Ogrody natury...
Zakładki:
01. LEKTURA PRZY MUZYCE TYiJA
A rośliny są żywymi, oddychającymi i porozumiewającymi się istotami, wyposażonymi w osobowość i atrybuty duszy.darmowy hosting obrazków
AMARYLKOWATE (AMARYLLIDACEAE)
CHOROBY I SZKODNIKI
HIGIENA
KONTAKT
MAŁA ARCHITEKTURA
NA SKRÓTY
PRZYPISY
ROZMNAŻANIE ROŚLIN
darmowy hosting obrazków
UWAGA: TRUJĄ!...
WŁASNY PROJEKT OGRODU
WYBRAŃCY ! GWIAZDA PRAWDZIWA
Z wyjątkiem Afrodyty, nie istnieje na tym świecie nic piękniejszego niż kwiat i nic bardziej niezbędnego niż roślina.darmowy hosting obrazków
KWIATEK DLA FINETKI 2 (Custom) blogi ! TAWUŁKA NA BLOGA AKSAMITKA NA BLOGA 3 konkurs ! KASZTANOWIEC NA BLOGA

http://www.cyklamen.blox.pl
środa, 26 sierpnia 2009

Kończąc cykl o roślinach cudzożywnych należy wspomnieć jeszcze o półpasożytach. U tych gatunków odżywianie się jest pośrednie, częściowo wykorzystują one inne rośliny, a częśćiowo same produkują inne składniki w procesie fotosyntezy przy pomocy chlorofilu zawartego w ciałkach zieleni w liściach. A zatem nie są to już rośliny bezzieleniowe.

Jako przykład wybrałem szczególnie interesującą roślinę z naszych lasów. Wielobarwne rośliny kojarzą nam się głównie z tropikami, ale występują nie tylko w gorących strefach klimatycznych. Pszeniec gajowy jest pod tym względem doskonałym przykładem.

Przeniec jest półpasożytem, posiada zielony chlorofil i przeprowadza fotosyntezę, a z organizmu żywiciela pobiera tylko niektóre niezbędne mu do życia składniki, np. wodę i sole mineralne. Niektóre półpasożyty (np. szelężnik) mogą żyć samodzielnie bez żywiciela, jednak wówczas nie są w stanie wytworzyć kwiatów. Świetliki co prawda wytwarzają kwiaty, ale drobne, również nasiona są wtedy drobniejsze. Ich ssawki wnikają do korzeni roślin. Wiele gatunków z tej grupy (np. z rodziny zarazowatych), żyje pod ziemią, a pęd nadziemny pojawia się krótkotrwale, tylko na okres niezbędny do wytworzenia nasion. Niektóre jednak, np. szelężnik, żyją cały czas nad ziemią. Najważniejszą cechą budowy umożliwiającą tym roślinom pasożytniczy tryb życia jest posiadanie specjalnych ssawek. Wchłaniają one wodne roztwory soli i substancji organicznych z organizmu żywiciela oraz wydzielają specjalne enzymy umożliwiające inwazję do jego organizmu. U pasożytniczych roślin nadrzewnych, jak np. u jemioły, ważnym przystosowaniem jest też wytwarzanie kleistych owoców, które mogą przykleić się do gałęzi drzew. Rośliny pasożytnicze cechuje zwykle wybiórczość co do organizmu żywiciela. Przeważnie pasożytują na ściśle określonym gatunku, lub grupie spokrewnionych gatunków, np. zaraza błękitnawa pasożytuje tylko na bylicy polnej. Mniej wyspecjalizowany jest np. łuskiewnik różowy, który pasożytuje na korzeniach wielu gatunków drzew.

Wracamy do dzisiejszego bohatera. Pszeniec gajowy (Melampyrum nemorosum) jest rośliną jednoroczną z rodziny zarazowatych (Orobanchaceae). Nazwa rodziny określa pasożytnicze skłonności wielu gatunków do niej należących. W Polsce jest gatunkiem pospolitym na całym niżu i w niższych położeniach górskich. Rośnie w lasach liściastych i iglastych (świerkowe) oraz w zaroślach. Występuje u nas w kilku podgatunkach. Tworzy również formy przejściowe do pszeńca polskiego, szczególnie na wschodzie Polski.

Spotykamy go w lasach dość często, choć może nie zawsze wiemy, że tak się właśnie nazywa. Nieraz podziwiamy bogactwo barw tej rośliny. Na lekko owłosionej łodydze z listkami naprzeciwległymi, znajdują się fioletowe lub purpurowe przysadki, czyli liście z których kątów wyrastają kwiaty żółtego koloru z pomarańczowymi zakończeniami płatków. Liście mają jajowaty kształt, są ostro zakończone i osadzone na krótkich ogonkach. Ogonki liściowe są owłosione dwoma rodzajami włosków: krótkimi i dłuższymi. Cechą charakterystyczną u tego gatunku są wybarwione na fioletowo, a niekiedy purpurowo lub biało, górne przysadki kwiatowe. Przysadki te mają oszczepowato-sercowatą nasadę i są całobrzegie lub rzadziej o postrzępionych, szczeciniasto-ząbkowanych brzegach. Same kwiaty są grzbieciste, dwuwargowe i wyrastają pojedynczo w kątach nasadek, tworząc szczytowe, luźne, jednostronne grono. Korona kwiatu ma około 1,5-2 cm długości, jest żółta z pomarańczowym wykończeniem, o czerwonobrunatnej rurce, owłosionej włoskami o długości ponad pół milimetra. Kwitnie długo, bo od wiosny do końca lata (V-IX), a jego kwiaty zapylają owady o długim aparacie gębowym. Owocem jest jajowata torebka, nasiona rozsiewane są przez mrówki. Cała roślina, dorastająca do około pół metra (15-70 cm) wysokości jest zielono-fioletowo-pomarańczowo-żółta i choć niby niepozorna, to jednak pełna wdzięku i piękna. Roślina ta jest trująca; gdy krowy zjedzą za dużo pszeńca, to dadzą mleko niebieskawej barwy i niesmaczne. Zarówno ziele, jak i nasiona pszeńca, zawierają glikozyd aukubinę. Jeśli dostaną się w większej ilości do paszy koni czy owiec, mogą wywołać objawy zatrucia.

Poza pszeńcem gajowym występuje u nas jeszcze kilka innych gatunków z tego rodzaju, w tym i pszeniec o nazwie gatunkowej: polski (Melampyrum polonicum). Również bardzo kolorową rośliną jest pszeniec różowy (Melampyrum arvense).


18:36, ksanthos_trelos , Inne nasze
Link Komentarze (3) »
niedziela, 23 sierpnia 2009

Kolejną całkowicie bezzieleniową rośliną, podobną do łuskiewnika i korzeniówki, jest jeden z naszych storczyków: gnieźnik leśny. Pod względem rozwoju i życia bliższy jest jednak "zwyczajom" korzeniówki. Tak jak i ona składniki pokarmowe niezbędne do życia czerpie ze szczątków organicznych, rozkładanych przez grzyby glebowe, których grzybnia przerasta korzenie rośliny. Zasady są identyczne, więc nie ma sensu opisywać ich ponownie. Sens ma jedynie wydzielenie gnieźnika w osobny wpis, bowiem należy go zaliczyć do odrębnej kategorii bloga. Życie bardzo wielu storczyków uzależnione jest całkowicie od współpracy z odpowiednim gatunkiem grzyba, jednak w większości przypadków chodzi o zwyczajną symbiozę. W przypadku gnieźnika nie ma o tym mowy, ponieważ jako roślina pozbawiona zieleni nie wytwarza żadnych substancji, które mógłby wymieniać z grzybem; zatem i w tym przypadku mamy do czynienia z pasożytem.

Gnieźnik leśny (gniazdosz leśny, Neottia nidus-avis) jak wspomniałem należy do rodziny storczykowatych (Orchidaceae). Występuje w Europie, a także na Kaukazie i Uralu. U nas występuje nadal na całym obszarze kraju, ale jest rośliną rzadko spotykaną, w wielu miejscach uznaną już za lokalnie wymarłą. Podobnie jak z wcześniej opisanymi bezchlorofilowymi roślinami, gnieźnika możemy spotkać w lasach w porze jego kwitnienia lub... nie spotkać wcale. I to nie tylko z powodu rzadkości występowania, ale i dlatego, że roślina może cały cykl rozwojowy, wraz z kwitnieniem i owocowaniem, przejść wyłącznie pod ziemią. Zachowanie to występuje niekiedy w określonych warunkach behawiorystycznych, normalnie jednak gnieźnik okazuje nam sezonowo swoje oblicze. Nazwa rośliny pochodzi od splątanych na wzór ptasiego gniazda, grubych i soczystych korzeni rośliny. Występuje na średnio żyznych glebach, obfitujących w sole wapnia, na stanowiskach cienistych, głównie w lasach bukowych oraz grabowo-dębowych (grądy).

Młoda roślina najpierw rozwija się wyłącznie pod ziemią i trwa to stosunkowo długo, bo kilka, a nawet kilkanaście lat (dzięki temu już wiemy, że mamy do czynienia z byliną). Kiedy już odpowiednio się rozwinie i wzmocni, wyrasta ponad powiechnię podłoża, oczywiście w okresie kwitnienia. Czasami jednak, zwłaszcza gdy podłoże, na którym rośnie, jest bardzo twarde i zbite albo też, gdy podziemne organy rośliny znajdują się na znacznej głębokości, nie mogąc wydostać się na powierzchnię pęd kwiatostanowy zakwita pod ziemią. Dochodzi wtedy do samozapylenia i roślina owocuje znajdując się nadal pod ziemią. Częściej jednak dobrze sobie radząc z przebijaniem się przez glebę wystawia na światło dzienne grube i soczyste, około półmetrowe pędy. Początkowo są one żółte, następnie brunatnieją. Na szczycie pędu umiejscowiony jest kwiatostan, niżej znajdują się najczęściej zredukowane tylko do pochew liście, rzadziej krótkie liście o postrzępionych brzegach, w liczbie 4-5. Podobnie jak pozostałe części rośliny nie zawierają one chlorofilu i są niezdolne do fotosyntezy. Ich zabarwienie jest takie samo jak łodygi. Szczytowe grono kwiatostanowe liczy 10-30 pojedynczych kwiatów, bez charakterystycznej dla wielu storczyków ostrogi. Płatek nazywany u storczyków warżką jest zwisający, a pozostałe płatki tworzą hełm. Gnieźnik kwitnie wiosną: od drugiej połowy maja do czerwca. Kwiatek ma około centymetra długości. Nie produkuje nektaru ani nie wydziela wyczuwalnego dla człowieka zapachu, jednak w jakiś sposób zwabia muchy, które dokonują zapylenia. W niesprzyjających warunkach pogodowych, podczas kwitnienia podziemnego lub z powodu braku owadów dochodzi do samozapylenia. Barwa kwiatów niczym nie różni się od zabarwienia pędu czy liści. Owocem jest pękata torebka. Nasiona kiełkują dopiero wtedy, gdy wnikną w nie strzępki odpowiednich gatunków grzbów. Po wydaniu nasion nadziemna część rośliny obumiera.

W naszym karaju roślina ta znajduje się pod ochroną!

00:43, ksanthos_trelos , Chronione
Link Komentarze (1) »
sobota, 22 sierpnia 2009

Kolejną rośliną pozbawioną chlorofilu i przez to niezdolną za pomocą energii świetlnej do samodzielnej produkcji żadnych substancji jest korzeniówka, przy odżywianiu całkowicie zdana na pomoc z zewnątrz. Wraz z grzybami glebowymi tworzy skomplikowaną zależność, umożliwiającą jej wzrost i przetrwanie. Grzyby glebowe utrzymują z korzeniami drzew leśnych dobrze działającą spółkę (symbioza: mykoryza) i wymieniają się z nimi różnymi substancjami. Dostarczają z gleby korzeniom drzew sole mineralne i wodę, a otrzymują za to np. węglowodany i aminokwasy, które pochodzą z produkcji zielonych liści drzew. Łuskiewnik różowy z poprzedniej notki pasożytuje na korzeniach drzew, natomiast woskowobiała korzeniówka pospolita pobiera składniki pokarmowe z gleby leśnej. Odbywa się to za pomocą nitek grzybni, która ciasno oplata korzenie rozgałęzione jak koralowce i szeroko przerasta glebę leśną. Nitki grzybni pobierają z podłoża wodę i zawarte w niej sole mineralne oraz mają szczególną zdolność przetwarzania martwej materii organicznej ze ściółki leśnej na próchnicę. W ten sposób korzeniówka otrzymuje znaczne ilości składników pokarmowych z przemiany materii grzybni, jednak bez wyraźnej korzyści dla samego grzyba. Zachowuje się więc jak pasożyt, podobnie jak łuskiewnik, z tą różnicą jednak, że nie wykorzystuje bezpośrednio drzew, lecz grzyby saprofityczne. Grzyb może jednocześnie prowadzić mikoryzę z korzeniówką pospolitą oraz z drzewami. Część składników, które pobiera od tych drzew przekazuje korzeniówce. W takim przypadku byłaby więc ona pasożytem pośrednim drzew leśnych.

Korzeniówka pospolita (Monotropa hipopitys) według nowszych opracowań systematycznych wydzialana jest z rodziny wrzosowatych (Ericaceae) w osobną rodzinę korzeniówkowatych, (Monotropaceae albo też gruszyczkowatych: Pyrolaceae). Występuje na rozproszonych stanowiskach w lasach iglastych: sosnowych lub świerkowo-jodłowych, a niekiedy także w mieszanych lasach liściastych strefy umiarkowanej. Preferuje miejsca o grubej warstwie próchnicy, cieniste i wilgotne. Można ją spotkać na całym niżu w Europie (w Polsce na całym obszarze), a także w Azji i Ameryce Północnej.

Nad powierzchnią ziemi można korzeniówkę spotkać w okresie jej kwitnienia. Bezpośrednio z podłoża wyrasta niezwykle blada, mięsista, wyprostowana i krucha, bladożółta łodyga o wysokości 10-30 cm. Pokryta jest zredukowanymi, łuskowatymi liśćmi, ciasno przylegającymi do pędu. Są one białawe lub jasnożółte do brązowych, pozbawione chlorofilu i nie spełniające funkcji asymilacyjnej. Na wysokości kwiatostanu łodyga zagina się poziomo lub wręcz łukowato do dołu; całkowicie prostuje się w okresie owocowania. Kwiaty skupione są po kilka na bardzo krótkich szypułkach i zebrane w szczytowe, gęste, jednostronnie zwisające grona. Są dzwonkowate, kubkowate, o stulonych płatkach, barwy bladożółtej, a następnie brązowej. Szczególnie silnie pachną późnym popołudniem i wieczorem zapachem wanilii. Po zapyleniu kwiaty przekształcają się w owoce typu jagody lub suchej torebki. Nasiona są drobne, ze słabo wykształconym zarodkiem. Przekwitłe kwiaty usychają, lecz nie opadają, okrywając torebki z nasionami. Kwitnie latem (VI-VIII). Organem podziemnym jest gęsto rozgałęzione, mięsiste kłącze, podobnie jak kwiaty pachnące wanilią. Wyrastające z niego korzenie pozbawione są włośników. Jest rośliną wieloletnią.

19:26, ksanthos_trelos , Inne nasze
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 sierpnia 2009

Wczesną wiosną (III-V) w łęgowych lub wąwozowych lasach, w których występują takie drzewa, jak: topola, olcha, wiąz, leszczyna, buk, w leśnym poszyciu zakwita bardzo dziwna bylina. Wprost z ziemi wyrastają najczęściej w skupiskach bladoróżowe lub rzadziej białawe łodygi wysokości 10-25 cm. Są całkowicie pozbawione liści, natomiast zamiast nich na łodydze osadzone są liściopodobne łuski o zabarwieniu takim samym jak i pęd. Łodygi te są gęsto oblepione różowoczerwonymi albo białaworóżowymi grzbiecistymi kwiatami skupionymi w nierozgałęzione, jednostronne grono. Pojedynczy kwiatek jest dwuwargowy, ma około 2 cm długości; zabarwiona jest zarwno korona kwiatu (płatki), jak i kielich. Po kwitnieniu zawiązują się nasiona, a po ich dojrzeniu pędy zamierają. Na powierzchni ziemi po roślinie nie pozostaje żaden ślad, aż do przyszłego wiosennego okresu kwitnienia...

W poprzedniej notce napisałem, że życie roślin to ciałka zieleni: chloroplasty, bez których nie może samodzielnie żyć ani przetrwać żadna roślina wyższa. Powyższy wstęp zapowiada odpowiedź na pytania: Czy istnieją rośliny pozbawione całkowicie chlorofilu? Wbrew pozorom odpowiedź jest twierdząca, lecz jak zatem są zdolne utrzymać się przy życiu, rosnąć, kwitnąć i owocować?... Istnieje nieliczna grupa roślin bezzieleniowych, pozbawionych chlorofilu i będących najczęściej półpasożytami żyjącymi w symbiozie z odpowiednim grzybem lub rzadziej pasożytami całkowitymi. Dzisiejszy bohater należy do tej drugiej grupy. Cykl rozwojowy roślin saprofitycznych jest nieco bardziej skomplikowany niż opisaneego dziś pasożyta, ale i poprzez to bardziej interesujący. O nich w następnym wpisie.

Łuskiewnik różowy (Lathraea squamaria) z rodziny trędnikowatych (Scrophulariaceae) lub według innych systemów taksonomicznych zaliczany do rodziny zarazowatych (Orobanchaceae) jest rośliną wieloletnią, która - oprócz okresu kwitnienia i owocowania - całe swoje życie spędza pod ziemią. Tam to znajduje się rozgałęzione kłącze pokryte bladymi łuskowatymi liśćmi. Wyrastające z kłącza korzenie wkłuwają się w korzenie leszczyny, topoli lub olchy, rzadziej buka lub wiązu, by tą drogą pobierać niezbędne im do życia składniki pokarmowe i wodę. W górach natomiast, w lasach iglastych, łuskiewnik pasożytuje na świerkach. Nasiona muszą paść na glebę w odległości mniejszej niż 1 cm od korzeni rośliny żywicielskiej, aby mogły wykiełkować. Jeśli ich sytuacja jest inna, niezdolne do samodzielnego życia, wkrótce obumrą. Jest rośliną pospolitą na terenie całego kraju, a jej polska nazwa pochodzi od łusek, które skrętolegle pokrywają kłącza i pędy kwiatowe. Łuskiewnika możemy podziwiać tylko wiosną w wilgotnych lasach, głównie liściastych, i wśród przyleśnych zarośli podczas kwitnienia. Przez większą część roku roślina znajduje się pod ziemią, całkowicie niewidoczna dla oka.

20:24, ksanthos_trelos , Inne nasze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 sierpnia 2009

Liście roślin mają różne formy i kształty. Gdybyśmy jednak ujrzeli liście w znacznym powiększeniu, okazałoby się, że wszystkie wyglądają podobnie. Każdy z nich to prawdziwe laboratorium, w którym odbywa się jeden z najważniejszych procesów na naszej planecie, czyli fotosynteza.

Wnętrze liścia wypełnione jest tkanką miękiszową. Pod silnie powiększającym mikroskopem możemy obejrzeć liczne komórki, a w każdej z nich zielone twory, nazywane ciałkami zieleni lub chloroplastami. Zawierają one barwnik: chlorofil, który nadaje liściom zielony kolor. Gdybyśmy natomiast przyjrzeli się powierzchni blaszki liściowej, zauważylibyśmy tam niewielkie szczeliny. Są to aparaty szparkowe zbudowane z dwu połączonych komórek. W zależności od gatunku rośliny może ich być od 1400 aż do 100 000 na 1 cm²! Gdy komórki napełnią się wodą, pęcznieją, a wtedy szparka szeroko się otwiera. Do miękiszu przenika wówczas dwutlenek węgla, a odwrotną drogę pokonuje tlen. I oto zaczyna się fotosynteza: gdy promienie słoneczne padną na liść, chlorofil pochłania światło i - najprościej ujmując - energia słoneczna zostaje zamieniona w chemiczną. Jednocześnie korzenie ciągle pobierają z gleby wodę wraz ze związkami mineralnymi, która jest transportowana biegnącymi od korzeni wiązkami przewodzącymi, niczym siecią wodociągową. Najgrubsze wiązki są widoczne na liściach jako nerwy. W trakcie wielu przemian cząsteczki wody ulegają rozbiciu na wodór i tlen. Wodór wraz z dwutlenkiem węgla jest wykorzystywany przez roślinę do budowy prostych związków organicznych (węglowodanów), tlen natomiast ulatnia się do atmosfery. Z wytworzonych związków organicznych oraz mineralnych, czerpanych z gleby, powstają substancje, z których zbudowane są wszystkie istoty na Ziemi.

Kolorowe liście oprócz chlorofilu zawierają także inne barwniki. Z jednym wyjątkiem: kiedy liście są z natury lub wkutek prac hodowlanych pstre - z białymi plamami lub obrzeżeniem. Biała część liścia pozbawiona jest całkowicie chlorofilu i żyje kosztem rośliny. Dlatego też barwne odmiany zazwyczaj potrzebują silniejszego światła niż ich całkowicie zieloni protoplaści. Niekiedy na pstrej odmianie pojawia się pęd z całkowicie zielonymi liśćmi, który szybko i intensywnie się rozrastając może zagłuszyć całkowicie pstrą część rośliny. Jeśli chcemy zachować tę cechę, takie zielone pędy należy jak najszybciej wycinać. Nieco rzadziej zdarza się też odwrotna sytuacja: na pstrej odmianie pojawia się gałązka z całkowicie białymi liśćmi. Wygląda dość nietypowo i oryginalnie. Możemy ją pozostawić na roślinie, jednak pamiętając, że - niezdolna z powodu braku chlorofilu do samodzielnego życia - żyje i rozrasta się kosztem całej rośliny, osłabiając ją.

Z całego powyższego tekstu jasno wynika, że życie to ciałka zieleni, więc pewne zdumienie może wzbudzać pytanie: Czy istnieją rośliny wyższe pozbawione całkowicie chlorofilu? Wbrew pozorom odpowiedź jest twierdząca, lecz jak zatem są zdolne utrzymać się przy życiu, rosnąć, kwitnąć i owocować?...
O tym następnym razem.

16:21, ksanthos_trelos
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 sierpnia 2009

W rodzinie znana jest zabawna anegdotka, kiedy to jedna z moich licznych ciotek wysłała męża swego na zakupy. Kupić miał m.in. tajemniczo brzmiący piment. Tułał się biedak od sklepu do sklepu po całym mieście, lecz nigdzie nie spotkano się z taką nazwą jakiegokolwiek produktu. Znużony trafił w końcu na ekspedientkę znającą ową osobliwą nazwę i w ten sposób uniknął niezadowolenia żonki. Pimenta to łacińska nazwa rodzajowa rośliny przyprawowej (Pimenta officinalis, synonimy: Pimenta dioica, Eugenia pimenta) z rodziny mirtowatych (Myrtaceae), a także w formie Piment - jako jedna z niemieckich nazw przyprawy (ang.: Allspice, Jamaica Pepper albo Pimento; niem.: Nelkenpfefferbaum lub Piment). Sama zaś nazwa pimenta oznacza w języku hiszpańskim pieprz i została nadana przez Kolumba i jego towarzyszy, którzy jako pierwsi spotkali tę roślinę, błędnie wówczas sądząc, że jest to prawdziwy pieprz. Korzennik lekarski stał się powszechnie znaną przyprawą w Europie pod koniec XVII wieku. Ze względu na interesujący aromat, przyprawa szybko się rozpowszechniła, a ponieważ była nowością w porównaniu z wcześniej znanymi egzotycznymi przyprawami oraz przywędrowała z Nowego Świata, np. w Czechach nazywano ją "nową przyprawą". Hiszpański uczony Francisco Hernandez, który na polecenie króla Filipa II podróżował po Meksyku w latach 1571-1577, nazwał tę przyprawę piper tabasci, ponieważ po raz pierwszy natknął się na nią w meksykańskim stanie Tabasco. Donosił on potem, że Aztekowie używali tej przyprawy razem z wanilią do przyprawiania swojego czekoladowego napoju. Suszone owoce korzennika są szczególnie cenione oraz chętnie stosowane w kuchni angielskiej, dlatego potocznie nazywane są zielem angielskim. I u nas korzennik lekarski najlepiej znany jest właśnie pod nazwą pieprzu angielskiego lub angielskiego ziela. Jednak w rzeczywistości z zielem ma niewiele wspólnego, jest bowiem rośliną drzewiastą. Drzewo to występuje w Ameryce Środkowej (Meksyk) i Południowej (jej północne rejony), na wyspach Bahama i Antylach. Zaś głównymi ośrodkami uprawy pimenty są Barbados i Jamajka, które są do tej pory głównym eksporterem tej przyprawy, a także Meksyk, Brazylia, Wenezuela; bywa też uprawiany na Madagaskarze i w Afryce. Wielkie plantacje znajdują się na Réunion, na Jawie, Sumatrze, na Półwyspie Indochińskim (Wietnam, Tajlandia) i w Indiach.

Korzennik jest niewielkim, około dziesięciometrowym (do 13 m), wieczniezielonym drzewkiem o ładnej, rozłożystej koronie. Pień i gałęzie pokryte są szarą, przyjemnie pachnącą korą. Liście są ciemnozielone, jajowatolancetowate, skórzaste, o podwiniętych brzegach. Kwiaty ma nieduże, czteropłatkowe, białe i zebrane w baldachowate kwiatostany wyrastające z kątów liści. Owocem jest ciemnobrązowy lub czerwony, kulisty pestkowiec, do 1 cm średnicy, zwykle zawierający dwa nasiona. Drzewo korzennika lekarskiego wymaga gleb wapiennych lub boksytowych, co stanowi dość istotny czynnik ograniczający jego uprawę. Zaczyna owocować zwykle w siódmym roku po wysadzeniu i daje przeciętnie 50 kg świeżych owoców rocznie, owocuje przeważnie do wieku stu lat. Drzewo rozmnażane jest z nasion lub przez odkłady.

Surowcem są natomiast niedojrzałe, suche i pomarszczone owoce pimenty. Ich zbiór odbywa się w dość brutalny sposób: najczęściej drewnianymi tykami lub kijami podobnymi do cepów łamie się i strąca z drzew całe gałęzie z baldachowatymi owocostanami. Owoce zbiera się przed dojrzeniem, gdy są już wyrośnięte, lecz jeszcze zielone, ponieważ wtedy ich smak i aromat są najsilniejsze. Potem zebrane owoce suszy się na słońcu na betonowych platformach lub w suszarniach przez okres 5-10 dni, okrusza z gałązek i sprzedaje jako cenioną przyprawę o swoistym smaku i zapachu, zbliżonym jednocześnie do goździków, cynamonu i gałki muszkatołowej, a także kardamonu, gorczycy i pieprzu. Angielska nazwa Allspice, czyli wszystkie przyprawy korzenne, dobrze charakteryzuje złożony aromat suszonych owoców pimenty. Z wyglądu owoc korzennika podobny jest do pieprzu, ma też zbliżony paląco-szczypiący smak, chociaż słabszy niż pieprz. W zapachu natomiast wyraźna jest nuta goździkowa, dlatego kiedyś nazywano też pimentę pieprzem goździkowym. Natomiast dojrzałe jagody po wysuszeniu tracą zapach po paru dniach, źle się przechowują i są jako przyprawa bezwartościowe. Z owoców i liści pozyskiwany jest bogaty w eugenol olejek eteryczny. Owoce zawierają do 5% olejku, w którym eugenol występuje w ilości 65-80%, ponadto zawierają metyleugenol, eukaliptol (cyneol), chawikol, linalool i kariofilen. W owocach są obecne także galloiloglikozydy, proantocyjanidyny, flawonoidy (kwercetyna), katechina, olej i cukry.

Ziele angielskie jest bardzo lubiane i bardzo często używane jako przyprawa korzenna do zup, sosów, marynat, a zwłaszcza konserw mięsnych i rybnych, ogórków, warzyw konserwowych oraz innych. Sos sporządzony z mocnego wywaru z mięsa, z dodatkiem pieprzu, cebuli, mąki, skórki cytrynowej, czerwonego wina i kilku ziarenek pieprzu angielskiego doskonale nadaje się szczególnie do podrobów i dziczyzny. Osobne zastosowanie ziela angielskiego dotyczy przetworów deserowych. Dodanie go do kompotów owocowych podnosi znacznie ich aromat. W postaci sproszkowanej jest wspaniałym dodatkiem do puddingu śliwkowego, wypieków, kiełbas. Przyprawę dodaje się do potraw na początku ich przyrządzania. Często też jako namiastka pieprzu czarnego, a z powodu jego silnego aromatu powinien być stosowany z umiarem. Olejek z pimenty bywa używany w likiernictwie (Benedictine Chartreuse). Pieprz pachnący wchodzi w skład wielu mieszanek przyprawowych, używany też jest w przemyśle spożywczym, kosmetycznym, perfumeryjnym oraz w medycynie.

We współczesnym lecznictwie korzennik lekarski jest używany bardzo rzadko, jako środek poprawiający trawienie i usuwający wzdęcia. Osobiście zdarza mi się zamieszczać przepisy kulinarne z użyciem nietypowych roślin, lecz zwykle wystrzegam się zamieszczania na blogu wszelkich mikstur o działaniu leczniczym, mając na względzie często szkodliwe lub toksyczne właściwości wielu roślin. Poniższe dane cytuję natomiast za dr. H. Różańskim. Ziele angielskie wykazuje działanie odkażające, znieczulające i przeciwświądowe miejscowo, pobudzające trawienie i czynności wydzielnicze przewodu pokarmowego, rozkurczowe na mięśnie gładkie. Składniki olejku hamują uwalnianie prostaglandyn. Mają właściwości uspokajające. Leczy niestrawność, bóle żołądka, skurcze jelit, zaparcia. Hamuje procesy gnilne i fermentacyjne w jelitach, usuwa nieprzyjemny zapach z ust, wywodzący się z zaburzeń trawiennych. Korzennik zmniejsza bóle miesiączkowe, ale w większych dawkach może też nasilać krwawienia miesiączkowe i wypływanie wydzieliny menstruacyjnej. Jest to przydatne przy długotrwałych skurczach i atonii macicy, przez co wydzielina i skrzepy menstruacyjne zalegają w drogach rodnych. Ziele angielskie zapobiega tym zaburzeniom. Napar z korzennika rozszerza oskrzela i odkaża gardło oraz jamę ustną (1 łyżeczka owoców roztartych w moździerzu na 1 szklankę wrzącej wody; pić 2 szklanki naparu małymi porcjami). Owoce pimenty naparzone w mleku z miodem działają rozgrzewająco i wzmacniająco przy grypie i przeziębieniu. Dobroczynne działają przy kaszlu, szczególnie z dużą ilością zalegającej wydzieliny. Olejek i spirytus z owoców wcierane w skórę działają przeciwbólowo, leczą ukąszenia owadów i roztoczy, hamują rozwój grzybów i bakterii. Pomocne są też w leczeniu urazów, wychłodzenia kończyn i reumatyzmu. Naparem z ziela angielskiego można przemywać skórę z wypryskami, trądzikiem, szczególnie przy łojotoku i nadmiernej potliwości. Wreszcie do płukania gardła i jamy ustnej przy stanach zapalnych i przykrym zapachu z ust. Olejek i nalewka hamują nudności (wpływ przeciwwymiotny). Nalewkę z ziela angielskiego można sporządzić zalewając 100 g owoców 500 g spirytusu 70%, pozostawić w słoju na 7 dni, przefiltrować. Zażywać po 5 ml 1-4 razy dziennie, zależnie od potrzeby. Również do wcierania w skórę. Owoce przed parzeniem, ekstrahowaniem octem, oliwą lub alkoholem, zawsze należy rozdrobnić najpierw w moździerzu. Nie należy leczniczo stosować angielskiego ziela podczas ciąży i laktacji.

piątek, 14 sierpnia 2009

Wprawdzie mamy pełnię lata i do gwiazdkowych świąt z początku zimy jeszcze daleko, ale właśnie teraz - w sierpniu - nadeszła pora na przygotowywanie świątecznego owocowego upominku z dedykacją. W sierpniu sadownicy naklejają gotowe nalepki z wyciętymi napisami, gwiazdkami, serduszkami itp. na niedojrzałe wtedy jeszcze owoce. Skórka pod paskiem szablonu pozostaje żółta, a cały owoc wraz z napisami i wzorkami czerwony. Owoce takie bywają sprzedawane przed świętami Bożego Narodzenia, przy czym za jedną sztukę możemy zapłacić tyle, ile za cały kilogram zwykłych. Jeśli mamy w ogrodzie jabłoń o pięknie wybarwiających się owocach, możemy sami przygotować dość oryginalny, smaczny upominek z napisem. Podarowane komuś owoce z dedykacją z pewnością będą lepiej smakowały!

Czerwony rumieniec na jabłku tworzy się w wyniku syntezy związków organicznych, takich jak karotenoidy, antocyjany czy betacyjaniny, w slórce owocu i tuż pod nią. Proces ten przebiega jedynie w obecności światła słonecznego. Jeśli więc zakryjemy część skórki, to w tym miejscu jabłko pozostanie zielone, a gdy owoc dojrzeje: żółte. Jeżeli zaś na skórce owocu nakleimy nieprzezroczystą samoprzylepną folię, powstanie pod nią napis.

Taki wzór czy litery naklejamy na 4-6 tygodni przed planowanym zbiorem, najlepiej wybierając owoce znajdujące się na obrzeżach korony drzewa, nie osłonięte przez liście i w miejscach wystawionych na silne słońce. Jeśli zaś ktoś zechce przygotować taki upominek na Boże Narodzenie, powinien wybrać tzw. zimowe odmiany, których owoce nadają się do długiego przechowywania. W chwili naklejania samoprzylepnej folii, gotowych liter czy wzorków, a nawet zwykłego plastra, owoce powinny być suche i jeszcze zielone lub tylko lekko zarumienione. Napis umieszczamy po "słonecznej" stronie owocu.

Jabłka z napisami trzymamy w chłodni, piwnicy lub w ostateczności w lodówce, owinięte podziurkowaną folią dla ochrony przed wysychaniem. Litery najlepiej odklejać dopiero przed wręczeniem jabłek. Jeśli robimy to wcześniej, uważajmy, aby nie uszkodzić skórki owocu. Nawet przez minimalnej wielkości rankę mogą bowiem wniknąć drobnoustroje i owoc zacznie gnić.

20:26, ksanthos_trelos , Pomysły
Link Komentarze (1) »
środa, 12 sierpnia 2009

Nazwa tygrysówki, jak łatwo się domyślić, pochodzi od łacińskich słów tigridis: tygrys oraz pavo: paw i nadana została ze względu na oryginalne cętkowane kwiaty. Tygrysówka pawia (Tigridia pavonia) pochodzi z Meksyku, Gwatemali i Peru i już w XVI wieku była uprawiana w europejskich ogrodach. Wraz z wieloma innymi gatunkami tygrysówek tworzy rodzaj w obszernej rodzinie kosaćcowatych (irysowate, Iridaceae). Liście ma równowąskie, jak u mieczyków, o długości dochodzącej nawet do 40 cm. Tej samej długości lub dłuższe są pędy, których z dużej cebuli wyrasta po kilka, a każdy z nich dźwiga 2-5 kwiatów. Kwiaty te są bardzo oryginalne zarówno pod względem kształtu, jak i barwy. Trzy zewnętrzne płatki są duże i szerokie oraz lekko odgięte ku dołowi, zaś pozostałe trzy wewnętrzne krótkie i miseczkowate, a wszystkie z wyraźnymi, "tygrysimi" plamkami u nasady. Kwiaty ma wzniesione ku górze lub lekko pochylone. Kwitnie w drugiej połowie lata (VII-IX). Średnica kwiatów może wynosić nawet 15 cm (10-15 cm), ale rozkwitnięte cieszą oko bardzo krótko, gdyż żyją tylko jeden dzień: rozwijają się przed południem, a więdną już wieczorem. Jednak kwitnienie, które rozpoczyna się z końcem lipca, trwa dłużej i sprawia wrażenie nieprzerwanego, ponieważ kwiaty na pojedynczym pędzie rozwijają się stopniowo, a i same pędy także nie pojawiają się równocześnie. Dzięki temu rośliny sadzone w grupach po kilka lub kilkanaście kwitną nawet do września. Organem podziemnym tygrysówki jest podłużna cebula, okryta grubą łuską, której obwód może dochodzić do 10-11 cm.

Tygrysówka najlepiej rośnie w miejscach słonecznych i przewiewnych, w glebie próchnicznej i dostatecznie wilgotnej, lecz przepuszczalnej. Cebule sadzi się w drugiej połowie kwietnia, w odstępach co najmniej dziesięciocentymetrowych i na głębokość 7-8 cm. Nie należy jej sadzić po kosaćcach, cebulowych, jak również na miejscu, na którym sama rosła poprzednio. Rośliny wymagają starannego pielęgnowania, a przede wszystkim obfitego podlewania w czasie suszy i dwu-, trzykrotnego zasilania nawozem wieloskładnikowym w ilości 20-30 g/m². Wykopane na przełomie września i października, gdy ich liście zaczynają żółknąć, oraz oczyszczone cebule zimą przechowujemy w pomieszczeniu o temperaturze 2-5°C, najlepiej przykryte trocinami lub torfem albo lekko wilgotnym piaskiem. Wyższa temperatura w przechowalni pobudza je do szybszego wznowienia wzrostu, a to z kolei może zakończyć się gniciem cebul.

Tygrysówkę można łatwo rozmnożyć z nasion i przez oddzielanie cebul przybyszowych. Nasiona wysiewa się w końcu kwietnia na starannie przygotowanym zagonie i zwykle po 5-6 tygodniach pojawiają się małe siewki, wymagające bardzo starannego pielęgnowania. Latem można je zasilać opryskując rośliny 0,1% (1 cm³/1 l wody) Florovitem i saletrą amonową. Najsilniejsze rośliny mogą jesienią wytworzyć pęd z jednym kwiatem, ale lepiej nie dopuścić do kwitnienia, aby nie osłabiać wzrostu cebul. Tygrysówka nie zimuje w naszych warunkach w gruncie, więc małe cebule uzyskane z nasion wykopuje się w końcu września, a w następnym sezonie sadzi na nowym zagonie.
Rozmnażanie poprzez oddzielanie cebul przybyszowych przypada jesienią po wykopaniu tygrysówki. Liście obcina się, a cebule suszy w pomieszczeniu o temperaturze około 17°C, następnie czyści i odejmuje od matecznej tylko te cebule, które można łatwo oddzielić. Jeśli w drugim roku uprawy nie osiągną obwodu 7 cm, to nie powinno się ich dalej uprawiać.

Znanych jest kilka odmian różniących się przede wszystkim barwą kwiatów. 'Alba' jest biała z czerwonymi plamkami, 'Aurea' i 'Canariensis' żółte z czerwonym rysunkiem, 'Red Giant' ma kwiaty czerwone z żółtymi plamkami, a 'Rosalind' jest różowa z ciemniejszym rysunkiem.

Tygrysówki najładniej wyglądają wśród bylin o ciemno- lub szarozielonych liściach, a odmiany czerwone i żółte także w połączeniu z roślinami jednorocznymi o niebieskich kwiatach (żeniszek, stroiczka itp.). Nadaje się na rabaty mieszane, ogrody skalne, na kwiat cięty, balkony i tarasy. Kwitnienie tygrysówki można nieco przyspieszyć, sadząc cebule do doniczek już w marcu. Do maja rosną na chłodnej werandzie, a potem z całą bryłą ziemi przesadza się je na rabaty w ogrodzie, gdzie zakwitną już na początku lipca. Jeżeli rośliny są uprawiane w doniczkach przez cały sezon, cebulek nie trzeba wykopywać, a doniczki po prostu przenieść na zimę do pomieszczenia zabezpieczonego przed mrozem.

Są odporne na choroby i szkodniki. Koszt jednej cebuli: około 1,50 zł. Upieczone lub ugotowane cebule nadają się do spożycia.


11:24, ksanthos_trelos , Ozdobne
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Jeszcze 30 lat temu kora była niepotrzebnym nikomu odpadem przy obróbce drewna. Wokół tartaków i zakładów papierniczych zalegały jej ogromne hałdy. Nad jej wykorzystaniem zaczęli zastanawiać się leśnicy i ogrodnicy. Wkrótce w ślad za nimi podążyli ciepłownicy. Dzisiaj kora jest poszukiwanym surowcem...

Na przekroju ściętego pnia drzewa ciemna kora wyraźnie odcina się barwą od jasnego drewna. Botanicy dzielą ją na dwie podstawowe warstwy. Wewnętrzna jest żywą tkanką łyka i miękiszu korowego, zewnętrzna zaś tkanką martwą, nazywaną korkiem. Łyko jest jakby instalacją hydrauliczną drzewa. Tędy bowiem woda i składniki mineralne pompowane są od korzeni do wszystkich wyżej położonych części, także liści. Korek natomiast osłania pień, gałęzie i korzenie przed uszkodzeniami mechanicznymi, wnikaniem chorobotwórczych grzybów i bakterii, a przede wszystkim przed wahaniami temperatury i parowaniem wody. To dzięki niemu drzewa mogą przetrwać ostre zimowe mrozy i wysuszające letnie upały. Grubość kory zależy od gatunku drzewa; dla przykładu: buki mają bardzo cienką korę, zaś modrzewie grubą, nawet dziesięciocentymetrową.

W ogrodnictwie najczęściej wykorzystuje się korę sosnową i świerkową. Głównymi jej dostawcami są zakłady celulozowe. Dostarczane tam pnie drzew najpierw się okorowuje, czyli oddziela korę od drewna. Dawniej robiono to ręcznie, a zajęcie to było bardzo pracochłonne, zwłaszcza gdy drzewo ścinano zimą, wówczas bowiem kora bardzo mocno przylega do drewna. Dzisiaj stosuje się głównie korowanie mechaniczne, za pomocą maszyn zwanych korowarkami.


Aby zmniejszyć zawartość tanin do ilości tolerowanych przez rośliny, korę trzeba kompostować co najmniej przez 2-3 miesiące. W zimie okres ten powinien być nieco dłuższy. W korze ułożonej w pryzmy, oprócz wypłukiwania się związków chemicznych, zachodzą również procesy rozkładu substancji organicznych. Biorą w nich udział drobnoustroje, głównie bakterie zużywające azot, którego w korze jest bardzo mało. Żeby kompostowanie kory przebiegało bez żadnych zakłóceń, do pryzmy dodaje się nawozów azotowych (najczęściej mocznika) w ilości 1,5-2 kg/m³. W początkowym okresie kompostowania temperatura wewnątrz pryzmy gwałtownie wzrasta. W zimie nawet przy dwudziestostopniowym mrozie wynosi 30-40°C, w lecie jeszcze więcej. Zwykle po dwóch miesiącach nieco spada, a to oznacza, że proces mineralizacji jest już dostatecznie zaawansowany i niebawem można przeznaczyć korę do sprzedaży. Pamiętajmy jednak, że proces biologicznego rozkładu kory nie został zakończony i będzie postępował nadal. Rośliny, wokół których leży korowa ściółka, mogą odczuwać niedobór azotu, zużywanego w dużych ilościach przez bakterie. Braki te możemy łatwo uzupełnić, stosując nawozy mineralne o zwiększonej zawartości azotu. Ściółka z kory drzew iglastych pomaga utrzymać kwaśny odczyn gleby i jest przydatna szczególnie w uprawie roślin kwasolubnych (iglaków, wrzosów, różaneczników i azalii, borówki amerykańskiej), jeżeli natomiast chcemy odkwasić glebę, warto zastosować ściółkę z kory bukowej, która jest bogata w wapń. Przy ściółkowaniu roślin wrażliwych na zakwaszenie korą z drzew iglastych odkwaszamy ją poprzez dodatek wapna.

W ogrodzie stosujemy korę najczęściej w celu:
Ściółkowania. Korę rozsypujemy wokół drzew, krzewów i bylin na rabatach warstwą grubości co najmniej 5 cm (najlepiej około 10 cm). Taka ściółka spełnia wiele ważnych funkcji: zapobiega przesuszaniu się podłoża, rozprzestrzenianiu chwastów i zmniejsza wahania temperatury gleby. Jest też dekoracyjna: wygląda świeżo przez kilka miesięcy.
Użyźniania gleby. Dodatek kory poprawia strukturę gleby, a także stanowi źródło próchnicy. Pamiętajmy jednak, że kora jest uboga w składniki mineralne: azot, fosfor i potas. Dlatego glebę musimy dodatkowo wzbogacać nawozami mineralnymi.
Przykrywania roślin na zimę. Korą możemy przysypać np. przycięte na zimę byliny czy rośliny zadołowane w donicach. Wiąże się z tym jednak pewne ryzyko. W czasie ostrej zimy kora, pomimo że jest dobrym izolatorem, może głęboko przemarznąć. Wiosną natomiast bardzo powoli rozmarza. Zakotwiczone w zamarzniętym podłożu korzenie nie mogą dostarczyć wody rozpoczynającym wegetację roślinom. Występuje wówczas zjawisko tzw. suszy fizjologicznej, mogące doprowadzić do zamierania pędów lub nawet całych roślin. (Zjawisko to najczęściej dotyczy roślin zimozielonych, np. różaneczników, które na mróz są odporne, lecz w czasie jego trwania nie mogą uzupełniać z zamarzniętej ziemi niedoboru wody, traconej z liści także zimą wskutek wysuszających wiatrów i słońca. Jeśli wiosną stwierdzamy, że nasz różanecznik "przemarzł", najczęściej powodem jego zmarnienia jest właśnie susza fizjologiczna.) Aby temu zapobiec, wiosną musimy korę jak najwcześniej rozmrozić, polewając ją obficie wodą.

W sklepach ogrodniczych sprzedaje się korę zapakowaną w worki o pojemności 40-50 litrów. Kosztuje przeważnie 5-8,- zł za worek. Dostawcy gwarantują, że została wstępnie przekompostowana i nie zawiera substancji toksycznych dla roślin. Na ogół jest dobrze rozdrobniona, tym niemniej zdarzają się duże kawałki lub ścinki drewna. W wielu krajach korę sortuje się na trzy podstawowe frakcje: drobną, średnią i grubą. U nas, niestety, w sprzedaży jest przeważnie tylko jeden gatunek.

Prawdziwe zalety kory (np. niemal stuprocentowe zagłuszenie chwastów) poznamy po połączeniu jej z ciemną agrowłókniną. Ten cienki, czarny materiał dzięki swej strukturze przepuszcza wodę i pozwala jej dotrzeć do korzeni. Przepuszcza też niezbędne dla rozwoju korzeni powietrze. Aby umożliwić wyrastanie pożądanych roślin spod włókniny, należy przeciąć ją na krzyż w miejscu posadzenia rośliny. Warstwa kory, którą wysypujemy na agrowłókninę może być cieńsza. Korową ściółkę zakładamy wczesną wiosną, jednak - co bardzo ważne - dopiero po rozmarznięciu gleby. Założona na zamarznięte podłoże skutecznie zaizoluje je przed dostępem promieni słonecznych i sprawi, że będzie ono rozmarzać znacznie dłużej, co może być szkodliwe dla roślin.

Jeśli chcemy się przekonać, czy kora lub jakiekolwiek inne podłoże nie zawiera substancji szkodliwych dla roślin, zróbmy prosty test. Posadźmy tam kilka siewek sałaty i obserwujmy je przez kilka dni. Jeżeli nie wykażą żadnych niepokojących objawów, znaczy to, że podłoże powinno być bezpieczne dla innych roślin. Sałata jest bowiem niezwykle wrażliwa nawet na minimalne ilości toksyn.

09:11, ksanthos_trelos , Higiena
Link Komentarze (2) »
sobota, 08 sierpnia 2009

Jest wiele wyrazów, którym nadajemy inne znaczenie niż nasi przodkowie. Za przykład może posłużyć słowo klomb, oznaczające element dawnych ogrodów, który w zmienionej formie przetrwał do naszych czasów. W wielu ogrodach, zwłaszcza wiejskich, widujemy kompozycje nawiązujące swoją formą do tych sprzed lat.

Klomb jako nowy element dekoracyjny pojawił się w osiemnastym wieku w ogrodach krajobrazowych, bardzo modnych wśród ówczesnej arystokracji. Początkowo miał postać wyodrębnionej grupy drzew: różnorodnych lub też należących do tego samego gatunku. Pierwszy klomb założył William Kent w ogrodzie Holkham w Anglii, natomiast upowszechnienie tego rodzaju kompozycji roślinnej zawdzięczamy wybitnemu angielskiemu projektantowi ogrodów, Lancelotowi Brownowi. Zdefiniował on klomb jako wolno stojące, koliste lub owalne skupisko drzew i krzewów posadzone w ten sposób, że rośliny najwyższe znajdują się pośrodku, najniższe zaś przy brzegu, często obsadzanym kwiatami. Dzięki takiemu układowi kompozycja nabiera charakterystycznego kształtu kopca.

O zakładaniu klombów w polskich ogrodach pisała księżna Izabela Czartoryska w swojej książce Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów. Autorka zachęcała, aby podpatrywać przyrodę i z niej czerpać natchnienie. Ogród pełen klombów powinien wyglądać jak najbardziej naturalnie, a zarazem malowniczo, niczym las, w którym wycięto część drzew, by odsłonić piękny widok. Rośliny najlepiej sadzić na naturalnych wzniesieniach terenu, gdyż wówczas są dobrze widoczne. Warto również wykorzystać klomby do zasłonięcia budynków brzydkich a pożytecznych. Założenie klombu, jak dowodzi księżna, nie wymaga wiele pracy, a można go skomponować zarówno z drzew krajowych, jak i zagranicznych, a także z krzewów. Autorka zaleca, aby w małych ogrodach - a pamiętajmy, że ówczesne duże ogrody były podobne raczej do dzisiejszych parków! - tworzyć klomby z krzewów, a nawet wyłącznie z krzewów.

* Chochlik blogowy nam się uaktywnił ;): Oczywiście nie penilki, lecz pełniki (10).


Dziś, głównie z uwagi na niewielkie rozmiary, zakładamy przede wszystkim klomby kwiatowe. Taka kompozycja z pewnością będzie ciekawym i barwnym elementem w ogrodzie. Zaczynamy, jak zwykle, od sporządzenia planu. Możemy zaprojektować klomb z bylin i/lub roślin jednorocznych czy dwuletnich, cebulowych, a nawet doniczkowych (wówczas rośliny umieszczamy tak, żeby nie było widać doniczek). Jednak jak zwykle wiele zależy także od naszej fantazji. Musimy jedynie wziąć pod uwagę:
Wysokość poszczególnych gatunków. Kwiaty rosnące na środku nie mogą być zasłaniane przez te, które umieścimy bliżej brzegów.
Powierzchnię zajmowaną przez rośliny. Uzyskanie efektu barwnej plamy wymaga posadzenia obok siebie kilku dużych egzemplarzy lub kilkunastu małych.
Barwę kwiatów. Najładniej wygląda klomb założony z wielu kwiatów w kontrastujących ze sobą kolorach.
Teraz możemy wybrać odpowiednie miejsce w ogrodzie. Najlepiej usytuować kompozycję na trawniku, aby była widoczna ze wszystkich stron. Wytyczamy obrys klombu: okrągły lub owalny. Glebę przekopujemy i nasypujemy żyznej ziemi, formując z niej niewysoki kopiec. Nie otaczajmy klombu kamieniami ani cegłami, ich funkcję najlepiej spełnią rośliny obwódkowe. Na końcu przystępujemy do sadzenia roślin według uprzednio przygotowanego planu.


07:09, ksanthos_trelos , Pomysły
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2