Ogrody natury...
Zakładki:
01. LEKTURA PRZY MUZYCE TYiJA
A rośliny są żywymi, oddychającymi i porozumiewającymi się istotami, wyposażonymi w osobowość i atrybuty duszy.darmowy hosting obrazków
AMARYLKOWATE (AMARYLLIDACEAE)
CHOROBY I SZKODNIKI
HIGIENA
KONTAKT
MAŁA ARCHITEKTURA
NA SKRÓTY
PRZYPISY
ROZMNAŻANIE ROŚLIN
darmowy hosting obrazków
UWAGA: TRUJĄ!...
WŁASNY PROJEKT OGRODU
WYBRAŃCY ! GWIAZDA PRAWDZIWA
Z wyjątkiem Afrodyty, nie istnieje na tym świecie nic piękniejszego niż kwiat i nic bardziej niezbędnego niż roślina.darmowy hosting obrazków
KWIATEK DLA FINETKI 2 (Custom) blogi ! TAWUŁKA NA BLOGA AKSAMITKA NA BLOGA 3 konkurs ! KASZTANOWIEC NA BLOGA

http://www.cyklamen.blox.pl
czwartek, 13 maja 2010

Głąbigroszek (Tetragonolobus purpureus) przywędrował do nas z Europy Południowej i Środkowej oraz Anglii, gdzie jest uprawiany od dawna. W stanie naturalnym występuje w krajach śródziemnomorskich, na Cyprze, w Turcji, Kaukazie, w Azji Zachodniej i w Afryce Północnej. Reprezentuje liczną (prawie 10% wszystkich roślin dwuliściennych) rodzinę bobowatych (Fabaceae, dawniej znaną pod nazwą motylkowate: Papilionaceae, lub - w zależnośći od ujęcia systematycznego - podrodzinę bobowatych albo odrębną rodzinę motylkowatych: Faboideae, tzw. bobowate właściwe. Nazwa angielska: Asparagus pea). Jest rośliną jednoroczną, dorastającą do pół metra długości (20 - 50 cm), o częściowo płożących się pędach, wzniesionych na wysokość około 20 cm. Złożone, zielone liście bardziej przypominają kształtem liście fasoli niż znanego nam groszku. Składają się z trzech listków szerokojajowatego lub romboidalnego kształtu, osadzonych na krótkich ogonkach na grubej łodydze, gdzie dodatkowo występują jeszcze przylistki. Łodyga o przekroju okrągłym, rozetkowato rozgałęziona u podstawy. Wszystkie części zielone rośliny są gęsto pokryte włoskami. Szkarłatne kwiaty o charakterystycznej dla motylkowatych budowie pojawiają się latem (VII-X). Osadzone są pojedynczo lub w parach. Po zapyleniu przekształcają się w parocentymetrowe oskrzydlone, czterokanciaste strąki. Dojrzewają jesienią. Wytwarza długi, palowy korzeń, wobec czego źle znosi przesadzanie.



Nasiona wysiewamy wprost do gruntu na miejsce stałe wiosną (na przełomie IV - V), gniazdowo, po kilka sztuk na głębokość 1 cm i w rozstawie 20 - 30 cm. Odpowiada mu średniozasobna w składniki gleba, a stanowisko słoneczne lub ewentualnie półcieniste.



Zastosowanie głąbigroszku jest wszechstronne. Jako roślinę ozdobną zdobią go latem liczne szkarłatnoczerwone kwiatki, a jesienią zielone strąki o interesującym kształcie. Pod tym względem wykorzystujemy roślinę na rabaty kwiatowe czy do ogródków skalnych. Głąbigroszek stanowić może także roślinę warzywną: jadalne na surowo są młode strąki rośliny. W tym wypadku roślinę wysiewamy w ogrodzie warzywnym lub w mieszanych warzywno-ozdobnych kompozycjach roślinnych.

Koszt opakowania nasion (1 gram) kształtuje się w granicach 1,40 - 1,90 zł. Jeden gram zawiera około 20 - 25 nasion.

11:50, ksanthos_trelos , Ozdobne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Niezmiennie w niejakie zdumienie wprawiają mnie pojawiające się do tej pory komentarze pod opisanym blisko dwa lata temu gruboszem. Hmm, grubosz bywa nazywany drzewkiem szczęścia lub drzewkiem pieniędzy, a my z kolei bywamy przesądni; któż nie chciałby być szczęśliwy czy bogaty... Szczęście i wewnętrzne bogactwo z pewnością zapewni nam dojrzała przyjaźń. Czyż zatem dzisiejsza bohaterka, zwana właśnie rośliną przyjaźni, również z czasem zdobędzie taką popularność i uwagę miłośników roślin, jak dobrze od lat znany nam grubosz?...



Rodzaj Nandina z rodziny berberysowatych (Berberidaceae), zwany niebiańskimi bambusami, z prawdziwymi bambusami ma tylko tyle wspólnego, że liście tych roślin są podobne w kształcie do liści bambusów, tworzących podrodzinę i plemię w rodzinie traw. W uprawie znajduje się gatunek Nandina domestica (ang.: Heavenly bamboo, Sacred bamboo; fr.: Bambou sacré, Bambou céleste). Święty "bambus", zwany też niebiańskim "bambusem" albo rośliną przyjaźni pochodzi z Azji; szeroko rozpowszechniony jest w Chinach i Japonii. Jest to niski krzew (lub krzewinka), dorastający do 1 m wysokości (50 - 200 cm)i tyleż samo szerokości. W swojej ojczyźnie jest rośliną wiecznie zieloną, w naszych warunkach klimatycznych co najwyżej częściowo zimozieloną. Tworzy liście pierzaste, o listkach lancetowatych, długości 4 - 11 cm i szerokości 1,5 - 3 cm. Młode liście mają atrakcyjną fioletowoczerwoną lub miedzianą barwę, a z czasem stają się niebieskozielone albo też ciemnozielone. Również jesienią (i zimą) liście przebarwiają się na piękny jaskrawoczerwony kolor. Zakwita wczesnym latem, w czerwcu (V - VII), tworząc różowe pąki, rozrastające się w długie (20 - 30 cm), stożkowate wiechy. Pojedyncze kwiatki są barwy czysto białej i mają około 1 cm średnicy. Okrągłe, jaskrawoczerwone owoce (trujące jagody!), o średnicy 0,5 - 1 cm utrzymują się na krzewie do późnej jesieni.



Wymaga gleb świeżych, przepuszczalnych(!), o odczynie lekko kwaśnym, stanowisk słonecznych lub lekko ocienionych. Przed posadzeniem roślin podłoże dobrze jest wzbogacić torfem i/lub kompostem. Roślina rosnąca w pełnym słońcu ładniej się wybarwia, natomiast rosnąca w cieniu słabo kwitnie. Jest odporna na suszę, ale lepiej się czuje w podłożu lekko wilgotnym. Zaleca się podlewanie w czasie suszy i zabobiegające szybkiemu wysychaniu podłoża okrycie go cienką warstwą kory, a także przycinanie (w dowolnym okresie) w celu nadania odpowiedniej formy i zagęszczenia gałązek. Można nawozić wczesną wiosną (II - III) oraz przed kwitnieniem (VI), wykorzystując nawozy dla różaneczników. Wytrzymuje minusowe temperatury zimą do 10 - 15°C; na zimę wymagane jest zatem okrycie.



Nandina jest bardzo popularną rośliną w Japońskich ogrodach z powodu budowy liści i ich koloru. Jest też nazywana rośliną przyjaźni, dlatego jest często wieszana koło drzwi frontowych, aby pozbawiać domowników wszelkich zmartwień.
Polecana do ogródków przydomowych i jako ciekawy element kompozycji pojemnikowych, a także na niskie i średnie żywopłoty, obwódki itp., na skalniaki (odmiany karłowate), nasadzenia niskich krzewów, rabaty i ogrody naturalistyczne. Ładnie wygląda w kompozycjach z niskimi odmianami jałowca i wrzosem. Nandina ze względu na podobne wymagania sadzona może być z takimi roślinami, jak kiścień, pieris, skimmia czy niskie odmiany rododendronów. Gałązki o interesującym wybarwieniu liści, a także kwitnące i owocujące mogą być wykorzystywane w kompozycjach bukieciarskich, także do suchych bukietów.
Atrakcyjne wybarwienie liści wiosną i jesienią, obfite kwitnienie i owocowanie oraz zimozieloność sprawia, że nandina to niezwykle atrakcyjny gatunek. Jednakże jak do tej pory roślina ta w polskich ogrodach spotykana jest niesłychanie rzadko. Bywa dostępna w handlu w formie nasion (około 1,- za sztukę) lub sadzonek (20,- - 30,- zł/szt.). Sadzonki ukorzeniane w doniczkach można wysadzać przez cały sezon wegetacyjny. Jeśli zaistnieje konieczność przesadzenia rośliny, lepiej wykonać to jesienią, sadząc krzew na takiej samej głębokości, na jakiej rósł dotychczas.



Bywa wykorzystywana w lecznictwie ze względu na właściwości uspokajające.



Wybrane odmiany:
'Nana purpurea': odmiana karłowata i zwarta, dorasta do 20 cm wysokości i około 2 m szerokości. Jesienią wybarwia się na kolor czerwono-fioletowy.

'Wood': odmiana karłowa o zwartym wzroście do 20 cm wysokości i szerokości. Gęsty pokrój i śliczne barwy jesienią.

'Moon Bay': liście ma jasne, żółtozielone, jesienią przebarwiające sie na szkarłatnoczerwone. Odmiana zwarta, silnie rosnąca.


17:12, ksanthos_trelos , Ozdobne
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 kwietnia 2010

Podobnie interesującą jak niżej przedstawiona gaura i równie rzadko spotykaną rośliną jest guzikowiec zachodni (Cephalanthus occidentalis), należący do rodziny marzanowatych (Rubiaceae). Krzew ten pochodzi z Ameryki Północnej i Wschodniej. Rośnie w USA i Kanadzie na podmokłych, bagiennych glebach torfowych wokół zbiorników wodnych. Na obszarach naturalnego występowania tworzy niewielkie drzewka o wysokości 3-6 m. W Polsce dorasta do wysokości 1,5-2 m i tworzy krzewy o kulistym pokroju. Młode pędy guzikowca są cienkie, czerwonawe, z małymi, naprzeciwległymi pąkami. Liście są całobrzegie, jajowate lub szerokolancetowate, długości 6-15 cm. Najbardziej charakterystyczne u guzikowców są główkowate kwiatostany, o średnicy do 3 cm, pojawiające się w końcu lipca na wierzchołkach pędów i kwitnące nieprzerwanie do września. Składają się z drobnych, kremowobiałych, pachnących, zrosłopłatkowych kwiatów, tworzących rurkę, z której wystają dłuższe od korony kwiatu pręciki. Kwiaty guzikowca stanowią nieodpartą pokusę dla motyli. Owoce są drobne, bordowo-brązowe, dwunasienne, zebrane w kuliste owocostany. W uprawie wykorzystywane są dwa podgatunki: C. o. occidentalis (rosnący od Nowej Szkocji, po Minnesotę i Florydę po wschodni Teksas) oraz C. o. californicus (występujący od zachodniego Teksasu przez Kalifornię, Meksyk i Amerykę środkową).



Guzikowce wymagają słonecznych stanowisk i wilgotnej, żyznej gleby. Można je wykorzystywać w nasadzeniach grupowych lub lepiej pojedynczo - łatwiej wtedy przygotować odpowiednie warunki dla krzewu. Ziemię mieszamy z torfem, a w celu dłuższego utrzymywania przez nią wilgoci powierzchnię okrywamy korą. Nie zapominamy o podlewaniu, zwłaszcza w okresie suszy. Świetnie czują się na obrzeżach większych oczek wodnych. Krzewy mają oryginalny wygląd i są odporne na mróz. Ogromną zaletą jest pora kwitnienia, przypadająca na rzadki u krzewów i drzew okres końca lata. Kwiaty guzikowca można wykorzystywać w kompozycjach florystycznych.



Rozmnażanie roślin jest łatwe. Na przełomie wiosny i lata (VI) sporządzamy dwuwęzłowe sadzonki zielne, sadzimy do mieszaniny torfu z piaskiem i okrywamy folią. Przy użyciu ukorzeniaczy i zapewnieniu optymalnych warunków odsetek ukorzenionych sadzonek sięga 80%. Jesienią można też zebrać owocostany i spróbować siewu nasion (do skrzynek lub w inspekcie) bezpośrednio po zbiorze lub wiosną, po półrocznej
stratyfikacji.
Ceny handlowe 10,- - 30,-/szt.


04:55, ksanthos_trelos , Ozdobne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 kwietnia 2010

Gaura Lindheimera (Gaura lindheimeri) to bylina z rodziny wiesiołkowatych (Oenotheraceae) o dość luźnym krzaczastym pokroju i cienkich, wyprostowanych pędach, dorastająca do metra wysokości (50-100 cm). Pochodzi z północnoamerykańskich suchych sosnowych lasów i prerii. Sztywne, kłosowate pędy w miarę wzrostu okrywają się w okresie od lipca do października (VI-X) bardzo licznymi, delikatnymi kwiatami o czteropłatkowej koronie. Zebrane są w luźne wiechy, a płatki swe rozchylają już o świcie. Kwiaty są miododajne. Jajowato-lancetowate, ząbkowane liście tej rośliny osiągają długość około 7 cm i barwę zieloną u odmian białokwitnących lub ciemnozieloną do purpurowozielonej u pozostałych. Jest oryginalną i mało jeszcze rozpowszechnioną rośliną.



Najlepiej czuje się na ciepłym i słonecznym stanowisku oraz uprawiana na przeciętnym, przepuszczalnym, lekko wilgotnym podłożu. Oczywiście, żyźniejsza ziemia spowoduje obfitszy przyrost. Odczyn podłoża powinien być obojętny. Nie posiada jakichś szczególnych wymagań pod względem uprawy. Zatem wystarczy podlewanie w okresie suszy oraz odchwaszczanie. Pozostawiona na zimę bez ściętych pędów może w niekontrolowany sposób się rozsiewać, lepiej więc zaschnięte pędy przed zimą ścinać. Pozostawione na zimę pędy należy ściąć wiosną oraz liczyć się z obfitym rosianiem się rośliny. Siewki zakwitają jeszcze tego samego roku. Pochodzenie gaury sprawia, iż nasze zimy przetrzymuje raczej dobrze; jednakże podczas ostrzejszych mrozów (poniżej -12/-17°C) nie zaszkodzi okryć karpy korzeniowej wartstwą ilgliwia, kory czy włókniną.



Rozmnaża się poprzez nasiona wysiewane wczesną wiosną pod okryciem lub w końcu kwietnia wprost do gruntu. Siewki zakwitają już w pierwszym roku uprawy.



Uprawiane są głównie dwie jej odmiany: 'Karalee White': o kwiatach białych z różowymi pręcikami oraz 'Lillipop Pink': o kwiatach różowych i nieco ciemniejszych liściach niż u odmiany białej. Grupa 'Geyser Pink' charakteryzuje się zwartym pokrojem i niższym w stosunku do gatunku wzrostem. W grupie tej odmiana 'Gaudros' osiąga wysokość do 50 cm.



Wykorzystywana bywa do obsadzania rabat bylinowych, różnych grup ogrodowych i parkowych, szczególnie w kompozycjach naturalistycznych, a także na kwiat cięty. Można obsadzać nią również donice i inne pojemniki, w przypadku niższych odmian także skrzynki balkonowe. Jedna roślina kosztuje od 2,50 do około 10,- zł, w zależności od firmy i odmiany.


02:05, ksanthos_trelos , Ozdobne
Link Komentarze (1) »
sobota, 10 kwietnia 2010

Operculicarya decaryi została odkryta przez Josepha Marie Henry Alfreda Perrier de la Bâthie dopiero w 1944 roku. Pochodzi z południowo-zachodniej części Madagaskaru i reprezentuje rodzinę nanerczowatych (Anacardiaceae). Jest dość potężnie wyglądającym drzewem. Wysokości imponującej jednak nie osiąga, dorasta bowiem do około 9 m, ale przy takim "wzroście" średnica jej pnia może dochodzić do jednego metra. Pień drzewa jest bardzo charakterystyczny: gruby, sękaty, poskręcany, niekiedy o kilku bulwiastych rozgałęzieniach u podstawy. Liście ma nieparzystopierzaste o listkach jajowatych lub owalnych. Liście mają błyszczącą, jakby naoliwioną powierzchnię, a podczas zgniatania wydzielają ostrą, nieprzyjemną woń. Mają one bardzo ciemnozieloną barwę, w pełnym słońcu (lub u nas także w chłodzie) przybierają wręcz kolor brązowozielony lub ciemnoczerwonawy. Uprawiane w mieszkaniu mają liście o soczystej, żywozielonej barwie. Pod koniec zimy na szczytach gałązek ukazują się drobne, jedno- do dwumilimetrowej długości, zebrane w niewielkie kwiatostany liczące po kilka sztuk, ciemnoczerwone lub brązowoczerwone kwiatki. Jest rośliną dwupienną, w handlu jednakże spotykane są przede wszystkim osobniki żeńskie. Do nas przywędrowała z Zachodu pod koniec lat osiemdziesiątych. Na początku lat dziwięćdziesiątych stała się bardzo modna jako idealna kandydatka do formowania bonsai.
Karłowata
O. Eggli osiąga zaledwie metr wysokości, przy półmetrowej średnicy pnia. Oś liści jest zygzakowata i oskrzydlona, a kwiaty mają barwę żółto-zieloną.



Dobrze rośnie w miejscu jasnym, o świetle rozproszonym; w słońcu też przetrwa, lecz jego ostre promienie mogą spowodować poparzenia na liściach, a także ich czerwienienie; jeśli wybieramy miejsce słoneczne, to lepsze jest takie, które daje możliwość ocienienia drzewka przez kilka godzin w ciągu dnia. Dobrze czuje się w mieszance ziemi uniwersalnej, z dobrym drenażem na dnie pojemnika. Powinniśmy uważać z podlewaniem, które winno być umiarkowane; zimą tyle tylko, aby nie dopuścić do całkowitego przeschnięcia bryły korzeniowej. Niedobór wody w tym okresie, a także zbyt zimne stanowisko, mogą doprowadzić do całkowitego zrzucenia liści. Nie powinniśmy się tym bardzo zmartwić, wiosną roślina odżyje z całą pewnością. Drzewko jest bardzo odporne na suszę, a jako typowy
sukulent gromadzi zapasy wody w soczystym pniu. Umiarkowane, lecz regularne podlewanie ma duże znaczenie po wznowieniu wzrostu wiosną, a także w okresie letnim i po przesadzeniu. Natomiast spora wilgotność powietrza jest wręcz pożądana, dobrze jest zraszać liście co 2 dni, zwłaszcza w okresie zimowym. Pod koniec maja możemy wystawić roślinę na zewnątrz, z powrotem do mieszkania wnosząc już pod koniec sierpnia / we wrześniu; zapobiegnie to przechłodzeniu rośliny lub zniszczeniu przez przymrozki, na co jest bardzo wrażliwa. Także w mieszkaniu miejsce powinno być wolne od przeciągów. Roślina jest bardzo odporna, lecz rośnie powoli.



Z nieznanych powodów męskie okazy w sprzedaży spotykane są sporadycznie, a zatem mamy niewielkie szanse na dochowanie się własnych nasion. W podgrzewanej mnożarce kiełkują one bardzo łatwo i jest to najprostszy sposób rozmnożenia tej rośliny. Operculicaryę można też rozmnażać ze zrewniałych sadzonek pędowych, a nawet korzeniowych, umieszczanych w piasku w ciepłym miejscu; ukorzenianie trwa długo (6 tygodni) i nie jest zbyt łatwe.



Ze szkodników mogą zaatakować ją szczególnie mszyce. Stosujemy odpowiedni preparat zwalczający nieproszonych gości.

Drzewko powinno być regularnie cięte w celu nadania odpowiedniego wyglądu. Pozbawione takiej pielęgnacji zagęści się plątaniną cienkich, wiotkich gałązek. W sztuce bonsai jest łatwą i wdzięczną rośliną do kształtowania. Podwiązywanie najlepiej wykonywać jesienią.

19:33, ksanthos_trelos , Ozdobne
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 marca 2010

Trawy zaczęły swą zwycięską ewolucyjną epopeję w drugiej połowie trzeciorzędu. Zachodziły wtedy na świecie znaczące zmiany geograficzne i klimatyczne. Jeden gigantyczny superkontynent, który grupował w erze mezozoicznej wszystkie lądy Ziemi, rozczłonkowywał się coraz bardziej. Aktywizowały się przy tym prądy morskie, robiło się coraz zimniej w regionach podbiegunowych. Wszystko to w znaczący sposób wpłynęło na klimat, zwiększając jego zróżnicowanie przestrzenne: na strefy klimatyczne i czasowe: na pory roku. Prowadziło to m.in. do osuszenia obszarów lądowych i ożywienia wiatrów, których działalność jest wszak odzwierciedleniem różnorodności klimatycznej planety. Wiatr daje możliwość "taniego" rozsiewania pyłku i nasion, ale tylko na otwartych przestrzeniach. Trawy skorzystały właśnie z tej nadarzającej się okazji, przechodząc na wiatropylność. By ich strategia była w pełni skuteczna, dżungle tropikalne, których gęstwina zatrzymuje wiatr niemal zupełnie, musiały jednak ustąpić miejsca terenom możliwie jak najbardziej otwartym. I trawy nie tylko wykorzystały powstanie takich właśnie terenów, lecz także jak najbardziej aktywnie przyczyniły się do ich ekspansji. Jak widzieliśmy, "cel" ten osiągnęły dwiema metodami: przez przywabianie, a nawet, poniekąd, stworzenie odrębnej klasy stadnych, trawożernych zwierząt, których nieustająca aktywność uniemożliwia wzrost siewek większości roślin, oraz przez stworzenie warunków do częstych, choc krótkotrwałych pożarów, niszczących wszystko to, czego zwierzęta zniszczyć nie zdążyły.

W ten sposób niewielkie zrazu obszary porośnięte trawami poczęły powiększać się w szybkim tempie, a stepy i sawanny opanowywały coraz większe obszary lądów. Za nimi coraz to nowe grupy zwierząt przechodziły na trawożerność, przyczyniając się tym samym do jeszcze większego sukcesu traw. Co więcej, zamieniając obszary leśne, dające liczne możliwości kryjówki, na otwarte przestrzenie stepowe, zwierzęta zaczęły skupiać się w stada, gdyż tylko tak uniknąć mogły rosnącego zagrożenia ze strony coraz liczniejszych drapieżników, przywabionych łatwo widoczną zdobyczą. Stadność zachowań, rozbudowane życie społeczne, rosnąca doskonałość zmysłów, a co za tym idzie, także i rozwój mózgu, wszystko są to cechy, które swój rozwój zawdzięczają poniekąd trawom. W takich warunkach, w tej scenerii i wśród takich zwierząt pojawił się na Ziemi człowiek. Wiele, bardzo wiele z naszych cech zawdzięczamy trawom: dietę (zwłaszcza powszechność wypieku chleba), zachowania społeczne, może nawet psychikę.

Naukowcy są zgodni, że powstanie człowieka wiązało się bezpośrednio z pojawieniem się wielkich, trawiastych, otwartych przestrzeni, jakimi były afrykańskie i azjatyckie sawanny. Nasz los od początku splótł się z losem traw. I do dziś z żadną inną grupą roślin nie wiążą nas tak bliskie związki. Wszystkie bez wyjątku zboża należą do traw; każdy niemal lud korzysta z innego ich gatunku: od azjatyckiego ryżu, przez afrykańskie sorgo i europejskie żyto, aż po amerykańską kukurydzę. Do traw należy trzcina cukrowa, pierwszy dostawca cukru dla ludzi i papirus, który patronował narodzinom niejednej cywilizacji. Trawą jest też, choć trudno w to uwierzyć, bambus, niezastąpiony w życiu ludów Azji południowo-wschodniej.
Dzięki temu, że ich odżywcze ziarna są wyjątkowo zdatne do długotrwałego przechowywania, trawy pozwoliły nam zbudować miasta i zasiedlić najbardziej niegościnne tereny. Trawom zawdzięczamy możliwość hodowli zwierząt na mięso i skóry, pośrednio dzięki nim możliwy był przez całe stulecia transport pomiędzy najodleglejszymi nawet regionami: wszystkie zwierzęta pociągowe i wierzchowe są trawożerne, a ich siła bądź szybkość związane są z trawiastym otoczeniem.

Żadnej innej grupie roślin nie zawdzięczamy tak wiele. I dlatego warto poświęcić im naszą uwagę. Zwłaszcza, że dzieki nim możemy uświadomić sobie pewną ważną ewolucyjną naukę: słabość może być źródłem siły, jeśli tylko właściwie ją wykorzystać.

03:19, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Komentarze (1) »
czwartek, 11 marca 2010

Rosnąc na otwartych, zwykle suchych obszarach, trawy często padają ofiarą ognia. Pożary stepów i sawann, tam gdzie naturalne skupiska roślinne jeszcze się zachowały, zdarzają się często, niemal cyklicznie, z nadejściem pory suchej. Dla wielu roślin i zwierząt są to wydarzenia dramatyczne. Ale nie dla traw. W obliczu nieubłaganego żywiołu trawy zastosowały pewien trik ewolucyjny. Zamiast próbować walczyć z zagrożeniem, postarały się wyciągnąć z niego maksymalne korzyści. Źdźbła trawy, puste w środku, drewnieją wraz z dojrzewaniem i palą się od byle iskry: słomiany ogień to nie tylko przenośnia, to także opis pewnego istotnego zjawiska biologicznego. Równie łatwo płoną ich wysuszone liście i kłosy. Dojrzała trawa sprawia wrażenie rośliny przystosowanej do palenia się, podobnie jak przystosowana jest do obgryzania przez trawożerne zwierzęta.



Ogień trawiący bezkresne stepy przechodzi jednak szybko i nie jest zbyt gorący. Delikatna tkanka wzrostowa traw, ukryta tuż przy ziemi, wytrzymuje więc zwykle jego przejście, gotowa od razu po pożarze do podjęcia swej działalności. Dodatkowa obecność licznych nadziemnych lub podziemnych pędów płożących, którymi trawy rozmnażają się wegetatywnie, zwiększa ich odporność na wszelkiego rodzaju zagrożenia przychodzące z góry. Dlatego też choć stada zwierząt roślinożernych i trawiące stepy płomienie niszczą wszystkie niemal siewki drzew, krzewów i innych roślin, trawom nie szkodzą, uwalniając je przy okazji od konkurentów.



Nawiasem mówiąc istnieje także poza trawami grupa roślin, tzw.
pirofitów, w których życiu i przetrwaniu właśnie ogień odgrywa niebagatelną rolę. Ale o nich już innym razem...

12:51, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 marca 2010

Trawy są organizmami, których wielkim wynalazkiem ewolucyjnym było wymknięcie się z morderczego "wyścigu zbrojeń" przez niezwykły fortel. Zamiast za wszelką cenę unikać wszelkich możliwych konsumentów, trawy oparły swą strategię na zupełnie innej zasadzie: dać się zjeść i wyciągnąć z tego korzyści. Odnieść zwycięstwo dzięki swej słabości.



Trawy pojawiły się późno w ewolucji roślin. Ich szczątki kopalne pochodzą z połowy trzeciorzędu: sprzed niespełna 30 milionów lat. Są więc młodsze niż takie wielkie grupy roślin jak mchy, paprotniki, szpilkowe czy większość kwiatowych. Trawy osiągnęły jednak wkrótce niebywały sukces ewolucyjny: prerie Ameryki Północnej i pampasy Ameryki Południowej, stepy Eurazji i sawanny Afryki to olbrzymie obszary kuli ziemskiej, na których stanowią one dominujący, nieomal jedyny element roślinny. Co przesądziło o ich sukcesie? Kiedy kosimy trawnik kosiarką, trawa nie zamiera, a wręcz przeciwnie: właśnie wtedy rośnie najbujniej i jest najbardziej produktywna. Spróbujmy w podobny sposób potraktować inne rośliny, a ich ucięte pędy nigdy już się nie wyciągną, liście nie odrosną. Porządna pielęgnacja trawnika polega na jego częstym strzyżeniu, nie tylko dlatego, że to pomaga trawom, ale i dlatego, że przeszkadza wszystkim innym roślinom. W rezultacie trawy zostają same.



Oczywiście trawy nie przystosowały się do kosiarek, ręcznych czy mechanicznych, i nie im zawdzięczają swoje sukcesy. Lecz w tej roli człowiek zastąpił tylko olbrzymie rzesze trawożernych zwierząt, głównie ssaków, które od milionów lat obgryzały pędy i liście traw całego świata, przyczyniając się do ich sukcesu. Bez zwierząt trawożernych nie byłoby i traw, a w każdym razie stepów i wszystkich ich lokalnych odmian. A bez stepów, nawiasem mówiąc, nie byłoby i człowieka. Nasze losy i losy traw sprzęgły się nierozdzielnie.



Sukces traw polegał na zerwaniu z niemal wszystkimi tzw. trendami ewolucyjnymi, które zarysowały się w dziejach roślin. W czasach powszechnego wśród roślin kwiatowych uzależnienia od owadopylności trawy porzuciły ten sposób zapylania i wróciły do znacznie starszej ewolucyjnie wiatropylności. Trawy zredukowały do mininum swą morfologię: do prostego pędu i kilku długich, niczym się nie wyróżniających liści. Uprościły też swe korzenie, które stały się gęstwą niemal identycznych, nie zróżnicowanych odrostów. Ale największym zapewne wynalazkiem było odwrócenie "filozofii wzrostu". Zamiast rosnąć od czubka, trawy przyrastają od dołu. Co to oznacza?



Wzrost to złożony i skomplikowany proces. Rośliny rozwiązały ten problem wytwarzając wyspecjalizowane organy, tzw.
ośrodki wzrostu, w których komórki dzielą się intensywnie; inne organy zostały tych funkcji pozbawione: gdyby wszystkie komórki zachowały zdolność dzielenia się, organizm wkrótce utraciłby nad nimi kontrolę, jak ma to miejsce w przypadku komórek nowotworowych. U roślin wzrost odbywa się, mówiąc najogólniej, w górę (lub w dół w przypadku korzeni) oraz na boki i oba te rodzaje wzrostu mają swe własne ośrodki, zwane merystemami. Wzrost ku górze odbywa się w stożku (wierzchołku) wzrostu, położonym zazwyczaj na szczycie każdego pędu. Gdy ten szczyt odetniemy lub gdy odgryzie go zwierzę, pęd przestaje rosnąć: przynajmniej na długość. Otóż trawy przeniosły swój wierzchołek wzrostu do podstawy pędów i liści. Pędy traw, zwane źdźbłami, dodatkowo przyjęły budowę segmentową, z pustym wnętrzem, co umocniło niebywale ich strukturę, pozwalając rosnąć wysoko przy zachowaniu bardzo cienkiego przekroju. Gdy odetniemy wierzchołek pędu lub liścia trawy, trawa odrasta. Gdy obcinać będziemy często, trawa będzie odrastać szczególnie intensywnie. A zważywszy, że to obcinanie odbywa się w naturze zazwyczaj za pomocą zębów zwierząt trawożernych, uznać możemy, że trawa wyraźnie przystosowała się, by być zjadaną i że przybywa jej w miarę jedzenia. A to już nawiazuje wyraźnie do opowieści biblijnej, przytoczonej we wstępie cyklu.

01:24, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 01 marca 2010

Wróćmy jednak do naszego biblijnego przykładu. Czy istnieją na świecie takie organizmy lub ich części, których funkcją jest służenie innym organizmom za pokarm i które właśnie w tym celu powstały? Akacja jest zjadana przez żyrafę, ale akacja nie powstała po to, by służyć żyrtafom za pożywienie; robi wszak wszystko, by tego nieprzyjemnego losu uniknąć. Rozwija swe płaskie korony na wysokości kilku metrów, gałązki pokryte ma ostrymi cierniami i na dodatek "hoduje" symbiotyczne mrówki, kórych ukąszenie w obronie "własnego" drzewa dodatkowo odstrasza napastnika. Podobnie przeznaczeniem antylopy nie jest lwi żołądek: co do tego nie mamy żadnych wątpliwości. Również samiec modliszki, gdy kładzie swą głowę na ołtarzu miłości, to nie daje przecież swej partnerce części ciała, która stanowi jej naturalny pokarm. Samiec bez głowy lepiej spełnia swoje podstawowe powinności seksualne, lecz to nie znaczy, że głowę tę oddaje ochoczo: nie ma wątpliwości, że broni się przed tym rozpaczliwie. Ale na przykład owoce: te wszak nie bronią się przed zjedzeniem; przeciwnie, ich oczywistą funkcją jest zainteresowanie sobą owocożernego zwierzęcia. Ich barwa, smak, zapach, miąższ, wszystko to powstało po to właśnie, by zostać zauważonym i docenionym, by w konsekwencji znaleźć się wreszcie w żołądku tego, do którego wszystkie te zabiegi zostały skierowane.

O owocach zatem możemy powiedzieć, że służą innym; to samo powiedzieć możemy także o nektarze kwiatowym. Ale oczywiście nie jest to służba całkiem bezinteresowna. O ile "celem" miąższu rzeczywiście może być żołądek konsumenta, o tyle cel pestki, a raczej ukrytego w jej wnętrzu nasienia, jedynej naprawdę ważnej dla rośliny części owocu, jest zupełnie inny. Po przejściu całego przewodu pokarmowego zwierzącia znajdzie się w ziemi, gdzie zasilona odchodami, do których powstania i owoc się przyczynił, zakiełkuje nową rośliną. Ta zaś znów wyda owoce i znów ukryje w ich wnętrzu drogocenne pestki, a w nich swój największy skarb: zakodowaną w języku DNA instrukcję budowy nowej rośliny, nowych owoców i nowych pestek. Owoc nie powstał więc jako bezinteresowny posiłek dla zgłodniałych zwierząt. Jest raczej ceną, jaką płaci roślina za usługę, której sama wykonać nie potrafi. Ściślej rzecz ujmując ta "usługa" nie polega na przepuszczeniu ziarna przez przewód pokarmowy zwierzęcia: nowa roślina wyrośnie z owocu i bez tego, lecz na jego transporcie w możliwie najdalsze miejsce. Dyspersja jest bowiem jednym z najważniejszych mechanizmów w powszechnej "walce o byt" w naturze. Jednakże niekiedy z nasienia, które nie przeszło przez przewód pokarmowy zwierzęcia, nic nie wyrośnie. Na rodzinnym Maurytiusie wymarłego gołębia dodo znany jest przypadek drzewiastych roślin Calvaria major, których nasiona nie kiełkują od trzystu lat, czyli od momentu wymarcia dronta dodo. Zdaje się, że wiele jest na świecie drzew owocowych przystosowanych do zjadania przez zwierzęta, które już nie istnieją. Tak np. interpretuje się występowanie niektórych wielkich owoców dżungli amerykańskiej przystosowanych do zjadania przez wymarłe już naziemne leniwce. Nasiona C. major uzyskiwały zdolność do kiełkowania dopiero po przejściu przez układ pokarmowy dronta dodo: właśnie dlatego stwierdzono, że znaczny spadek liczebności tych drzew spowodowany jest wyginięciem ptaka. Teoria ta jednak została obalona, ponieważ C. major kiełkuje również po przejściu przez układ pokarmowy innych ptaków. Tak więc przyczyn spadku liczebności tej rośliny należy szukać gdzieś indziej.

00:03, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 lutego 2010

Jednym z największych cudów, jakiego dokonał Chrystus, było pomnożenie żywności. Chleba i ryb, podawanym jego uczniom i słuchających go tłumom, przybywało w miarę jedzenia. W podobnie cudowny sposób uratowani zostali Żydzi w czasie przejścia przez pustynię. Manna, która spadła z nieba, pozwoliła przertrwać niebezpieczny czas.
Były to jednak wydarzenia cudowne. W warunkach naturalnych jedzenie zwykle nie czeka na głodnego, nie przybywa go w czasie posiłku, o jego zasoby trzeba toczyć boje i nieraz przy tym ulegać silniejszemu. Obok partnera seksualnego i miejsca do życia, pożywienie jest właśnie najbardziej poszukiwanym dobrem, a jego niedobór jest potężnym czynnikiem premiującym "przeżywanie najstosowniejszego". Gdyby jedzenia zawsze było pod dostatkiem, ewolucja utraciłaby najsilniejszy mechanizm selekcji osobników. Życie jest sztuką radzenia sobie z niedostatkiem.

Żaden żywy organizm nie pragnie być zjedzonym przez inny, lecz przecież właśnie żywe organizmy są najpoważniejszym źródłem pożywienia w świecie. Tylko rośliny i bakterie potrafią produkować żywność z substancji nieorganicznych, lecz i one muszą często uzupełniać swą dietę produktami żywymi, a sposoby, jakich używają, by zwabić i zabić swe ofiary, zadziwiają wyrafinowaniem i precyzją.
Życie to stałe pożeranie jednych żywych organizmów przez inne i wszystko wskazuje na to, że całe to oszałamiające bogactwo przyrody, które obserwujemy, jest tylko pochodną tego zjawiska. Istniały kiedyś, w odległej erze prekambryjskiej, czyli wcześniej niż 530 milionów lat temu, kiedy lądy w ogóle jeszcze były jałowe, czasy, gdy bujne życie roślinne w morzach nie miało jeszcze żadnych naturalnych wrogów: zwierząt roślinożernych. Chodzi tutaj o sinice (cyjanobakterie), szczególnie bliskie bakteriom. Jeśli zalicza się je potocznie do roślin (glonów), to dlatego, że także mają chloroplasty, czyli ciałka zieleni (lub raczej: same są "ciałkami zieleni") i stosują fotosyntezę. Do dziś przetrwały z nich budowle wapienne przez nie tworzone:
stromatolity. Monotonia ówczesnych skupisk sinicowych zadziwia w świecie, który znamy dzisiaj. Co więcej, pierwsze "zwierzęta", jak się zdaje, także nie weszły jeszcze na drogę zabijania. Fauna ediakarańka, istniejąca przed 600 milionami lat na wszystkich kontynentach świata, składała się jeszcze zapewne z osobników samożywnych, jak rośliny pozbawionych otworów gębowych, przewodów pokarmowych i odbytów. Syntetyzowały one pożywienie na modłę roślin całą swą powierzchnią: dzięki ukrytym w ich ciałach symbiotycznym glonom i bakteriom.



Gwałt pojawił się na świecie później, gdy pojawiły się pierwsze osobniki pożerające inne żywe organizmy, i wtedy też w czasie tzw. eksplozji kambryjskiej (530 milionów lat temu) świat wkroczył na drogę wzajemnego zjadania się. Pojawili się napastnicy i ich ofiary, rajski ogród Ediacara (miejscowość w Australii, gdzie po raz pierwszy znaleziono pierwotnych przedstawicieli flory) ustąpił miejsca znanej dziś arenie walki i zapasów, a ewolucja uległa nagłemu przyspieszeniu. To, co dla nas jest kwintesencją życia, wyrafinowanie drapieżników w poszukiwaniu wciąż nowych sposobów chwytania ofiar oraz bezgraniczna pomysłowość ofiar w znajdowaniu wciąż skuteczniejszych metod unikania drapieżników, cały ów wedle obrazowego powiedzenia R. Dawkinsa i J. R. Krebsa nieustający "wyścig zbrojeń" w przyrodzie, jest tylko pochodną owego pierwotnego wynalazku zabijania, jaki zdarzył się gdzieś w płytkich i ciepłych wodach światowego oceanu przed niespełna 600 milionami lat. Trucizny produkowane przez rośliny i odtrutki wytwarzane przez zwierzęta, broń napastników i obrona ich ofiar, coraz doskonalsze zmysły i doskonalący się mózg, a nawet rosnąca świadomość siebie i świata - wszystko to są konsekwencje owego pierwszego Kainowego czynu: pierwszego w świecie zabójstwa, przy czym pożarcie rośliny również jest jak najbardziej zabójstwem. Świat jest w jakiejś mierze gladiatorską areną i nie jest to tylko metafora. Ta wizja rzeczywiście odkrywa pewną istotną prawdę o życiu i świecie. Tyle, że nie jest to prawda jedyna.

K. Darwin napisał kiedyś, że gdyby udało się znaleźć choćby jeden przypadek przystosowania nieegoistycznego, czyli takiego, które powstało dla dobra jakiegokolwiek "obcego" organizmu, gdyby więc można stwierdzić przejawy prawdziwego altruizmu w przyrodzie, wówczas jego teoria ległaby w gruzy. Darwinowski dobór naturalny jest wprawdzie bezwzględny, ale w ostatecznym rachunku przynosi zawsze korzyść podlegającym jego działaniu organizmom. Tysiące antylop, które giną w każdym pokoleniu ze strony lwów, są ceną, jaką płacą antylopy za powstanie jeszcze doskonalszych mechanizmów obrony przed lwami, tak jak wszystkie zagłodzone lwy są ceną za powstanie jeszcze sprawniejszych metod polowania na antylopy.


01:19, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30