zabieg powtarzamy aż do skutku. Wełnowce usuwamy ostrym patyczkiem z nawiniętą na końcu watą nasączoną spirytusem, po czym miejsce żerowania przemywamy wodą. Rośliny silnie opanowane przez przędziorki i wełnowce wyrzucamy. Mączlika przepędzamy silnymi prysznicami, dodatkowo zmywając liście wodą z dodatkiem płynu do mycia naczyń. Oba zabiegi powtarzamy dopóty, aż mączlik ustąpi.






13:44, ksanthos_trelos , Ozdobne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 lipca 2009

Jednym z gatunków bardziej oryginalnych roślin na świecie jest zasługujący naprawdę na większą uwagę myszopłoch, pochodzący z południowych oraz zachodnich rejonów Europy i aż po Iran w Azji, gdzie jest zimozielonym krzewem. Obecnie występuje w wielu krajach Europy zwłaszcza na południu Anglii, jak również w Afryce północnej i południowych stanach USA. Popularna nazwa angielska Butchers broom wywodzi się z historycznego faktu, że gałązki krzewu były zbierane w wiązki i sprzedawane rzeźnikom, którzy używali je do czyszczenia bloków do rąbania mięsa. Ruszczyk kolczasty występuje pod wieloma nazwami zwyczajowymi jak np.: Sweet broom, Jews Myrtle. Myszopłoch to występująca w literaturze polskiej nazwa, nawiązująca do przekonania, że roślina ta ma zdolność odstraszania myszy. Zwłaszcza we Włoszech zwana pungitopo (żądło na myszy) była zawieszana w tym celu między suszonym mięsem. Zaliczany był niegdyś do rodziny liliowatych (Liliaceae) obfitującej w dawniejszym ujęciu w liczne rodzaje. Jednak w miarę odkrywania pochodzenia filogenetycznego zaliczanych tam roślin okazywało się, że istotne różnice w pochodzeniu wymagają rozdzielenia liliowatych na szereg monofiletycznych rodzin. I tak ruszczyk, czyli myszopłoch, trafił jeszcze przejściowo do szparagowatych (Asparagaceae), by w ostateczności utworzyć własną rodzinę myszopłochowatych (ruszczykowate, Ruscaceae). Również istnieje niejakie zamieszanie w kwestii gatunków należących do tej rodziny, bowiem kilka znanych gatunków niektórzy systematycy zaliczają w jeden z kilkoma odrębnymi podgatunkami: botanicznymi formami tego samego gatunku. Jakby nie było, najbardziej znanym gatunkiem jest jednak Ruscus aculeatus: ruszczyk kolczasty o małych, 2,5 cm długości, ciemnozielonych "listkach" oraz sztywnych "gałązkach", dorastający najczęściej do 70 cm (60-100), a także Ruscus hypoglossum, którego spłaszczone pędy boczne osiągają wielkość 5-10 cm, są giętkie, oliwkowozielone i najwyżej czterdziestocentymetrowej wysokości.

Dlaczego "liście" i "gałązki"? Oróż ruszczyki posiadają liście właściwe, a jakże. Mają one jednak szczątkową, łuskowatą formę, a to, co za liście powszechnie uważamy, botanicy nazywają kladodiami (gałęziakami): bocznymi rozgałęzieniami pędu głównego przybierającymi wtórnie postać liści, a także spełniających ich funkcję fotosyntetyczną. I w tym kryje się także wyrastanie u myszopłochu kwiatów, a następnie owoców bezpośrednio ze środka takiego skórzastego u tej rośliny "liścia". Kwiaty wyrastają pojedynczo lub po 2-3, od spodu "liści" wiosną lub nawet już pod koniec zimy. Same kwiatki są maleńkie, bo zaledwie długości 3 mm. Nie posiadają zatem większej wartości zdobniczej, natomiast pięknie prezentują się dojrzewające we wrześniu owoce: błyszczące, szkarłatnoczerwone, jednonasienne jagody o średnicy 1,5-2 cm; u niektórych odmian mogą mieć żółte zabarwienie. Dodać jednak należy, że ruszczyk jest rośliną dwupienną, a zatem by cieszyć się jego owocami musimy posiadać dla zapylenia kwiatów egzemplarz męski i żeński. Gdy na gałęziakach pojawią się bardzo dekoracyjne owoce, roślina wzbudza niekłamany zachwyt, a my wybaczamy jej wtedy dotkliwe pokłucia, jakimi kończy się prawie każdy kontakt z myszopłochem. W kwiaciarniach można jednak dostać także egzemplarz o obupłciowych kwiatach, owocujący każdego roku. Dodać należy również, że miękkie pędy ruszczyka kolczastego są jadalne po ugotowaniu i w smaku przypominają szparagi. W ciągu sezonu rośliny wytwarzają kilka pędów, które wyrastają z podziemnego kłącza. Najstarsze zaś pędy zamierają.

Ogólnie myszopłoch jest bardzo dobrze znany kwiaciarzom, głównie pod nieprawidłową nazwą Smilax. Od lat jest bowiem wykorzystywany jako cenny dodatek do wszelkiego rodzaju kompozycji kwiatowych. Popularność jego ciemnozielonych, gęsto "ulistnionych" gałązek wynika z ich ogromnej trwałości i odporności dosłownie: na wszystko. Zatem kwiaciarze z upodobaniem dodają eleganckie pędy głównie do suchych dekoracji roślinnych. Gałązki po wyschnięciu łatwo się barwią co pozwala na realizację mniej konwencjonalnych pomysłów. Bardzo trwałe pędy wykorzystywano również do produkcji mioteł.

Oprócz kwiaciarzy ruszczyka wykorzystują także farmaceuci. Ruszczyk kolczasty często był wymieniany w literaturze starożytnej między innymi przez Discoridesa jako środek na kamienie nerkowe. Theophrastus opisuje jego zdolności lecznicze o nieomal cudownych właściwościach. Wspomina go również Pliny. W średniowieczu roślina ta była znana ze zdolności usuwania ociężałości w nogach, powodowanej długotrwałym staniem (zwłaszcza u kobiet w okresie menstruacji lub ciąży). Używano ją też w przypadkach żółtaczki, podagry, kamieni żółciowych i nerkowych, arteriosklerozy, żylaków i hemoroidów. W niektórych rejonach spożywano młode kłącza podobnie jak szparagi, z którymi to ruszczyk kolczasty jest zresztą spokrewniony. Do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku roślina ta była stosowana wyłącznie w medycynie ludowej. Przeprowadzone we Francji badania zmieniły nastawienie do tej starożytnej rośliny. Eksperymenty przeprowadzone na psach i chomikach wykazały, że posiada ona zdolność zwężania przewodów żylnych. Ten rodzaj działania na organizm ma ogromne znaczenie w leczeniu problemów żylnych jak np. żylaki czy hemoroidy. Akcja ta jest powodowana przez steroidopodone związki saponinowe, wstępujące w kłączach rośliny. Surowcem leczniczym jest właśnie kłącze: Rhizoma Rusci aculeati. Zawiera ono 4-6% saponin sterydowych (ruscyna, neoruskogenina, ruskogenina, ruskozyd), ponadto flawonoidy, fitosterole (sitosterol, stigmasterol, kampesterol), benzofurany, kwasy tłuszczowe, triterpeny, kumaryny, alkaloidy (sparteina, tyramina), kwas glikolowy. Związki te nie tylko zwężają żyły, powodują również ich wzmocnienie i elastyczność przy równoczesnym łagodzeniu stanów zapalnych. 
Ruszczyk kolczasty używany jest również jako łagodny środek moczopędny. Ze względu na zdolność zapobiegania w przenikaniu płynów z żył do otaczających je tkanek, zwiększa się zdolność organizmu do ich filtracji przez nerki i wydalenie wraz z moczem. Właściwość ta znajduje zastosowanie w łagodzeniu obrzęków związanych z okresem przekwitania czy niektórych problemach kardiologicznych. Co prawda istnieje wiele innych leków pomagających w tych problemach, to jednak ze względu na brak efektów ubocznych ruszczyk kolczasty cieszy się sporą popularnością w niektórych krajach. Ruszczyk kolczasty był również testowany z dobrymi rezultatami w przypadku spadku ciśnienia przy zmianie pozycji na stojącą, powodującą zawroty głowy lub zamroczenie. Znacznie redukuje negatywne objawy nie powodując wzrostu ciśnienia w przeciwieństwie do innych leków stosowanych w tym przypadku. 
Wodne i wodno-alkoholowe wyciagi z kłączy ruszczyka były stosowane w medycynie także w leczeniu stanów zapalnych skóry i naczyń krwionośnych, w kontuzjach sportowych, plamicach naczyniowych, trądziku różowatym, zapaleniu węzłów chłonnych, hemoroidach i innych żylakach oraz jako środek “czyszczący krew” i zapobiegający obrzękom kończyn, a także w odchudzaniu.

Oba wymienione wyżej gatunki uprawiane są jako pokojowe rośliny ozdobne (a ruszczyk kolczasty także w szklarniowych "plantacjach" jako roślina lecznicza), rosną w świetle rozproszonym. Tolerują także cień, dlatego możemy wynieść je do ogrodu i ustawić pod drzewami. Letnie, bardzo ostre światło prowadzi do zasychania gałęziaków. W zasadzie rosną dobrze na każdym parapecie. Wiosną, gdy minie niebezpieczeństwo przymrozków, możemy rośliny wystawić do ogrodu, na balkon, taras. Z powrotem do mieszkania wnosimy je wczesną jesienią. Możemy także posadzić myszopłochy bezpośrednio do gruntu, gdzie się silnie rozrosną; musimy jednak liczyć się z tym, że naszych zim żaden ruszczyk nie przetrzyma. Owocujące okazy najefektowniej wyglądają postawione osobno. Najodpowiedniejsza jest temperatura pokojowa, przy czym oba gatunki znoszą zarówno niższą, jak i wyższą od pokojowej. Młode rośliny, dopóki się nie rozrosną, podlewamy regularnie; już wyrośnięte znoszą nawet dłuższe okresy suszy. Korzenie tolerują także nadmiar wody, pod warunkiem że taka sytuacje nie potrwa zbyt długo. Pod względem wilgotności powietrza są również bardzo tolerancyjne, jednak o wiele lepiej wyglądają, gdy w powietrzu jest sporo wilgoci. Myszopłoch kolczasty wymaga dużych donic. Przesadzamy ruszczyki każdej wiosny do nieco większej doniczki. Silnie rozrośnięte korzenie możemy nieco przyciąć, jednocześnie usuwając stare, zaschnięte pędy. Zabiegi te trzeba wykonywać w grubych rękawiczkach! Również w kwestii podłoża nie mają wygórowanych wymagań; ważnym jest, by nie było ono zbyt ciężkie, zlewne lub nadmiernie piaszczyste. Na dnie doniczki konieczna jest warstwa drenażu. W okresie intensywnego wzrostu zasilamy co 3-4 tygodnie roztworem nawozów wieloskładnikowych. Ziemię w doniczce dobrze jest posypać sychym krowieńcem. Z pozostałych zabiegów pielęgnacyjnych można wymienić jeszcze odkurzanie i podnoszenie wilgoci powietrza. Kurz zmywamy z roślin co jakiś czas za pomocą silnego strumienia miękkiej wody. Wilgotność powietrza zwiększymy ustawiając doniczkę w wysokiej podstawce wypełnionej kamykami, które często polewamy wodą. Najstarsze, zasychające pędy odcinamy przy samej nasadzie. Odcięte pędy doskonale nadają się do suchych dekoracji roślinnych. W krajach anglosaskich suszone gałązki tej rośliny wraz z jagodami stosowane są jako dekoracja w czasie świąt Bożego Narodzenia.

Najszybciej dochowamy się młodych roślin dzieląc wiosną starszy, rozrośnięty egzemplarz. Przed podziałem kłącza wypłukujemy wodą wierzchnią warstwę ziemi, by mieć do niego lepszy, zapobiegający pokłuciu, dostęp. Następnie dzielimy kłącze ostrym nożem na fragmenty, z których każdy musi mieć nieuszkodzony pąk boczny oraz korzenie. Najdłuższe korzenie skracamy. Przygotowane w ten sposób sadzonki sadzimy do małych doniczek na tej samej głębokości i ustawiamy w ciepłym miejscu. Oba gatunki są bardzo wytrzymałe i długowieczne. Co kilka lat warto podzielić najstarsze okazy.

Spryskiwanie rośliny twardą wodą powoduje powstawanie na "liściach" brzydkich, szpecących, białych plam. Osad ten można zetrzeć wilgotną, ostrą gąbką, jednak należy robić to bardzo ostrożnie, by nie pokaleczyć palców. Ze szkodników myszopłochom mogą zagrażać miseczniki i wełnowce. Obu nieproszonych gości usuwamy za pomocą ostrego patyczka z nawiniętym na jego końcu wacikiem nasączonym spirytusem, a następnie spłukujemy wodą.

08:06, ksanthos_trelos , Ozdobne
Link Komentarze (3) »
niedziela, 26 lipca 2009

Do rozmnażania wegetatywnego używa się części danej rośliny: pędów, liści, korzeni, kłączy, bulw lub cebul. Ten sposób pod wieloma względami jest korzystniejszy od rozmnażania generatywnego, a najważniejsze z nich to:
uzyskujemy nowe egzemplarze zawsze i pod każdym względem identyczne z matecznym;
niepomiernie skracamy okres oczekiwania na zdolność do ich kwitnienia - jest to niezmiernie istotne w uprawie drzew i krzewów owocowych.

Można wymienić trzy metody rozmnażania wegetetywnego, które z powodzeniem możemy zastosować w domu czy ogrodzie.
Pierwszy polega na wykorzystaniu sposobów spotykanych w naturze, a więc rozmnażaniu przez odrosty, kłącza, cebule, bulwy i rozłogi. Zalicza się do tego i podział, chociaż w tym wypadku niezbędny jest udział człowieka, gdyż ten sposób rozmnażania samorzutnie nie występuje w przyrodzie. 
Rośliny mają zdolność do odtwarzania tkanek i całych organów, co zwie się restytucją i jest to sposób drugi. Możemy zatem rozmnażać je przez sadzonki pędowe lub liściowe, odkłady i kopczykowanie, będące zresztą odmianą odkładu. Do tej grupy można też zaliczyć rozmnażanie metodą in vitro, aczkolwiek sami jej w warunkach domowych przeprowadzić nie jesteśmy w stanie.
Trzecią metodą jest szczepienie i okulizacja, przy których wykorzystuje się fakt, że zaszczepione i zaokulizowane tkanki dość łatwo się zrastają.


Części podziemne (podział, odrosty, kłącza, cebule, bulwy i rozłogi)

Najprostsze, chociaż mało wydajne, jest rozmnażanie przez podział i odrosty korzeniowe. Polega ono bądź na oddzielaniu odrośli wyrastających wokół rośliny matecznej z jej organów podziemnych, bądź na rozdzielaniu starszych, silnie rozrośniętych egzemplarzy. Pokrewne jest mu uzyskiwanie nowych organizmów z bulw, cebul oraz kawałków kłączy i rozłogów.

Dzielenie to najprostszy sposób bezpłciowego rozmnażania wielu roślin. Spośród doniczkowych należą do nich m.in. aspidistra, szparag ozdobny, cibora, soleirolia, sansewieria, bilbergia i niektóre paprocie. Również w ten sposób można rozmnażać maranty, lecz ich korzenie są tak delikatne, że nim dojdziemy do wprawy, z pewnością nie obejdzie się bez strat. Z kolei w przypadku choćby szparaga ozdobnego (asparagusa) sprawa jest bardzo prosta: wystarczy ostrym nożem kuchennym przeciąć bryłę korzeniową na pół, a jeśli jest wyjątkowo duża, to na kilka części. W ogrodzie natomiast przez podział rozmnażamy większość bylin.



Roślinę przeznaczoną do podziału wykopujemy lub wyjmujemy z doniczki i ostrożnie rozdzielamy bryłę korzeniową. Jeśli dzielimy bulwy, to każda część musi mieć co najmniej jedno oczko (pączek). Bulwy lub kłącza przecinamy ostrym nożem, starając się, by cięcia były równe i gładkie. Miejsca cięć zasypujemy węglem drzewnym lub sproszkowaną siarką, by zapobiec ich gniciu. W przypadku podziału kęp roślinnych należy zwracać uwagę na to, by każda nowa część rośliny miała dość korzeni i co najmniej jeden silny pęd z kilkoma liśćmi. Podzielone i rozsadzone w odpowiedniej rozstawie w ogrodzie lub w oddzielnych doniczkach rośliny musimy podlewać z wyczuciem. Podlewanie jest konieczne, lecz przetrzebiony system korzeniowy nie jest w stanie pobierać dużo wody, toteż łatwo doprowadzić do zalania i zgnicia rośliny. Najlepszym terminem do dzielenia roślin doniczkowych jest wiosna: wówczas zabieg można połączyć z ich przesadzaniem oraz lato. W przypadku bylin teoretycznie jest to cały sezon wegetacyjny, jednakże poszczególne gatunki mogą mieć pod tym względem różne wymagania. Można przyjąc trzy główne terminy:
wczesna wiosna: pobudzona do szybkiego i silnego wiosennego rozwoju roślina szybciej się przyjmuje;
jesień: podzielona bylina powinna zdążyć do zimy dobrze się ukorzenić;
okres po kwitnieniu rośliny.

Odrostami nazywamy młode rośliny wyrosłe z pędów bocznych rośliny matecznej i posiadające już własny system korzeniowy. Takie rośliny wystarczy tylko oddzielić od egzemplarza matecznego i posadzić osobno w odpowiednim miejscu, a będą rosły nadal. Niektóre byliny obumierają po kwitnieniu (owocowaniu), ale właśnie odrosty zapewniają gatunkowi przetrwanie. Najbardziej znanymi przykładami tego sposobu rozmnażania się są spośród roślin doniczkowych wszelkie bromeliowate (ananasowate), a w ogrodzie rojniki.

Ta część dotycząca rozmnażania roślin traktuje głównie o rozmnażaniu za pomocą części podziemnych lub z ich udziałem. Pojęcie to jest niepełne w przypadku rozłogów, które - owszem - mogą być podziemne, ale także i nadziemne. Te drugie ślicznie nam prezentują np. zielistki i skalnice rozłogowe. Młode rośliny wyrastające z pąków wegetetywnych nadają tym gatunkom szczególny wdzięk. Warto wstrzymać się w tym wypadku z odejmowaniem młodych roślinek do momentu, aż wykształcą korzonki. Po posadzeniu w podłożu przeznaczonym dla młodych roślin lub w mieszance torfu i piasku pojemnik przykrywamy plastiowym kołpakiem lub folią, by zmniejszyć parowanie, bowiem początkowo część korzeniowa jest jeszcze zbyt mała w stosunku do masy liściowej. Rozłogi znamy doskonale także z ogrodów, gdzie w ten sposób rozmnażają się m.in. truskawki. Natomiast doskonałym przykładem rośliny z podziemnymi rozłogami jest ziemniak.


Niektóre rośliny cebulowe, jak np. hipeastrum, amarylis, walotta, szczawiki, lilie czy bulwocebule mieczyków, wytwarzają w okresie wegetacji cebulki przybyszowe, które znakomicie nadają się do rozmnażania. U niektórych gatunków lilii cebulki mogą się tworzyć także nad ziemią, w kątach liści. Cebulki przybyszowe oddzielamy podczas przesadzania roślin doniczkowych lub ogrodowych, w przypadku mieczyków podczas jesiennego wykopywania lub przed posadzeniem wiosną. W przypadku amarylkowatych: hipeastrum czy narcyzów, jeśli młoda cebulka nie oddziela się łatwo od matecznej, to pozostawiamy ją na niej na jeszcze jeden sezon. Posadzony w ogrodzie cebulkowy drobiazg starannie pielęgnujemy: odchwaszczamy, kilkakrotnie zasilamy mieszanką nawozów, w razie potrzeby podlewamy. Rośliny zdolne do kwitnienia przy tej metodzie rozmnażania zyskujemy jednak najczęściej dopiero po kilku latach, gdy cebula czy bulwocebula osiągnie odpowiednie rozmiary.

15:10, ksanthos_trelos , Higiena
Link Dodaj komentarz »