Ogrody natury...
Zakładki:
01. LEKTURA PRZY MUZYCE TYiJA
A rośliny są żywymi, oddychającymi i porozumiewającymi się istotami, wyposażonymi w osobowość i atrybuty duszy.darmowy hosting obrazków
AMARYLKOWATE (AMARYLLIDACEAE)
CHOROBY I SZKODNIKI
HIGIENA
KONTAKT
MAŁA ARCHITEKTURA
NA SKRÓTY
PRZYPISY
ROZMNAŻANIE ROŚLIN
darmowy hosting obrazków
UWAGA: TRUJĄ!...
WŁASNY PROJEKT OGRODU
WYBRAŃCY ! GWIAZDA PRAWDZIWA
Z wyjątkiem Afrodyty, nie istnieje na tym świecie nic piękniejszego niż kwiat i nic bardziej niezbędnego niż roślina.darmowy hosting obrazków
KWIATEK DLA FINETKI 2 (Custom) blogi ! TAWUŁKA NA BLOGA AKSAMITKA NA BLOGA 3 konkurs ! KASZTANOWIEC NA BLOGA

http://www.cyklamen.blox.pl
wtorek, 16 marca 2010

Trawy zaczęły swą zwycięską ewolucyjną epopeję w drugiej połowie trzeciorzędu. Zachodziły wtedy na świecie znaczące zmiany geograficzne i klimatyczne. Jeden gigantyczny superkontynent, który grupował w erze mezozoicznej wszystkie lądy Ziemi, rozczłonkowywał się coraz bardziej. Aktywizowały się przy tym prądy morskie, robiło się coraz zimniej w regionach podbiegunowych. Wszystko to w znaczący sposób wpłynęło na klimat, zwiększając jego zróżnicowanie przestrzenne: na strefy klimatyczne i czasowe: na pory roku. Prowadziło to m.in. do osuszenia obszarów lądowych i ożywienia wiatrów, których działalność jest wszak odzwierciedleniem różnorodności klimatycznej planety. Wiatr daje możliwość "taniego" rozsiewania pyłku i nasion, ale tylko na otwartych przestrzeniach. Trawy skorzystały właśnie z tej nadarzającej się okazji, przechodząc na wiatropylność. By ich strategia była w pełni skuteczna, dżungle tropikalne, których gęstwina zatrzymuje wiatr niemal zupełnie, musiały jednak ustąpić miejsca terenom możliwie jak najbardziej otwartym. I trawy nie tylko wykorzystały powstanie takich właśnie terenów, lecz także jak najbardziej aktywnie przyczyniły się do ich ekspansji. Jak widzieliśmy, "cel" ten osiągnęły dwiema metodami: przez przywabianie, a nawet, poniekąd, stworzenie odrębnej klasy stadnych, trawożernych zwierząt, których nieustająca aktywność uniemożliwia wzrost siewek większości roślin, oraz przez stworzenie warunków do częstych, choc krótkotrwałych pożarów, niszczących wszystko to, czego zwierzęta zniszczyć nie zdążyły.

W ten sposób niewielkie zrazu obszary porośnięte trawami poczęły powiększać się w szybkim tempie, a stepy i sawanny opanowywały coraz większe obszary lądów. Za nimi coraz to nowe grupy zwierząt przechodziły na trawożerność, przyczyniając się tym samym do jeszcze większego sukcesu traw. Co więcej, zamieniając obszary leśne, dające liczne możliwości kryjówki, na otwarte przestrzenie stepowe, zwierzęta zaczęły skupiać się w stada, gdyż tylko tak uniknąć mogły rosnącego zagrożenia ze strony coraz liczniejszych drapieżników, przywabionych łatwo widoczną zdobyczą. Stadność zachowań, rozbudowane życie społeczne, rosnąca doskonałość zmysłów, a co za tym idzie, także i rozwój mózgu, wszystko są to cechy, które swój rozwój zawdzięczają poniekąd trawom. W takich warunkach, w tej scenerii i wśród takich zwierząt pojawił się na Ziemi człowiek. Wiele, bardzo wiele z naszych cech zawdzięczamy trawom: dietę (zwłaszcza powszechność wypieku chleba), zachowania społeczne, może nawet psychikę.

Naukowcy są zgodni, że powstanie człowieka wiązało się bezpośrednio z pojawieniem się wielkich, trawiastych, otwartych przestrzeni, jakimi były afrykańskie i azjatyckie sawanny. Nasz los od początku splótł się z losem traw. I do dziś z żadną inną grupą roślin nie wiążą nas tak bliskie związki. Wszystkie bez wyjątku zboża należą do traw; każdy niemal lud korzysta z innego ich gatunku: od azjatyckiego ryżu, przez afrykańskie sorgo i europejskie żyto, aż po amerykańską kukurydzę. Do traw należy trzcina cukrowa, pierwszy dostawca cukru dla ludzi i papirus, który patronował narodzinom niejednej cywilizacji. Trawą jest też, choć trudno w to uwierzyć, bambus, niezastąpiony w życiu ludów Azji południowo-wschodniej.
Dzięki temu, że ich odżywcze ziarna są wyjątkowo zdatne do długotrwałego przechowywania, trawy pozwoliły nam zbudować miasta i zasiedlić najbardziej niegościnne tereny. Trawom zawdzięczamy możliwość hodowli zwierząt na mięso i skóry, pośrednio dzięki nim możliwy był przez całe stulecia transport pomiędzy najodleglejszymi nawet regionami: wszystkie zwierzęta pociągowe i wierzchowe są trawożerne, a ich siła bądź szybkość związane są z trawiastym otoczeniem.

Żadnej innej grupie roślin nie zawdzięczamy tak wiele. I dlatego warto poświęcić im naszą uwagę. Zwłaszcza, że dzieki nim możemy uświadomić sobie pewną ważną ewolucyjną naukę: słabość może być źródłem siły, jeśli tylko właściwie ją wykorzystać.

03:19, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Komentarze (1) »
czwartek, 11 marca 2010

Rosnąc na otwartych, zwykle suchych obszarach, trawy często padają ofiarą ognia. Pożary stepów i sawann, tam gdzie naturalne skupiska roślinne jeszcze się zachowały, zdarzają się często, niemal cyklicznie, z nadejściem pory suchej. Dla wielu roślin i zwierząt są to wydarzenia dramatyczne. Ale nie dla traw. W obliczu nieubłaganego żywiołu trawy zastosowały pewien trik ewolucyjny. Zamiast próbować walczyć z zagrożeniem, postarały się wyciągnąć z niego maksymalne korzyści. Źdźbła trawy, puste w środku, drewnieją wraz z dojrzewaniem i palą się od byle iskry: słomiany ogień to nie tylko przenośnia, to także opis pewnego istotnego zjawiska biologicznego. Równie łatwo płoną ich wysuszone liście i kłosy. Dojrzała trawa sprawia wrażenie rośliny przystosowanej do palenia się, podobnie jak przystosowana jest do obgryzania przez trawożerne zwierzęta.



Ogień trawiący bezkresne stepy przechodzi jednak szybko i nie jest zbyt gorący. Delikatna tkanka wzrostowa traw, ukryta tuż przy ziemi, wytrzymuje więc zwykle jego przejście, gotowa od razu po pożarze do podjęcia swej działalności. Dodatkowa obecność licznych nadziemnych lub podziemnych pędów płożących, którymi trawy rozmnażają się wegetatywnie, zwiększa ich odporność na wszelkiego rodzaju zagrożenia przychodzące z góry. Dlatego też choć stada zwierząt roślinożernych i trawiące stepy płomienie niszczą wszystkie niemal siewki drzew, krzewów i innych roślin, trawom nie szkodzą, uwalniając je przy okazji od konkurentów.



Nawiasem mówiąc istnieje także poza trawami grupa roślin, tzw.
pirofitów, w których życiu i przetrwaniu właśnie ogień odgrywa niebagatelną rolę. Ale o nich już innym razem...

12:51, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 marca 2010

Trawy są organizmami, których wielkim wynalazkiem ewolucyjnym było wymknięcie się z morderczego "wyścigu zbrojeń" przez niezwykły fortel. Zamiast za wszelką cenę unikać wszelkich możliwych konsumentów, trawy oparły swą strategię na zupełnie innej zasadzie: dać się zjeść i wyciągnąć z tego korzyści. Odnieść zwycięstwo dzięki swej słabości.



Trawy pojawiły się późno w ewolucji roślin. Ich szczątki kopalne pochodzą z połowy trzeciorzędu: sprzed niespełna 30 milionów lat. Są więc młodsze niż takie wielkie grupy roślin jak mchy, paprotniki, szpilkowe czy większość kwiatowych. Trawy osiągnęły jednak wkrótce niebywały sukces ewolucyjny: prerie Ameryki Północnej i pampasy Ameryki Południowej, stepy Eurazji i sawanny Afryki to olbrzymie obszary kuli ziemskiej, na których stanowią one dominujący, nieomal jedyny element roślinny. Co przesądziło o ich sukcesie? Kiedy kosimy trawnik kosiarką, trawa nie zamiera, a wręcz przeciwnie: właśnie wtedy rośnie najbujniej i jest najbardziej produktywna. Spróbujmy w podobny sposób potraktować inne rośliny, a ich ucięte pędy nigdy już się nie wyciągną, liście nie odrosną. Porządna pielęgnacja trawnika polega na jego częstym strzyżeniu, nie tylko dlatego, że to pomaga trawom, ale i dlatego, że przeszkadza wszystkim innym roślinom. W rezultacie trawy zostają same.



Oczywiście trawy nie przystosowały się do kosiarek, ręcznych czy mechanicznych, i nie im zawdzięczają swoje sukcesy. Lecz w tej roli człowiek zastąpił tylko olbrzymie rzesze trawożernych zwierząt, głównie ssaków, które od milionów lat obgryzały pędy i liście traw całego świata, przyczyniając się do ich sukcesu. Bez zwierząt trawożernych nie byłoby i traw, a w każdym razie stepów i wszystkich ich lokalnych odmian. A bez stepów, nawiasem mówiąc, nie byłoby i człowieka. Nasze losy i losy traw sprzęgły się nierozdzielnie.



Sukces traw polegał na zerwaniu z niemal wszystkimi tzw. trendami ewolucyjnymi, które zarysowały się w dziejach roślin. W czasach powszechnego wśród roślin kwiatowych uzależnienia od owadopylności trawy porzuciły ten sposób zapylania i wróciły do znacznie starszej ewolucyjnie wiatropylności. Trawy zredukowały do mininum swą morfologię: do prostego pędu i kilku długich, niczym się nie wyróżniających liści. Uprościły też swe korzenie, które stały się gęstwą niemal identycznych, nie zróżnicowanych odrostów. Ale największym zapewne wynalazkiem było odwrócenie "filozofii wzrostu". Zamiast rosnąć od czubka, trawy przyrastają od dołu. Co to oznacza?



Wzrost to złożony i skomplikowany proces. Rośliny rozwiązały ten problem wytwarzając wyspecjalizowane organy, tzw.
ośrodki wzrostu, w których komórki dzielą się intensywnie; inne organy zostały tych funkcji pozbawione: gdyby wszystkie komórki zachowały zdolność dzielenia się, organizm wkrótce utraciłby nad nimi kontrolę, jak ma to miejsce w przypadku komórek nowotworowych. U roślin wzrost odbywa się, mówiąc najogólniej, w górę (lub w dół w przypadku korzeni) oraz na boki i oba te rodzaje wzrostu mają swe własne ośrodki, zwane merystemami. Wzrost ku górze odbywa się w stożku (wierzchołku) wzrostu, położonym zazwyczaj na szczycie każdego pędu. Gdy ten szczyt odetniemy lub gdy odgryzie go zwierzę, pęd przestaje rosnąć: przynajmniej na długość. Otóż trawy przeniosły swój wierzchołek wzrostu do podstawy pędów i liści. Pędy traw, zwane źdźbłami, dodatkowo przyjęły budowę segmentową, z pustym wnętrzem, co umocniło niebywale ich strukturę, pozwalając rosnąć wysoko przy zachowaniu bardzo cienkiego przekroju. Gdy odetniemy wierzchołek pędu lub liścia trawy, trawa odrasta. Gdy obcinać będziemy często, trawa będzie odrastać szczególnie intensywnie. A zważywszy, że to obcinanie odbywa się w naturze zazwyczaj za pomocą zębów zwierząt trawożernych, uznać możemy, że trawa wyraźnie przystosowała się, by być zjadaną i że przybywa jej w miarę jedzenia. A to już nawiazuje wyraźnie do opowieści biblijnej, przytoczonej we wstępie cyklu.

01:24, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 01 marca 2010

Wróćmy jednak do naszego biblijnego przykładu. Czy istnieją na świecie takie organizmy lub ich części, których funkcją jest służenie innym organizmom za pokarm i które właśnie w tym celu powstały? Akacja jest zjadana przez żyrafę, ale akacja nie powstała po to, by służyć żyrtafom za pożywienie; robi wszak wszystko, by tego nieprzyjemnego losu uniknąć. Rozwija swe płaskie korony na wysokości kilku metrów, gałązki pokryte ma ostrymi cierniami i na dodatek "hoduje" symbiotyczne mrówki, kórych ukąszenie w obronie "własnego" drzewa dodatkowo odstrasza napastnika. Podobnie przeznaczeniem antylopy nie jest lwi żołądek: co do tego nie mamy żadnych wątpliwości. Również samiec modliszki, gdy kładzie swą głowę na ołtarzu miłości, to nie daje przecież swej partnerce części ciała, która stanowi jej naturalny pokarm. Samiec bez głowy lepiej spełnia swoje podstawowe powinności seksualne, lecz to nie znaczy, że głowę tę oddaje ochoczo: nie ma wątpliwości, że broni się przed tym rozpaczliwie. Ale na przykład owoce: te wszak nie bronią się przed zjedzeniem; przeciwnie, ich oczywistą funkcją jest zainteresowanie sobą owocożernego zwierzęcia. Ich barwa, smak, zapach, miąższ, wszystko to powstało po to właśnie, by zostać zauważonym i docenionym, by w konsekwencji znaleźć się wreszcie w żołądku tego, do którego wszystkie te zabiegi zostały skierowane.

O owocach zatem możemy powiedzieć, że służą innym; to samo powiedzieć możemy także o nektarze kwiatowym. Ale oczywiście nie jest to służba całkiem bezinteresowna. O ile "celem" miąższu rzeczywiście może być żołądek konsumenta, o tyle cel pestki, a raczej ukrytego w jej wnętrzu nasienia, jedynej naprawdę ważnej dla rośliny części owocu, jest zupełnie inny. Po przejściu całego przewodu pokarmowego zwierzącia znajdzie się w ziemi, gdzie zasilona odchodami, do których powstania i owoc się przyczynił, zakiełkuje nową rośliną. Ta zaś znów wyda owoce i znów ukryje w ich wnętrzu drogocenne pestki, a w nich swój największy skarb: zakodowaną w języku DNA instrukcję budowy nowej rośliny, nowych owoców i nowych pestek. Owoc nie powstał więc jako bezinteresowny posiłek dla zgłodniałych zwierząt. Jest raczej ceną, jaką płaci roślina za usługę, której sama wykonać nie potrafi. Ściślej rzecz ujmując ta "usługa" nie polega na przepuszczeniu ziarna przez przewód pokarmowy zwierzęcia: nowa roślina wyrośnie z owocu i bez tego, lecz na jego transporcie w możliwie najdalsze miejsce. Dyspersja jest bowiem jednym z najważniejszych mechanizmów w powszechnej "walce o byt" w naturze. Jednakże niekiedy z nasienia, które nie przeszło przez przewód pokarmowy zwierzęcia, nic nie wyrośnie. Na rodzinnym Maurytiusie wymarłego gołębia dodo znany jest przypadek drzewiastych roślin Calvaria major, których nasiona nie kiełkują od trzystu lat, czyli od momentu wymarcia dronta dodo. Zdaje się, że wiele jest na świecie drzew owocowych przystosowanych do zjadania przez zwierzęta, które już nie istnieją. Tak np. interpretuje się występowanie niektórych wielkich owoców dżungli amerykańskiej przystosowanych do zjadania przez wymarłe już naziemne leniwce. Nasiona C. major uzyskiwały zdolność do kiełkowania dopiero po przejściu przez układ pokarmowy dronta dodo: właśnie dlatego stwierdzono, że znaczny spadek liczebności tych drzew spowodowany jest wyginięciem ptaka. Teoria ta jednak została obalona, ponieważ C. major kiełkuje również po przejściu przez układ pokarmowy innych ptaków. Tak więc przyczyn spadku liczebności tej rośliny należy szukać gdzieś indziej.

00:03, ksanthos_trelos , Inne cudze
Link Dodaj komentarz »