Ogrody natury...
KWIATEK DLA FINETKI 2 (Custom) blogi ! TAWUŁKA NA BLOGA AKSAMITKA NA BLOGA 3 konkurs ! KASZTANOWIEC NA BLOGA

http://www.cyklamen.blox.pl
Blog > Komentarze do wpisu

Ochrona roślin doniczkowych

Rośliny doniczkowe też bywają, niestety, nawiedzane przez choroby i szkodniki. Doświadczeni ogrodnicy wiedzą, że najskuteczniej ochronią swych podopiecznych od szkód i poradzą sobie już z zaistniałymi, używając rozumu, a nie rozpylacza. Często oznacza to, ż najpierw należy ustalić przyczyny uszkodzeń. Nierzadko samemu należy się uderzyć w pierś, stwierdzając błędy uprawowe. Często domniemana choroba okazuje się objawem jakiegoś niedoboru: światła, wody, składników pokarmowych. Nawet jeśli roślinę rzeczywiście zaatakowały grzyby czy szkodniki, to i wówczas główna przyczyna może tkwić w błędach uprawowych, które osłabiły jej odporność. Jeśli zatem wybór środka okaże się właściwy, a „pierwsza pomoc” zazwyczaj przyniesie poprawę, to później walka z chorobą czy szkodnikiem zawsze musi iść w parze z jak najtroskliwszą pielęgnacją.
Roztocze drapieżne wyssysające przędziorka.

Choroby szkodniki atakują i uszkadzają rośliny wszędzie, zarówno w ogrodzie, jak i w pomieszczeniu zamkniętym. Żaden żywy organizm nie jest bezpieczny, a cóż dopiero rośliny uprawne. Dla nich dodatkowe obciążenie stanowi fakt, że nie rosną w rodzimym środowisku i w naturalnych zespołach, lecz są uprawiane w konkretnym celu. Propagatorzy tak zwanego biologicznego rolnictwa i ogrodnictwa, dzikich, naturalnych ogrodów dążą do reaktywowanie w określonych ramach takich właśnie harmonijnych zespołów rozmaitych form życia w ogrodzie i w uprawie rolniczej. Wychodzą oni z założenia, że w warunkach odtworzonej w ten sposób równowagi biologicznej również występowanie chorób i szkodników jako części żywej całości będzie się jeszcze mieściło w granicach tolerancji. W odniesieniu do kompozycji (zestawów) roślin doniczkowych w pomieszczeniach takie rozważania są bezprzedmiotowe. Bywa nawet gorzej, ponieważ rośliny w doniczkach nie tylko musza egzystować w utrudnionych warunkach klimatycznych, lecz także mają ograniczone miejsce na korzenie, otrzymują za dużo lub za mało światła, ich opiekun dostarcza im pożywienia wedle własnego widzimisię i w ogóle borykają się z wszelkimi innymi niedogodnościami przymusowego pobytu w miejscu, którego sobie nie wybrały. Nic więc dziwnego, że wiele anomalii uznanych za choroby, to po prostu reakcja na błędy uprawowe. 
Gąsienicznik.

Nie w każdym przypadku trzeba od razu sięgać do chemicznych środków ochrony roślin. Najpierw należy podjąć niełatwą dla laika próbę ustalenia przyczyny uszkodzenia. Przebarwienia i deformacje liści mogą być spowodowane nie tylko przez opisane już błędy uprawowe, lecz także przez różne czynniki chorobotwórcze. Poza trudnymi do zidentyfikowania i niemożliwymi do zwalczenia bakteriami czy wirusami odpowiedzialne za to są głównie grzyby. Pierwszy krok w ochronie roślin polega w tym przypadku na usunięciu wszystkich zaatakowanych części lub całych roślin. Trzeba je spalić lub wyrzucić na śmietnik, a nie na kompost, ponieważ nie można wykluczyć, że patogeny w tych warunkach nie będą się dalej rozprzestrzeniać.
Przedstawiciel rodzaju gąsienicznikowatych.

Jeżeli podejrzewamy występowanie szkodników, ale nie możemy ich zobaczyć gołym okiem - mszyce i tarczniki można np. dostrzec bez trudu, gdy tylko uważnie się przyjrzymy – to nigdy nie zaszkodzi sięgnąć po szkło powiększające. Bez pomocy lupy niedoświadczonemu amatorowi uprawy roślin doniczkowych trudno będzie zidentyfikować wciornastki czy przędziorki, tzw. czerwone pajączki: pierwsze mierzące 1-2 mm, a drugie 1 mm. Mszyce i wciornastki, zwłaszcza jeśli opanowały tylko niektóre rośliny, zmywamy letnią wodą z dodatkiem płynu do mycia naczyń (uważając, by płyn nie dostał się do podłoża, w którym rosną rośliny), zanim sięgniemy po radykalniejsze środki. Niektóre szkodniki, w szczególności groźne ryjkowce, często atakujące cyklameny (fiołki alpejskie), żerują nocą. Jeśli na brzegach liści fuksji, azalii czy sukulentów zobaczymy charakterystyczne, powygryzane miejsca, to warto urządzić w ciemnym pokoju polowanie z latarką na te centymetrowe chrząszcze. Inni nocni goście naszych roślin, jak skorki czy stonogi, są raczej uciążliwi niż szkodliwi i dają się łatwo wyzbierać.
Larwa złotooka pożerająca maszycę.

Kompleksowa ochrona roślin w pomieszczeniach zamkniętych, obejmująca zarówno profilaktykę, jak i zwalczanie chorób i szkodników, zaczyna się od tradycyjnych, ale wcale nie bezskutecznych, środków domowych. Nie zamierzam tu rozstrzygać, jak dalece takie chemikalia, jak szare mydło czy spirytus denaturowany mogą konkurować z dostępnymi na rynku środkami owadobójczymi. Ale na pewno można to powiedzieć o specjalnych mydłach sprzedawanych w specjalistycznych sklepach z preparatami pochodzenia naturalnego. Roztworem sporządzonym z 20 g takiego mydła o 1 l letniej wody spryskujemy roślinę albo pędzlujemy kolonię mszyc. Mniejsze rośliny można w nim zanurzyć; dodatek 10 ml spirytusu denaturowanego na 1 l wzmacnia skuteczność roztworu. Wymyślono i wypróbowano całe mnóstwo takich domowych mikstur, niektórych z dodatkiem soli czy wapnia. Nie brakuje zagorzałych zwolenników wyciągu nikotynowego, sporządzanego z niedopałków papierosów, czy – często stosowanych także w ogrodnictwie biologicznym – ekstraktów, odwarów i naparów ziołowych. Na domowe środki ochrony roślin, w przeciwieństwie do tych dopuszczonych urzędowo, z podaną przez producenta szczegółową instrukcją, jak je należy dozować i którym roślinom mogą zaszkodzić, nie ma dokładnych i naukowo sprawdzonych receptur. Od naszej ochoty do eksperymentowania i ponoszenia ryzyka więc zależy, czy będziemy je stosować.
Postać dorosła złotooka pospolitego oraz larwa z upolowaną maszycą.
 
Inaczej rzecz się ma z biologicznym zwalczaniem szkodników przez pasożyty pożyteczne. Są to całkowicie nietoksyczne sposoby, które nabierają dziś coraz większego znaczenia i w ograniczonym zakresie mogą być także stosowane w uprawie roślin doniczkowych w pomieszczeniach. Na pierwszym miejscu należy tu wymienić roztocze drapieżne oraz gąsieniczniki. Roztocze drapieżne żywią się swoimi krewniakami: przędziorkami, atakującymi także rośliny doniczkowe. Zaledwie półmilimetrowe gąsieniczniki pasożytują w larwach mączlika szklarniowego, w których składają jaja. Larwy złotooka i galasówki potrafią zdziesiątkować mszyce, ale do paru roślin w pokoju nie opłaca się ich zatrudniać. Do zwalczania mszyć, wełnowców, tarczników lub czerwców można wykorzystać lubiane przez wszystkich biedronki. Dorosła biedronka zjada kilkadziesiąt mszyc dziennie, a larwa zjada kilkaset mszyc w ciągu swojego rozwoju. Tych pożytecznych drapieżców można zamówić poprzez sklepy ogrodnicze w wyspecjalizowanych firmach. Podobnie jednak jak w wypadku chemicznych insektycydów, działanie profilaktyczne jest tu niemożliwe. Nie można zwalczać tego, co jeszcze nie wkroczyło do akcji. Życie pasożytów pożytecznych zależy od obecności organizmów, które stają się ich zdobyczą czy żywicielem. Bez nich zginęłyby z głodu. Równie bezcelowe byłoby sprowadzanie roztoczy drapieżnych do zwalczania mączlika szklarniowego albo liczenie na to, że gąsieniczniki rozprawią się z mszycami.
Z prawej larwa mączlika szklarniowego, a z lewej larwa spasożytowana przez gąsienicznika.

Stosując chemiczne preparaty do ochrony roślin, należy przedsięwziąć pewne środki ostrożności. Zasadniczo powinniśmy używać preparatów jak najmniej toksycznych. Ale nawet z preparatami średniotoksycznymi i nietoksycznymi czy to w aerozolu, w płynie, czy w postaci proszku do sporządzenia zawiesiny wodnej nie można postępować lekkomyślnie. Opryskiwać najlepiej na świeżym powietrzu. Jeśli to niemożliwe, należy ewakuować się do łazienki i opryskać rośliny w wannie. Ciało i ręce trzeba chronić, wkładając fartuch albo kombinezon i gumowe rękawiczki. Podczas opryskiwania należy uważać na twarz. Jeść, pić i palić nie wolno nawet wtedy, gdy mamy do czynienia z preparatami nieszkodliwymi dla zdrowia. Najprostsze i najmniej brudzące w użyciu są pałeczki ze środkiem owadobójczym, które po prostu wkłada się do ziemi w doniczce. Pałeczki zabezpieczone są dwoma paskami kartonu i zawierają środek działający układowo. Rozpuszcza się on w wodzie znajdującej się w podłożu, skąd jest pobierany przez korzenie i przenoszony do najdalszych i trudno dostępnych części roślin. W ten sposób dociera również do ssących czy gryzących roślinę szkodników. Niepotrzebnych już resztek preparatów toksycznych w żadnym razie nie należy wylewać do zlewu czy wyrzucać do śmietnika, natomiast można to uczynić z pozostałościami środków o stwierdzonej nietoksyczności. Wszystkie środki ochrony roślin powinniśmy przechowywać w mieszkaniu w miejscach niedostępnych dla dzieci i zwierząt domowych.



poniedziałek, 06 kwietnia 2009, ksanthos_trelos

Polecane wpisy

  • Kora

    Jeszcze 30 lat temu kora była niepotrzebnym nikomu odpadem przy obróbce drewna. Wokół tartaków i zakładów papierniczych zalegały jej ogromne hałdy. Nad jej wyko

  • Krótki Kurs V: Rozmnażanie roślin 2/9

    Do rozmnażania wegetatywnego używa się części danej rośliny: pędów, liści, korzeni, kłączy, bulw lub cebul. Ten sposób pod wieloma względami jest korzystniejszy

  • Wróg czy sprzymierzeniec, czyli zwalczać czy chronić? 1/2

    Ta k się złożyło, że osobiście nigdy nie stosowałem upraw całkowicie biodynamicznych, jednakże jestem jak najbardziej za równowagą biologiczną. Dotyczy to także

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Julia, *.eastwest.com.pl
2009/05/05 13:20:09
Dobry temat. Mnie nie udało się zwalczyć szkodników. A wydawało się, że w mieszkaniu łatwo będzie się ich pozbyć (nie to co w ogrodzie). Klęska.